czwartek, 31 maja 2018

Obietnica: czy leci z nami kapitan?


MG: tsar
Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna). Zna każdego szefa magazynów (legalnych i nielegalnych) w promieniu pięciu pokładów statku-matki. Ma partnera (biznesowego!) Waltera-chemika, który gotuje najlepszą metę na statku.
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza. Uprawia artystyczne pisarstworaportów na kogo popadnie. Hobby: strzelanie w potylicę. Towarzyszy mu niepełnosprytny adiutant, Wowka, który ciągle pakuje się w tarapaty.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, kosmiczny marine, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi. Ma za to awersję do węży i kiepskie rzuty.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono, oprócz apodyktycznej mamusi.


W ostatnim sezonie Obietnicy dzielni śmiałkowie wśród gwiazd stawiali czoła wielu niebezpieczeństwom: opuszczonym statkom Obcych, oficerom bezpieki, gniewowi MG i, co najgorsze, własnej niekompetencji...

Trwa odprawa przed lotem eksploracyjnym do nowego systemu gwiezdnego, w niedużej salce, z niewielkimi krzesłami z pulpitami jak w amerykańskiej szkole. Komodor Decker po krótkiej tyradzie zadaje pytanie: - Są jakieś pytania? - Marv! - szepcze mało sprytna Tanya wciśnięta niewygodnie w za małe dla niej krzesełko - Mamy jakieś pytania? - Nie, o nic nie pytaj komodora! - szybko odpowiada Marv.
- Czemu? - dziwi się Tanya.
- ... bo jeszcze odpowie!


Podczas odprawy pada pytanie o (nad)używanie broni pokładowej w trakcie trwania misji.
- Wasza siła bojowa nie jest szczególnie wielka - odpowiada komodor - macie standardowe wyposażenie.
- Co to znaczy "standardowe wyposażenie"? - wyrywa się niby niewinnie kapitanowi Tyrvidowi.
- No a jak uzbrojony jest statek? - komodor przewierca spojrzeniem kapitana.
Gracz odgrywający Tyrvida w panice zaczyna przeglądać notatki.
- Dzia-ło-fu-zyj-ne. - słychać teatralny szept, podpowiadającego z sąsiedniej ławki Marva



Odprawa zakończona, dobrze umięśniona Tanya wstaje energicznie do postawy zasadniczej, niestety maleńkie krzesełko, w które musiała się wcisnąć, nieszczególnie na to pozwala. Słychać trzask i oto Tanya stoi z oderwanym pulpitem w rękach. Rossarian patrzy na nią, po czym z rozrzewnieniem spogląda na komodora, tłumacząc koleżankę:
- Ach, kruszynka nasza…



Załoga lata statkiem poniekąd zwiadowczym. I właśnie dlatego przed kolejną misją postanowiła przeszmuglować na pokład kilka zupełnie niewinnych głowic atomowych. W końcu Marv ma kumpla, a jego kumpel zna gościa, który ma kolegę, którego bardzo dobrze zna Rossarian i ten wisi mu przysługę... a kilka bezpańskich, zapomnianych atomówek wala się gdzieś w magazynach i porasta kurzem... Rossarian dyskutuje z Marvem, ilu członków drużyny dopuścić do sekretu. W końcu Bezpieka czuwa - a kto wie o tym lepiej niż kapuś Rossarian? Rozmowa zwraca się ku Tyrvidowi, który, choć kapitan, zawsze dowiaduje się o wszystkich "nieoficjalnych" akcjach na końcu.
- To co, powiemy kapitanowi?
- Komu? - dziwi się Marv.
- No, Tyrvidowi. Kapitanowi Tyrvidowi. No wiesz, nasz kapitan, lata statkiem…




Poprzednia misja zwiadowcza zakończyła się (jak wiele innych oczywiście) porażką. Załoga wylądowała na leczeniu ambulatoryjnym. Niestety szczegóły wydarzeń mogą poznać jedynie osoby z odpowiednim poziomem dostępu do informacji niejawnej. W wypadku załogi to kapitanowie Tyrvid i Rossarian. Zostają chwilę dłużej z komodorem w sali odpraw, a po wyjściu z niej od razu stają się celem pytań ciekawskiej Tanyi.
- Kapitanie Tyrvid poooowiedz, no powiedz.
- Nie mogę - odpowiada poważnie Tyrvid - Niektórzy tu kapują - patrzy znacząco w stronę Rossariana.
Rossarian robi niewinną minkę zbitego psa.



Rossarian dzieli się tajnym sekretem ze swoim kumplem, Marvem. Poprzednia załoga statku wróciła z misji w nienajlepszym stanie.
- I komodor mówił, że biodegradacja ciała - szepcze zaaferowany Rossarian.
- Eeee - bagatelizuje Marv. - My tyle pijemy i patrz, nie jesteśmy zbiodegradowani.



Aby otrzymać pozwolenie na lot, załoga pozoruje problemy z silnikiem i promieniowaniem na pokładzie, żeby zamaskować obecność malutkich i niewinnych głowic atomowych. Na ubranego w kombinezon antyradiacyjny, odgrywającego swoją rolę przed załogą techniczną hangaru Rossariana wpada zasadniczy i myślący wprost doktor Denver, gotowy do ratowania załogi przed śmiertelnym promieniowaniem. Denverowi oczywiście nikt o akcji pozoracyjnej nie powiedział z obawy przed protestami ze strony regulaminowego doktorka. Rossarian czym prędzej zamyka się z doktorem w ambulatorium, aby ten nie spalił ich akcji. Tym czasem Tyrvid dziwi się zaistniałą sytuacją:
- To było potrzebne - tłumaczy kapitanowi Rossarian - taki Wamp... ekhem, Maskarada. Przepraszam, ale nie mieliśmy czasu Pana poinformować… znowu.



Oprócz obiecanych pieniędzy, oficer, który sprzedaje załodze głowice jądrowe, otrzymuje dwie butelki słynnej Marvowej gorzały.
- A macie ogórki? - pyta przyjaźnie oficera Marv.
- Niestety, nie mamy - zasmucił się marynarz.
- No i dobrze, bo nie można razem stosować - mówi Marv, wskazując na butelki. - Wchodzą w reakcję.



