niedziela, 31 maja 2009

7th Sea - Przygoda na morzu, do którego nawet nie dotarliśmy...

MG: Krakonman (tradycyjnie)
Gracze: Elma (Isabella Conchita Wielu Imion de Rodriguez), Funio (Sven Gutlafsson), MidMad (Karen Black, Kapitan), Raven (Gunter Skavlatsson), Robert (Eiseńczyk o wiele mówiącym imieniu Helmut Kohl)

Na wstępie należy odnotować, że sesja odbyła się zaledwie 1,5 roku po poprzedniej. A jednak cuda się zdarzają;)
Miała też miejsce mała rewolucja w drużynie - Elma tym razem definitywnie zgubiła kartę postaci i zmuszona była stworzyć sobie nową postać - Kastylijkę. Raven niestety swojej starej postaci nie zdążył "zgubić", więc musiał grać chuchrowatym Vendelem z Krzepą 1, przynosząc wstyd Svenowi:
- Nawet, jak dostaniesz wazonem, to od razu padniesz nieprzytomny. - były to, w pewnym sensie, prorocze słowa.

Tworzenie postaci Roberta i Elmy (Krakonman: "Macie 30 minut.") trwało jedynie 3 godziny (włączając w to losowo generowane stada bydła). Jesteśmy szybcy. Znudzony Krakon przechadza się po sali i znienacka atakuje MidMad:
- Pokaż mi swoją historię postaci. Minimum 10 stron A4. - wypalił z grobową miną. Aż sekundę trzeba było czekać na salwę śmiechu ze strony wszystkich graczy. Taaak, to się nazywa Krakowska Szkoła Grania...


Zamyślona Elma stara się wymyślić narodowość swojej postaci:
- Czy oni prowadzą wojnę z Kastylijczykami?
- Tak. - odpowiada Krakon.
- To ja sobie zrobię tą, no...
- LA WAGA - podpowiada MG, po czym precyzuje - Las Vagas, nie mylić z Las Vaginas.


Elma rozmyśla dalej:
- Ja chcę być członkiem Tajnego Stowarzyszenia...
- Bądź. - Zgadza się Krakon miłosiernie. Elma zastanawia się nad przynależnością.
- Córy Koryntu? - podpowiada Funio z (jak zawsze) niewinną minką.


Raven zerka na swoją kartę:
- Jestem dowcipny.
- Nie jesteś dowcipny, masz tylko duży Dowcip - wyjaśnia Funio cierpliwie - a to oznacza, że ludzie się śmieją, jak cię widzą.
- Ale mam też dużą Gibkość, a to oznacza, że udaje mi się uskakiwać przed nadlatującymi zgniłymi pomidorami!


MG usiłuje rozpocząć sesję. Niestety gracze ciągle gadają i robią bydło. W tym pierwszym przoduje Elma.
- Vodacce, piękny, słoneczny dzień... - rozpoczyna MG. Elma ciągle mówi i poprawia coś na nowo stworzonej karcie postaci.
- Elma, nie żyjesz. - stwierdza MG niemiłosiernie. Po kilku minutach spogląda na MidMad:
- Ty też.
- To już jest nas dwie! - cieszy się Elma.
- Nie, Elma, ja żartowałem. Żyłaś. Ale teraz już nie żyjesz.

Jakiś czas później Krakon znowu zwraca się do Elmy:
- Przypominam ci, że już raz dziś zginęłaś...


Elma wyciąga swój tajny terminarz:
- Ma ktoś długopis? Chcę sobie zanotować coś ważnego w notesie...
- "Zrobić KUPĘ!" - odgaduje radośnie po Orkowemu Krakonek.
- O, Jezu... - Funio łapie się za głowę. - Zapomniałem, jak to jest grać w 7th Sea z wami...


Kastylijska postać Elmy, jak zwyczaj każe, ma imię na każdy dzień tygodnia. Postacie dokonują prezentacji:

- A ja nazywam się... - zaczyna Elma.
- Trzy dni później... - kontynuuje MG.


Funio odgaduje tajną tożsamość Kastylijki:
- W dzień nosisz piękną kloszową suknię, wachlarz, kastaniety...
- A w nocy przebiera się w sombrero, poncho...
- ...bikini...
- I ma gitarę! - dopowiadają pozostali gracze.


MG opisuje akcje NPC o imieniu Angelina (zwanej przez graczy dziwnym trafem "Angelina Brad Pitt Jolie"):
- Angelina wchodzi...
- W kogo? - docieka Funio.


Drużyna wpada w zasadzkę - atakuje nas wiele sześciopaków zadziwiająco silnych najemników niewiadomej proweniencji. Kapitan Karen Black przejmuje Inicjatywę (rzuty: 1, 1, 3):
- W imieniu Jej Królewskiej Mości - GIŃCIE! - po czym strzela z dwóch pistoletów.
- Czy myślisz, że oni rozumieją po Avalońsku? - pyta się Sven.
- Muszą. Wszyscy rozumieją. - odpowiada Karen z avalońską pewnością siebie, niepomna na lingwistyczne problemy podczas ussuryjskich wojaży.


MG opisuje:
- Strzela do ciebie sześciopak brutów, którzy w poprzedniej rundzie robili "HAHAHA" na obu akcjach.
- Mieli pewnie dużo Dowcipu...


Sytuacja robi się poważniejsza:
- Karoca, w której siedzi Angelina, nie ma już drzwi.
- Niemożliwe, chyba żeby się w sześciu na nich powiesili! - Protestuje Funio wzburzony nadzwyczajną siłą sześciopaku nadzwyczaj wypasionych brutów.
- No tak, oni wszystko robią w sześciu, atakują w sześciu... - tłumaczy cierpliwie MG.
- Sikają też?


MG opisuje atak Svena:
- Zamachnął się, aż mu spódniczka zawiała...
- Dziś noszę spodnie. - poprawia Funio, obznajomiony właśnie z najnowszymi prawidłami mody vendelskiej.
- Czerwone, czy brązowe?
- Wszystko jedno, aktualny kolor jest ten sam. - stwierdza MidMad.


Elma grzechocze pudełkiem pełnym K6.
- Te kostki brzęczą, jak moje bransolety!
- To co ty masz tam w ogóle w łapie? - pyta się dociekliwie Funio - Wachlarz, rapier, kostki...
- Suszarka do włosów... - dorzuca MidMad.
- ... dildo... - kontynuuje zamyślony Funio, przypominając sobie rzekomą przynależność Conchity do pewnego Stowarzyszenia...


Pod koniec sesji wywiązała się walka, podczas której pod naporem atakujących (i w wyniku obrzydliwie słabych rzutów) padli czterej gracze. Ostała się tylko postać Elmy, Angelina - NPC, którą gracze mieli ochraniać, oraz... złowrogo chichoczący MG.
Przez jakieś 30 minut czwórka graczy miło spędzała czas - najproduktywniejszy był Raven - grał w pchełki dramadajsowym żetonem i doszedł do wielkiej wprawy ;)
W końcu ktoś filozoficznie stwierdził, widząc magiczne wyczyny Wiedźmy Angeliny:
- Okazuje się, że to Angelina się nami zajmuje, a nie na odwrót.
- My jesteśmy jak sześciopak brutów. - dorzuca Raven.
- Taaa, bez jednego... - odpowiada Funio i wzdycha.

Ogólnie sesja przyniosła nadspodziewany sukces - jesteśmy w drugiej stronie scenariusza (który liczy sobie, *fanfary*, 6 stron!).