Załoga postanawia pozostawić w wyrzutni pociski klastrowe, a atomówki załadować w chwili prawdziwej potrzeby. Sprawdzają system ładowania i stwierdzają, że w najgorszym wypadku zmiana uzbrojenia zajmie 15 minut.
- Wiecie, można przyspieszyć ten proces. Zamiast wysięgników automatycznych ręcznych, zamiast wózka załadunkowego, samodzielnie przenieść rakietę - tłumaczy MG.
- Ja pomogę! Ja pomogę! - wyrywa się Tanya, prężąc muskuły.
- Weź, wyobraź sobie - zwraca się Marv do Rossariana, budując przed nim wizję (i robiąc aluzję do pechowych rzutów koleżanki) - ...Tanyę biegnącą po pokładzie z atomówką w rękach.
Po plecach wszystkich przechodzi chłód rodem z otwartej przestrzeni kosmicznej.


Drużyna wchodzi do opuszczonego obcego statku, ogląda jego wnętrze, kajuty, prysznice…
- Sprawdźcie, czy mają mydło w płynie, czy w kostkach!
- Ciekawie, jak się tu bawią. Czy mydło leży na podłodze?
- Na pewno leży, ci tutaj to swojskie chłopaki, lubią się bawić tak jak my!



Marv znalazł ładownię pełną skrzyń. Tanya pyta:
- Marv, zaglądniesz do tych skrzyń, prawda?
Marv kiwa głową, a Rossarian dorzuca z prychnięciem:
- A czy niedźwiadki srają w lesie?



Tyłki drużynie z więzienia ratuje jakiś wysoki oficer powołujący się na niejakiego komodora Deckera. Po pewnym czasie wyratowuje wszystkich z tarapatów. Tanya jak zwykle nie łapie zawiłości sytuacji:
- Czy my znamy jakiegoś komodora?!
- Tak… - wzdycha cierpliwie Marv - C-64.


Rossarian układa się z komodorem. Okazuje się, że kapitan będzie teraz pod jego rozkazami. Wspominając swoje podboje miłosne (córka poprzedniego dowódcy, skończyło się katastrofą), rzuca bez namysłu:
- Panie komodorze, a ma pan córkę?
Reszta drużyny robi synchronicznego facepalma.



Tyrvid spotyka rodziców-arystokratów na rodzinnym obiedzie i nagraną mu przez apodyktyczną mamusię wybrankę. MG pyta, jaki Tyrvid ma do niej stosunek:
- No, nie będę narzekał…
- Uuuu, dziewczyna w każdym porcie, co, Tyrvid?
- O ile nie ma jakichś mutacji… - dorzuca zapobiegawczo Tyrvid.
- Mutacja: wybranka mamusi. - ucina bezlitośnie Fox.



Drużyna przygotowuje się do dalekiej misji. Rossarian zaciera ręce, myśląc o rozrywce, jaką zapewni drużynie:
- Filmy z sexem Synthii mam, oridżinal! - przypomina o obcej niebieskoskórej rasie, którą kiedyś napotkała drużyna.
- Jaki oridżinal - protestuje Marv - to fejk, widziałem gościa na ulicy co od tygodnia niebieskiej farby z gęby zetrzeć nie może! Poza tym Synthii nie uprawiają sexu, rozmnażają się przez triopączkowanie! - robi aluzję do trójpodziału synthiańskiego społeczeństwa - Twórca tworzy, cenzor patrzy...
Denver nie wytrzymuje:
- O to jak u Tyrvida w domu! - wspomina niedawny niefortunny obiad rodzinny kolegi.


Do Rossariana przymila się pani oficer 50+. Rossarian, jak zwykle wstydliwy młodzieniec, stara się ją trzymać na dystans. MG wyjaśnia:
- Rozumiesz, ona się cieszy, że ktoś pała takim zapałem…
- Ja się właśnie boję, że ona mnie za pałę…



Wszyscy udają się na spoczynek. nocną wachtę spędza w kokpicie drużynowy sierota, Wowka, adiutant kapitana Rossariana (NPC). Znając jego niski IQ i głupie pomysły, drużyna boi się go zostawić samego, żeby czegoś nie popsuł. Jednocześnie powinien wiedzieć, jaki przycisk wolno mu nacisnąć w razie awarii. Ktoś w końcu wpada na pomysł:
- Ponaklejajmy mu żółte karteczki na wszystkie przyciski!
- Taaa… z napisem „NIE DOTYKAĆ, NIE DOTYKAĆ, NIE DOTYKAĆ”!



Drużyna eksploruje nowy układ słoneczny. Rozkazy mówią, że chodzi tylko o skan układu, ale wszyscy są ciekawscy i chcą rozprostować nogi na jakiejś nowej planecie. Trzeba jakoś wyrolować doktora-służbistę i namówić go do bliższego zbadania planety, choć to nie do końca mieści się w parametrach misji. Zaczyna Rossarian:
- Mamy kłopoty z żywnością...
- Przecież mamy jej jeszcze dużo - oponuje pan doktor.
Rossarian wzdycha i robi minę kota ze Shreka:
- Ale skończyły się nam pomidorki.. Te małe, okrągłe, koktajlowe, nooo...
- Mnie przekonałeś! - oblizuje się Tanya.


piątek, 2 lutego 2018

Zew Cthulhu: chomiczki, kotki, pajączki i inne tałatajstwo (czyt. gracze)


W dzisiejszym odcinku żegnamy się z kolejnym rozdziałem mrożącej krew w żyłach i omszałej od północnej strony kampanii, rozgrywającym się w Krainach Cienia.

MG: Smartfox
Postacie:
Mijau - Guillermo González, meksykański deratyzator, nielegalny imigrant, przykład żywo ilustrujący powiedzenie „curiosity killed the cat”
Parasit - Derek Arslan, radiowiec o arabskich korzeniach, hodujący pogłębiające się schorzenia psychiczne
Robson - Edward Paxton, świetny haker, przedstawiciel anglosaskiej większości etnicznej, nie do końca wierzy w życie poza siecią
Tsar - James "Grouse" Murdoch, dziennikarz i miłośnik sportów ekstremalnych pochodzenia anglosaskiego, ostatnio dość zagubiony między rzeczywistością a Rzeczywistością // aka Spencer, królewski szermierz z Krain Snów
Żuk - Maxymilian Clearwater, były żołnierz po przejściach, również o korzeniach anglosaskich i z niewyjaśnionym zamiłowanem do młotka
MidMad - Catherine Jones, czarnoskóra agentka FBI, dyplomowana służbistka; ma psa, ale powoli dostaje też kota

Drużyna przemyka zrujnowanymi ulicami miasta gugów. MG ze swadą opisuje nastrój tego miejsca: - ...a wszystko to obserwujecie przez woal gęstej mgły, jakby opadła w listopadowy wieczór o 18:30, a może nawet 18:37. Nagle, zupełnie niespodziewanie, z jakiegoś zakamarka miasta wprost na skradających się bohaterów wychodzi przedziwna, straszliwa bestia. Max odciąga osłupiałego Guillermo, ale nie mają szans uciec przed szybkim przeciwnikiem i tylko szczęściu zawdzięczają, że potężne ostrze dziwnej broni stwora nie przecięło ich na pół. W sukurs biegnie już Spencer z obnażonym rapierem, ale Max nie zauważa go i postanawia strzelić do bestii. - Odwracam się na plecy i walę w niego ze strzelby - deklaruje Max. Spencer, Guillermo, Paxton i Arslan jednym głosem krzyczą, przypominając sobie ostatnie wpadki drużyny z głośno strzelającą bronią: - Nie!!! Nie strzelaj! Nie hałasujmy! Max stwierdza honorowo: - Nie no, poszła już deklaracja, strzelam, nie będę się wygłupiał. - Bo wygłupiłeś się wcześniej, teraz już nie będziesz? - podsumowuje go Spencer. W porcie miasta gugów drużyna spotyka jednego z kotów poznanych w mieście Ultar. Swoją pomoc drużynie kot uzależnia od tego, czy dostanie coś w zamian. Arslan próbuje skusić go obietnicą nakarmienia rybką, ale kot dobrze wie, że w tych rejonach na żadną rybę nie ma szans. Arslan postanawia skorzystać z mocy i wyśnić rybę dla czworonoga. Niestety kości są bezwzględne! Wypada FUMBLE! MG podłapuje natychmiast: - Niestety, nie udało ci się to czego zamierzałeś, za to zaczyna ci bezwiednie mrugać powieka, dostałeś tik nerwowy, a ryby nie ma. MG od razu przechodzi do roli jako kot: - No co chcesz? O co ci chodzi? Rybę miałeś dać. Panowie, wasz kolega do mnie mruga, czego ode mnie chce? Drużyna porywa ogromny transportowiec gugów i wypływa na krętą rzekę. Nie wiadomo jak działa maszyna, ale dopóki płynie, wszyscy są zadowoleni. Nagle na mostku pojawiają się cztery zoogi i zaczynają zawile tłumaczyć sposób działania okrętu. Guillermo próbuje zadać pytanie: - Słuchaj, chomiczku... Zoogi obrażone przerywają: - Zooog! My jesteśmy zooog! Sam jesteś chamiczek! Zoogi zgadzają się zaprowadzić drużynę do maszynowni. Guillermo niesie stworzenia na rękach, robiąc pośrednio za przewodnika dla reszty drużyny. Zoogi nagle krzyczą przed drzwiami do których chce wejść Guillermo: - Nie! Tu nie!!! - Cofam rękę. Idę tam gdzie mi każą - deklaruje Guillermo. - Patrzę z ciekawością na Maxa - rzuca Spencer, znając upodobania ciekawskiej części drużyny. Max, poganiając innych mija drzwi, które przeraziły zoogi: - Nie! Nie! Wchodzimy tylko tam gdzie musimy! MG jako zoog, strachliwie wyjaśnia: - Tam jest bardzo potężna broń. Max zatrzymuje się w pół kroku i zwraca wzrok ku wejściu, które właśnie minął: - O! Teraz mnie zaciekawiłyście. Komputer pokładowy włącza syrenę alarmową, a na jego ekranie zaczyna migać na czerwono jakiś napis. Głosi on ni mniej ni więcej: „Zagrożenie: możliwe wynurzenie R'lyeh.” - Kto to ten R'lyeh? - pyta nieświadomy niczego Arslan. - Jak to się wyłącza? - docieka Max. Komputer jakby w odpowiedzi zmienia napis na: - APOCALYPSE IMMINENT!!! Otwieramy roll20, rozpoczynając sesję… MG zerka na pulpit i wykrzykuje z oburzeniem: - KTO TO ZROBIŁ?!




Tak. Atak niewidzialnego penisa znowu nastąpił...

Jones w alternatywnej rzeczywistości jest kapitanem kontyngentu marines w okręcie podwodnym USS Barron Trump, ostatniej nadziei ludzkości, płynącego z atomówkami na spotkanie wynurzającego się z głębin morskich R’lyeh. Kto pójdzie na pierwszy ogień? Usłużni koledzy rzucają: - Niech najpierw zwiad zrobią marines! - Dlaczego - oburza się Jones - bo czarny musi pierwszy zginąć?! Jones zaznajamia się ze składem swojej jednostki i jego uzbrojeniem do walk podwodnych. MG precyzuje: - Jones ma delfiny: trzy normalne i jednego białego. Nie wiedzieć czemu, gracze zaczynają chichotać... Spencer jako kapitan podwodnego myli dystynkcje Jones, nazywając ją porucznikiem, co wpływa na rzeczywistość Krain Snów: na jej mundurze od razu pojawia się mniej patek oficerskich. - Szklany sufit! - oburza się Jones. - A zaraz się okaże, że Guillermo (w tej wersji rzeczywistości niepełnosprytny szczurołap jest oficerem naukowym z 4 doktoratami) stanie się kapralem! - dorzuca któryś z graczy. Wszyscy wybuchają śmiechem. Nie jest jednak do śmiechu, gdy rzeczywistość zaczyna upominać się o swoje i kapitan Spencer wypala: - Kapralu naukowy, jak status? - Kapral naukowy melduje, że… - zaczyna Guillermo, a jego język zaczyna się plątać. Nagle przyjmuje mniej naukowy ton, jego pewność siebie i wiarygodność gdzieś znikają. Krytyczna sytuacja się pogarsza, wykonanie zadania wisi na włosku wobec zmniejszającej się kompetencji załogi. Spencer brnie dalej, zwracając się do profesora Arslana: - Panie adiunkcie Arslan… Wśród graczy rozlega się rozpaczliwy jęk. Guillermo w kolejnej scenie nie wytrzymuje i postanawia się zemścić na kapitanie Spencerze. Zwraca się do pierwszego oficera (w tej roli Max): - Kapitanie Clearwater, proszę się tym zająć… Jak łatwo się domyślić Max był szczerze zadowolony z nagłej promocji. Spencer jakby mniej... Zugi, pocieszne acz niebezpieczne stworzonka w stylu gremlinów kierują statkiem, którym płynie drużyna w górę rzeki. Niestety sterowanie kiepsko im wychodzi, statek zygzakuje, obija się o brzeg. Zbliża się niebezpieczeństwo. Arslan planuje dalsze działania drużyny: - Hm, musimy przybić do brzegu. Zugi (w tej roli oczywiście MG) gorliwie wykrzykują, chichocząc: - MY WAM POMOŻEMY PRZYBIĆ DO BRZEGU! MOCNO! Drużyna wykonuje facepalm. Paxton, który nie rozstaje się ze swoją torbą z różnymi przyborami, deklaruje, widząc rannych towarzyszy: - Leczę ich swoją torbą… Nie wiedzieć czemu, wszyscy zaczynają chichotać. - JAK?!? NA OCZY IM NAKŁADASZ??? - Max wpada w popłoch. Chichot się wzmaga, gdy gracze wizualizują sobie to i owo. - Mi nie! Mi nie! Ja mam jeszcze 1 punkt życia! - krzyczy przerażony Arslan. Drużyna ma się wspiąć na strome skały, by uciec przed zagrażającym jej niebezpieczeństwem. Derek, mężczyzna o śniadej skórze, deklaruje: - To ja się wspinam. - OK, idziesz ostatni, w końcu ciemnoskórzy giną jako pierwsi - MG rozwiewa jego nadzieje na ratunek. W oddali uśmiecha się radośnie afroamerykanka Jones, której tym razem się upiekło. - Nie ciesz się, Ty masz ciemniejszą skórę! - pozbawia ją złudzeń MG. Catherine rozmawia ze swoim pulchnym meksykańskim towarzyszem, Guillermo: - Słuchaj, amigo... MG szybko podchwytuje okazję do siania grozy: - Właśnie, a Mi-Go unoszą się w oddali w powietrzu! W końcu następuje zwieńczenie ważnego elementu kampanii - docieramy do Świątyni Miłości, w której czyhają na nas niebezpieczni wrogowie wraz z Atlatch-Nachą, uskuteczniając swoje plany zawładnięcia wszechświatem. MG opisuje okolice świątyni. Zazwyczaj opisy dodatkowo ilustruje niesamowitymi obrazami, więc czujność graczy jest całkowicie uśpiona, gdy mówi: - Mam dla was taki mały, stylizowany obrazek przedstawiający sytuację...

Spodziewaliśmy się ilustracji przedstawiającej monumentalną świątynię, a dostaliśmy mapkę taktyczną :( Gracze wdzierają się do świątyni. Okazuje się, że jest to istne królestwo gigantycznych arachnidów, pajęczyn i innego plugastwa.
MG opisuje: - Wszędzie pełno kokonów, kokon na kokonie, kokon na kokonie… to PANDEMOKOKONIUM! Graczy aż zmroziło. Ktoś przełyka nerwowo ślinę, ktoś inny odbezpiecza glocka. Spencer wyjmuje swój rapier i rzuca scenicznym szeptem, niezrażony: - Ma ktoś muchozol?


A tak wyglądała nasza walka i pobożne życzenia graczy. Na rysunku był tam nawet przez sekundę męski narząd płciowy, ale MG tak się zdenerwował, że rzucił na nas pińcet pająków za karę ;(
Ogólnie rzecz biorąc, przeżyliśmy. Z grubsza i mniej więcej. Wielkie dzięki dla naszego k0ffanego MG smartfoxa za cierpliwość i niezłomne prowadzenie nas do celu przez meandry Krain Snów i naszych durnych pomysłów Do następnego razu! :)


wtorek, 16 stycznia 2018

Zew Cthulhu: Rubajjaty, gender, meksyk wszędzie, co to będzie?

W dzisiejszym odcinku wracamy do przygód asekuranckich bohaterów ze smartfoxowego Zewu Cthulhu w Krainach Snów...

MG: Smartfox
Postacie:
Mijau - Guillermo González, meksykański deratyzator, nielegalny imigrant, przykład żywo ilustrujący powiedzenie „curiosity killed the cat”
Parasit - Derek Arslan, radiowiec o arabskich korzeniach, hodujący pogłębiające się schorzenia psychiczne
Robson - Edward Paxton, świetny haker, przedstawiciel anglosaskiej większości etnicznej, nie do końca wierzy w życie poza siecią
Tsar - James "Grouse" Murdoch, dziennikarz i miłośnik sportów ekstremalnych pochodzenia anglosaskiego, ostatnio dość zagubiony między rzeczywistością a Rzeczywistością // aka Spencer, królewski szermierz z Krain Snów
Żuk - Maxymilian Clearwater, były żołnierz po przejściach, również o korzeniach anglosaskich i z niewyjaśnionym zamiłowanem do młotka
MidMad - Catherine Jones, czarnoskóra agentka FBI, dyplomowana służbistka; ma psa, ale powoli dostaje też kota



Paxton ma problemy z zapaniętaniem imienia ważnego NPC:
- Czcigodny Athal, Athal, Al...
- Ciekawe, ile razy sie jeszcze pomyli i kiedy powie ANAL! - zastanawiają się inne postacie.
- Czcigodny Anal?


Paxton bardzo się denerwuje, bo towarzyszące drużynie inteligentne koty ciągle mu przeszkadzają, więc wpada na iście macgyverowski pomysł:
- Wyciągam laser pointer z plecaka i rzucam wiązkę na ścianę...


Dziewczynka o nadprzyrodzonych mocach mówi o swoich realistycznych snach, przedstawiających prawdziwe, przeszłe wydarzenia. Swoje słowa kieruje do Meksykanina, którego bujna przeszłość obfituje m.in. w zdradę żony i bolesny rozwód:
- Śniło mi sie, że zabito twojego ojca...
Guillermo zdziwiony chce pocieszyć dziewczynkę:
- Taaak? Ale nie, to nic takiego. To był tylko mój teść.


Guillermo nie ma pieniędzy. W Krainie Snów musi je wyśnić. MG szybko sprowadza go na ziemię:
- Przy twoich rzutach to z kieszeni co najwyżej wyciągniesz stówkę z Waryńskim.


Drużyna walczy z brzydkimi i niedobrymi przeciwnikami. Korpulentny Meksykanin chce pomóc towarzyszom w walce:
- Jak mogę ci pomóc, Max?
- Ty to lepiej stój cichutko w kącie i spokojnie czekaj - odrzuca Max, pamiętając wszystkie pechowe wejścia kolegi i ich konsekwencje.
Guillermo stwierdza po dłuższym namyśle, ucieszony:
- To akurat mogę zrobić!



Drużyna umawia się na spotkanie z niejaką Lilith, która mocno im bruździ. Wszyscy (no, prawie...) rozstawiają się taktycznie po parku i przygotowują broń. MG komentuje:
- Aha, będzie Mexican Standoff. W sumie się zgadza, Meksykanina już macie!


Po długiej rozmowie z czcigodnym, mądrym acz staromodnym królem z Krain Snów o kwiecistej wymowie i olbrzymiej wiedzy, który jednak nie zdradza żadnej ze swoich tajemnic, Arslan, osobnik pochodzenia bliskowschodniego, podsumowuje ilość zdobytej wiedzy:
- Czyli chuj wiemy...
- No tak - przyznaje MG - to, co masz w głowie, to na pewno nie są Rubajjaty.


Drużyna ma się wybrać na kolejną wizytę do króla, jednak nikt się jakoś nie kwapi, niektórzy wymyślają przeróżne wymówki. MG próbuje wybrać przymusowych ochotników:
- Czyli co, biali zostają, kolorowi idą?
- No, niech w końcu czarny zginie jako pierwszy! - rzuca jeden z „białych” graczy, zerkając niewinnie na Catherine.


Schodzimy w dół ciemnej wieży. Paxton wpada w panikę:
- Za kogo łapię? Łapię za kogoś... - wykonuje rzut.
- Za Spencera. Rozpoznajesz to, bo jest mały i szczupły.
- Łapiesz za Spencera! - echo w wieży bezlitośnie powtarza ostatnie słowo.
- Łapiesz za Spencera Spencera? - dorzuca ktoś usłużnie.
- I szybko nim potrząsam! - dorzuca radośnie Paxton.
- GET A ROOM, BOYS!
- Ależ monsieur - oponuje Spencer - może później znajdziemy sobie jakieś ustronne miejsce?


MG opisuje, że napotkane ghule kładą ręce na torbie Paxtona i chcą dorwać jej zawartość.
- I co - oburza się Bill - od pół godziny ghule macają mnie po torbie?!
MG rzuca namiętnie, puszczając oczko i nawiązując do faktu, że mieliśmy przerwę w grze:
- Tęskniłem, Robson...

Jones próbuje przekupić ghoule mięsem.
MG pyta:
- Jakie to mięso?
- Wołowina.
- Ghoule odskakują z obrzydzeniem czy też paniką - wyjaśnia MG.
Spencer ze znawstwem rzuca:
- Ludzina dała by lepszy efekt.
- Mówisz? - Jones patrzy na nieprzytomnego Arslana.
Parasit grający Arslana włącza kamerkę i pokazuje Jones środkowy paluch.
Żuk się oburza:
- Uuuu! Kobiecie pokazał fucka!
Parasit rzuca z uśmiechem:
- Gender kurrrrwa!


Jones próbuje nawiązać rozmowę z ghulami:
- Przybywamy w przyjaźni.
Spencer parska, patrząc na nieprzytomnego Arslana, co nie umyka uwadze przywódcy ghuli.
MG w roli ghula rzuca sarkastycznie, spoglądając na leżącego człowieka:
- Dziękujemy ci za znak przyjaźni „przyjaciółko”, my członkowie plemienia Świętej Krowy!


MG jako ghoul:
- Poprowadzimy was poza miasto Gugów. Co w zamian otrzymamy?
Spencer deklaruje:
- Przez krótki moment spogląda na nieprzytomnego Arslana.
MG jako ghoul błyskawicznie rzuca: - Zgoda!!!
Parasit włącza kamerkę i pokazuje środkowy palec kolegom. Wszyscy, nie wiedzieć czemu, mają deja vu.



Max handluje z ghulami, które szukają przedmiotów związanych z technologią. Wyciąga multitoola. Tsar podsumowuje, nawiązując do klasyki:
- Max rozpina rozporek i rzuca: Max Clearwater Multitool!
- Ale on jest malutki - wyjaśnia Max - więc mówię od razu: Now, you sleep!


Ghul tłumaczy warczący język drugiego psiogłowca, kierując się do Jones, której jego kolega od dłuższego czasu dziwnie się przygląda:
- Mój przyjaciel ma pytanie.
- Tak?
- Czy masz samca?
Panika Jones przyjmuje legendarne rozmiary.


Drapieżny Elektrołowca, mechaniczno-elektroniczna istota, mimo potargania okablowania przez Spencera nie może pozbyć się zafascynowania laptopem Paxtona.
- Elektrołowca wysuwa jedno z ramion i ostrym palcem stuka w pokrywę laptopa.
Spencer rzuca:
- ...a w dymku nad jego głową pojawia się jedno słowo: "KCEM".


Elektrołowca podłącza się do laptopa Paxtona i wysysa z niego dane.
- Ja mam tam wirusy... - martwi się haker.
- Pewnie porno też tam masz!
- I od teraz będzie mu się odbijało dymkami „Enlarge your penis!”

Elektrołowca zgrywa wszystkie dane z laptopa Paxtona, w końcu trafia na bazę wirusów hakera i to okazuje się być dla istoty zgubne. Wkrótce uruchomione wirusy atakują jego system i drużyna obserwuje jego powolną degradację. Max stwierdza filozoficznie:
- Być może właśnie przyczyniliśmy się do zagłady tego gatunku.


W dużym pomieszeniu z komputerami typu ENIAC ghule z werwą zabierają się za rozmontowanie bębnów i elementów komputerów. Paxton, ani przez chwilę nie zastanawiając się, postanawia się do nich przyłączyć. - Idę im pomóc! Pokażę im, jak czegoś nie potrafią, jak to zrobić. - To jawny przykład hackerplainingu! - oburza się Spencer. - Nie no, tylko chcę im pokazać, jak na czymś się nie znają! - wyjaśnia Paxton. MG stwierdza:
- Jaaaa, pierwszy raz widzę jak hacker z ghulami porównuje siusiaki!
Po spotkaniu ze złowrogim Gugiem i ucieczką, która ledwo się powiodła, dwóch członków drużyny wpada w czasowy obłęd. Ghule patrzą na nich z niepokojem. Ich przywódca konspiracyjnym szeptem, kręcąc kółeczka przy czole, szepcze do kolegów. - Mamo, tato, jestem w pralce!
Max w paranoi rzuca się w lewo i prawo, wykrzykuje rozkazy. Spencer (aka zbierający krzyżyki na umiejki manczkin tsar) pyta:
- Mistrzu Gry, jak walnę z otwartej w pysk Maxa, to będę mógł rzucić na Psychologię? MG odpowiada:
- Bardziej na unik...

Halasująca drużyna płoszy Pająka z Leng, który postanawia jednak oddalić się ku bezpieczniejszym okolicom. Paxton stwierdza z triumfem:
- Pajong z Leng się zlęk!



czwartek, 28 grudnia 2017

Temczasem w II Rzeczpospolitej

Grupa fanów klimatów retro (a także członków elitarnej Krakowskiej Szkoły Grania;)) postanowiła zagrać sesję, której akcja dzieje się w roku 1934, w Polsce - w oparciu o mechanikę Kaduceusza kaduFATE. Rzecz miała się dziać w Wieliczce, w seminarium nauczycielskim dla panien.

MG: Ianca

Dramatis Personae:


Leokadia Zawadzka (Inkwizytor) - zwana pieszczotliwie panną Lodzią (szczególnie przez 8. pułk ułanów z Grudziądza). Pasjami uwielbia wieczorne wyjścia "na miasto", a jej celem w życiu jest bliższe zapoznanie jak największej liczby panów oficyjerów. W końcu musi się jakoś wydać za mąż! Skrywa jednak tajemnicę: jest agentką kontrwywiadu i częste potajemne pobyty in flagranti z oficerami Wojska Polskiego przeznacza na sprawdzanie ich lojalności wobec Ojczyzny, przeglądanie tajnych dokumentów oraz tropienie ewentualnych agentów innych mocarstw. Prywatnie wielka miłośniczka dzieł Sienkiewicza.





Brunhilda Waynówna (Rivia) - panna Brunia. Z TYCH Waynów. Mówi się, że imię dostała po przydomku króla szkockiego, niejakiego Roberta Bruce'a. Jest sierotą (jej ojciec popełnił samobójstwo), jednak czesne i jej wydatki na życie pokrywa jakowyś "tajemniczy" dobroczyńca. Brunia wykazuje poza tym nadzwyczajne zainteresowanie wszystkim, co dotyczy inżynierii. I przystojnymi mężczyznami o odpowiednich dochodach.





Mścisława Dąbrowska (MidMad) - panna Misia. Typowa kujonka "o nienachalnej urodzie", w wiecznie zsuwających się z nosa okularkach. Szara myszka, nie rozstająca się z tomikiem dzieł Wergiliusza (w oryginale, rzecz jasna! Disce puer latine!). Naprawdę jest to jednak Konstanty Szewczenko z Wołynia, agent OUN walczący z "polską kolonizacją". W seminarium dla panien ukrywa się przed polskim wymiarem sprawiedliwości po zamachach bombowych w Warszawie.





Wyjaśniamy zawiłości rzucania kośćmi. Inki przygląda się całej procedurze, po czym mówi:
- Eee... tu się nie da kantować... To ja nie mogę grać, muszę lecieć do dziecka!


Panny rozmawiają w parku na ławeczce o ich ulubionych typach mężczyzn. Brunia podpytuje koleżankę:
- A panna Lodzia to pewnie bardziej wolałaby Zagłobę?
- Nie - odpowiada Lodzia. - Kmicica i Skrzetuskiego. NARAZ! A, i jeszcze Bohuna!


Gracze jak zwykle podlizują się MG. W końcu Krakowska Szkoła Grania zobowiązuje!
- Panna Lodzia ma Sienkiewicza w małym palcu i będzie go cytowała. Mam nadzieję, że będą za to klimatdajsy!
MG w milczeniu czyści okulary z grobową miną.
- Eeee... - wzdycha rozczarowany Inki - Nie ma klimatdajsów? NIE GRAM!


Wczuwamy się w postacie:
- A wiecie, jakie jest motto panny Lodzi? "Nie jesteś oficerem Wojska Polskiego, nie idę z tobą do łóżka!"


Brunia przekonuje chłopca-posłańca z kwiatami, by powiedział, kto je przesłał. Daje mu nawet pieniądze na małe lody:
- Jak mi powiesz więcej, to czekają cię nie małe lody, ale...
- PANNA LODA! - wcina się niefrasobliwie Lodzia.


MG opisuje życie codzienne w seminarium:
- Macie już praktyki nauczycielskie...
- Panna Lodzia to ma praktykę co wieczór!
W tej chwili panna Misia gromi ją oburzonym spojrzeniem.
- No co?! Mogę was wziąć do terminu!


MG opisuje wygląd centrum Wieliczki w latach 30. Pewien anonimowy architekt stwierdza:
- "Znakomite założenie urbanistyczne", mruknęła panna Lodzia, patrząc na wieże kościoła.
- Tak, Lodziu, wiemy, że lubisz wysokie, solidne wieże! - Bruna gromi nieprzystojne myśli koleżanki.


Dziewczęta udają się na bal w kopalni. Brunia wykazuje niezwykłe zainteresowanie zaparkowanymi przed kopalnią automobilami, a Misia, wchodząc na bal, obciąga sukienkę.
- Ha ha! - cieszy się Lodzia - jedna blachara, druga obciąga! Widzę, że koleżanki mnie doganiają!


Panna Misia nie grzeszy urodą. Ma kwadratową szczękę i nos jak kartofel, a przecież to bal. Zaczytuje się za to w Wergiliuszu. MG brutalnie podsumowuje:
- Niestety nie masz w karneciku nikogo zapisanego na kolejny taniec.
Misia niewidocznie oddycha z ulgą. Brunia jednak próbuje ją pocieszyć:
- Jak to? Przecież ma Wergiliusza!


Piękna Brunia przyciągnęła oko pewnego przystojnego jegomościa, który podchodzi do niej i, kłaniając się, przedstawia swoją osobę:
- Dzień dobry, nazywam się Marian Zabłocki.
- Czy my się znamy? - pyta Brunia.
Lodzia rzuca scenicznym szeptem:
- Na mydle...


Tymcz... Temczasem inny amant nawiązuje znajomość z Lodzią:
- Pani pozwoli, że się przedstawię. Justyn Orłowski.
Misia podekscytowana wykrzykuje, piszcząc:
- DŻASTIIIIN!!!!11 <3
Lodzia wykonuje stylowego facepalma.


Pan Zabłocki (ten od mydła) okazuje się być prawnikiem. Dobra partia! Zaczyna w dodatku emablować pannę Bronię, która wpadła mu w oko.
- Ach, te piękne ręce na pewno wspaniale umieją grać na fortepianie...
Misia znowu się wcina, lojalna wobec drugiej koleżanki:
- A Lodzia umie grać na fujarce! Sama mi mówiła! Lodzia, pokaż panu!


Atmosfera się zagęszcza. Ktoś nagle traci przytomność, robi się harmider, padają oskarżenia na przedstawicielkę mniejszości żydowskiej. Panny z seminarium stoją z boku i przyglądają się. W końcu Brunia podsumowywuje uczenie:
- Nie będziemy się mieszać w konflikty społeczno-polityczne...
Zgadzając się z koleżanką, Lodzia wykrzykuje "po krakosku":
- Dziewczęta, ZDUPCAMY STĄD!


Okazuje się, że pianista zniknął. Pan Justyn (DŻASTIN!) staje na wysokości zadania:
- Chętnie zaakompaniuję, umiem nieco grać. Śpiewać też, ale tylko trochę.
Wykapany Justin Bieber...


Panna Misia ma pecha. Ciągle napastują ją obleśni starcy. W końcu do tańca prosi ją jakiś dziennikarz o bujnej czuprynie i wąsie a la Adolf. Misia lekko się krzywi, pała bowiem niewyjaśnioną awersją do mężczyzn. Lodzia jednak gorąco zachęca koleżankę, w końcu to bal! Używa więc argumentu ostatecznego, strofując przyjaciółkę:
-Ależ Misiu... KTO WYBRZYDZA, TEN NIE RUCHA!


W rozmowie z dziennikarzem okazuje się, że mówiąca ze wschodnim akcentem Lodzia wcale nie jest z Wołynia, jak wcześniej utrzymywała. Bardzo się z tego powodu speszyła. Brunia pociesza Lodzię:
- Wiesz, rozumiem, że chciałaś ukryć, że pochodzisz z Radomia, ale żeby aż tak...


Panna Loda przeszukuje pojmanego ukraińskiego wywrotowca, udającego dziennikarza:
- Za biustonosz chowa po lewej stronie jego pistolet, po prawej bibułę... Szuka miejsca na schowanie magazynku, bo wszędzie ma już pełno.
- Ja was nie chcę niepokoić - mówi Brunia - ale ona jeszcze *gdzieś* schowała tamtą ukraińską chorągiewkę...


Na zakończenie sesji MG opisuje dalsze losy postaci. Misia aka Konstanty ucieka do Ameryki, Brunia ląduje w więzieniu, a co z Lodzią?
- Dziewczęta szukają alternatywnych źródeł dochodu. Oprócz panny Lodzi, ona ma już profesję - stwierdza MG, po czym dodaje:
- PRL nie miał jednak zrozumienia dla "talentów" panny Lodzi.
- Jak to?! - oburza się Lodzia - Ona by sypiała z Niemcami i wykradała im sekrety. SZANUJMY SIĘ!

A na koniec porada panny Lodzi:





poniedziałek, 6 listopada 2017

Zew Cthulhu: superbohaterowie do wzięcia



MG: Smartfox
Postacie // Superbohaterowie:
Mijau - Guillermo González, meksykański deratyzator, nielegalny imigrant // Luchador de la Noche - meksykański mściciel o mocno opływowych kształtach
Parasit - Derek Arslan, radiowiec o arabskich korzeniach // BlingMan o przepastnych kieszeniach prowadzących do innego wymiaru
Robson - Edward Paxton, świetny haker, przedstawiciel anglosaskiej większości etnicznej // Shadow Spyder - tajemniczy władca elektryczności, przed którego wzrokiem nic się nie skryje
Tsar - James "Grouse" Murdoch, dziennikarz i miłośnik sportów ekstremalnych pochodzenia anglosaskiego // Silver Falcon - syn Horusa walczący o uwolnienie świata ze szponów swojego arcywroga Seta
Żuk - Maxymilian Clearwater, były żołnierz po przejściach, również o korzeniach anglosaskich // Shotgun - ludzka maszyna do zabijania, śmiertelnie skuteczna
MidMad - Catherine Jones, czarnoskóra agentka FBI // Barfly - niechętna władczyni umysłów



Stało się. Po dłuższej przerwie wróciliśmy do omszałego od północnej strony grania w Zew Cthulhu. W ramach wprowadzenia do kampanii zagraliśmy superbohaterami - alter ego naszych postaci - w komiksie rysowanym przez 10-letniego chłopca.


Pracujący dla agencji rządowej Shadow Spyder stoi wpatrzony w jakieś skomplikowane schematy. Rzuca nieznoszącym sprzeciwu tonem znawcy:
– Te cewki muszą zostać wymienione na mocniejsze, wedle moich obliczeń nasza wydajność zwiększy się czterokrotnie.
MG, nieco zbity z tropu nadmiarem technikaliów, odpowiada:
– Eeee... A hiperpowrotnik lewego prądu?
Shadow Spyder bez zająknięcia rzuca:
– Hiperpowrotnik lewego prądu też!

Od jakiegoś czasu motywem przewodnim niektórych sesji jest jadeit – wszystko dzięki pewnej sesji Rocranonu, w której się pojawił w dość bulwersujący i powodujący nieustanne chichoty graczy sposób. BlingMan zamknął się w pobocznym wymiarze, gdzie znajduje się jego kryjówka. Opisuje swój dom w tej krainie:
– Wygląda jak grecka świątynia… tylko, że jest wyrzeźbiona z jadeitu.
Reszta drużyny próbuje zachować powagę, ale w końcu wszyscy wybuchają śmiechem. Nie wiedzieć czemu, tylko MG od Rocranonu wcale się nie śmieje.



Wracamy do BlingMana. Bohater je, pije, ogląda telewizję i śpi. Klasyczny TV Slob niechętny zewnętrznemu światu. MG wchodzi w tę konwencję:
– Kiedy nadchodzi zmęczenie, złazisz z wygodnego fotela i kładziesz się w łóżku.
BlingMan zaczepnie dodaje:
– Jeszcze konik przed snem!
Jako że cała historia jest narysowanym przez 10 latka komiksem, robi się nieswojo. Silver Falcon stwierdza:
– Ten dzieciak rysuje okropnie niepokojące komisky.
MG wyjaśnia cierpliwie:
– To dziecko, więc u niego to będzie raczej na poziomie podświadomym przedstawione. W jego komiksie BlingMan z uśmiechem na twarzy radośnie oznajmia: „A przed snem pobawię się jeszcze z moim kucykiem!”.
Nastąpił ogólny facepalm całej drużyny.

BlingMan ma niepokojące sny, które nie dają mu cieszyć się swoją samotnią. MG opisuje niecodzienne wizje:
– Lecisz nad miastem i zdajesz sobie sprawę, że jesteś nagi. Ludzie wskazują cię palcami i śmieją się z ciebie. Jako dziecko stoisz przed swoimi kolegami, a pod twoimi nogami kałuża moczu. Wszyscy śmieją się głośno z ciebie. Rzucasz się w łóżku, męczysz, w końcu budzisz się...
Silver Falcon uczynnie dorzuca:
– ...a pod twoimi nogami kałuża moczu.

BlingMan wie, że jego znajoma, Barfly, potrafi zajrzeć człowiekowi do głowy i odczytać, co w niej się dzieje. Przynajmniej wtedy, kiedy jest trzeźwa, a to zdarza się bardzo rzadko.
– Jadę poszukać tej pijaczki – stwierdza BlingMan.
MG do graczki:
– Co robi pijaczka?
Barfly odpowiada:
– Nie wiem co robi pijaczka, Barfly natomiast...


Silver Falcon ratuje próbującego popełnić samobójstwo nieszczęśnika o imieniu Jebediah. Aby odwrócić jego myśli od straszliwych wizji zsyłanych mu przez sny, stara się zaangażować go w działanie i obiecuje, że wkrótce nadejdzie świt, który powitają razem. Silver Falcon wysyła Jebediaha po kanapki, ten wracając z dwiema torbami z prowiantem i wyciąga jedną w kierunku superbohatera. Nagle cofa rękę i wyciąga drugą, w której trzyma identyczną torbę.
MG wyjaśnia:
– Jebediah przerażony zamienia torby, bo nagle zdaje sobie sprawę, że zamiast dać Silver Falconowi kanapkę z tuńczykiem, podał mu tę z kurczakiem, a przecież też jesteś ptakiem!

Szaleństwo i złe sny ogarniają miasto. BlingMan zastanawia się nad pochodzeniem tego zjawiska.
– Kurczę. Mnie też to ogarnęło, a byłem zamknięty przez trzy miesiące w innym wymiarze. Inaczej bym sądził, że ktoś zatruł wodę.
Shadow Spyder podsumowuje:
– Jakby tak było, to przynajmniej Barfly by była bezpieczna, bo ona wody nie pije.


BlingMan nie przyznaje się swoim towarzyszom co do natury swoich snów. Wstydliwe te szczegóły za wszelką cenę zachowuje dla siebie, jedynie napominając, że nie może przez nie spać. Silver Falcon stara się „pomóc” Barfly, która zbadać ma problem BlingMana.
– Uważam, że aby zrozumieć istotę problemów ze snem BlingMana, konieczne jest poznanie wszystkich szczegółów, bo w detalach kryć się mogą nieuświadomione podpowiedzi dla Barfly.
MG rzuca niewinnie:
– Wiadomo, postać Silver Falcona jest czysta i szlachetna, ale gracz to skurwiel.


Silver Falcon błyszczy w świetle kamer w rzeczywistym świecie, stając się bohaterem tłumów, tak dobrze wyglądającym w telewizji. Staje się też wyjątkowo denerwującym dla pozostałych bohaterów bufonem. Tymczasem przechodzimy do snu Jebediaha. Na to, jak wyglądać w nim będą bohaterowie, decydujący wpływ ma Barfly, przewodniczka do krainy snów.
– Może się okazać, że widzisz siebie cały czas jako Silver Falcon zakrzykując „Ruszajmy do krainy snów walczyć ze złem”. Tymczasem wszyscy pozostali widzą cię jako malutką kaczuszkę skrzeczącą „kwa kwa kwa!”.

Przechodząc do krainy snów, Silver Falcon musiał oddać iskrę swojej boskości na przechowanie Barfly, bo zasady krainy zabraniają wchodzić do niej bogom, a Silver Falcon jest uczciwy i honorowy. Kiedy tylko bohaterowie przekroczyli bramę, świadom ich obecności stał się arcywróg drużyny - Set!
Silver Falcon popuszcza wodze swojej megalomańskiej fantazji:
– Set zwija się w swym leżu trąc łuskami swojego cielska o siebie myśląc: „A więc przybyli moi wrogowie! BlingMan przechodzący pomiędzy wymiarami, widzący pajęczyny rzeczywistości Shadow Spyder, nieobliczalny wojownik Shotgun i krocząca ścieżkami snów Barfly, oraz ten nieznajomy, szaleńczo przystojny i wspaniale umięśniony śmiertelnik, którego nie potrafię rozpoznać… jego chyba zostawię przy życiu...”



We śnie pojawia się też kot. Słyszy, że ktoś rzuca imieniem boga Ozyrysa, po czym stwierdza:
– Co to za bóg, ten Ozorkos?



Wiemy, że w krainie snów Magic Ulthar Set szuka czegoś bardzo konkretnego. Jego obecność czujemy w całym otoczeniu. Shadow Spyder pyta:
– Czy da się jakoś wyniuchać Seta?
MG figlarnie odpowiada:
– Setę to Barfly potrafi wyniuchać z kilometra!


Mała dziewczynka dręczona koszmarami boi się wszystkiego, łącznie z bohaterami, którzy starają się wyrwać ją ze snu. Powstają kolejne plany. Shadow Spyder wpada na pomysł:
– Czy ktoś się potrafi wprowadzić w stan wysokiem relaksacji?
Silver Falcon puszcza oko do kolegów:
– Widywałem w takim stanie Barfly…



Mechanika, z której drużyna korzysta podczas gry superbohaterami, nie przewiduje punktów doświadczenia, a gracze w pamięci mają jeszcze ostatnie sesje oldskulowego fantasy. MG żegna się po sesji, pozostawiając graczy samych. Shotgun nie wytrzymuje i artykułuje wzburzenie całej drużyny:
– Co to za sesja? Ani pedeków, ani skarbów?!
– O dungeon crawlu też zapomniał… – gracze wzdychają trollersko.



Edward Hopper „Nighthawks”


Panuje klimat Noir. MG, opisując bar, do którego przyszli bohaterowie posiłkuje się słynnym obrazem Edwarda Hoppera „Nighthawks”. Shotgun staje przy barze z femme fatale o imieniu Chicky Slade, a gdzieś tam w mroku są niedobrzy ludzie, którym oboje nacisnęli na odcisk. Shotgun stwierdza asekurancko:
– Ja chciałem tylko powiedzieć, że stoję tyłem do ściany i przodem do tych wszystkich szyb.
MG miażdży bezlitośnie gracza:
– Nie możesz. Bo spierdoliłbyś kompozycję! Hopper by tego tak nie namalował!



Mistrz Gry opisuje sceny za pomocą wyrazistych obrazów, drużyna trafiła w czarno-biały gangsterski świat snów w klimacie Noir i robi wszystko, żeby pokrzyżować głównemu wrogowi plany, kształtując sen według swojej woli:
– … wszystko wygląda jak w komiksach Millera, tylko jedna rzecz w danej scenie ma kolor, tu złoty element, tam coś czerwonego…
Gracze przejmują narrację:
– W czarno-białej gazecie widać zdjęcie Black Vipera (głównego villaina) jedynie w czerwonych stringach, co skutkuje natychmiastowym spadkiem reputacji złego gangstera!


Drużyna wchodzi do Krain Snów. MG opisuje:
– Niebo przybrało wiele kolorów, widać plamy turkusu, odcienie akwamaryny…
– …. i jadeitu… – dorzuca cichutko jakiś całkowicie anonimowy gracz.
Oczyma duszy widzimy, jak MG od Rocranonu tworzy po kryjomu kolejne krwiożercze potwory na następny sezon.


Obietnica: czy leci z nami kapitan?

MG: tsar Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! ...