piątek, 26 maja 2017

Rippersi, czyli epidemia lawin w wiktoriańskim Londynie

Najcierpliwszy MG świata: Robert
Dramatis personae:
Adrianne (Robert) - urocza, młoda dziewczyna o egzotycznej urodzie, rozmawiająca z duchami kapłanka voodoo.
John "One Shot" Bennet (Jarek) - zadziorny i nie do końca zadbany kowboj, mówiący z nieco dziwnym akcentem o nieco bladym, rozmarzonym obliczu.
Josh Majere (Kacper) - na odmianę kowboj, zmęczony życiem podróżnik, przygotowany na wszystko.
Aurora Elisabeth Clark (MidMad) - dobrze urodzona absolwentka uniwersytetu St. George’a z zamiłowaniem do sekcji zwłok i nienagannych brytyjskich manier.



Sesja rozpoczyna się od przysłowiowego wybuchu wulkanu, zupełnie jak u Hitchcocka. MG oznajmia z pokerową miną:
- Czas zamordować kilku graczy. Wczoraj mi się nie udało, więc dziś muszę sobie odbić. Zginiecie. Wszyscy.
Gracze tradycyjnie udają, że truchleją ze strachu.


Postaci zaczynają się przekomarzać, znów wracając do tematu płci kapłanki voodoo, granej przez Roberta:
- A Adrienne ma penisa!
- WCALE, ŻE NIE MAM!
- Ale członków nam trzeba! - wyjaśnia John, nawiązując do potrzeby powiększenia loży rippersów.
- Wy znowu o penisach? - Aurora łapie się za głowę.
Josh tylko wzdycha:
- Ale chujowa ta rozmowa…


MG nieco się irytuje, że gracze zboczyli (nomen omen) z tematu:
- SCHODZI LAWINA. KONIEC SESJI.
Jak wiadomo, lawiny w samym sercu wiktoriańskiego Londynu są bardzo częstym zjawiskiem, więc groźba zadziałała błyskawicznie.


John jest na stole operacyjnym, Aurora będzie zajmowała się ripeprtechem, by wzmocnić jego ciało. MG oznajmia:
- Pani doktor, proszę przeprowadzić rżnięcie kolegi.
Na twarzy Johna widać przerażenie.
- Nie bój się, John - pociesza go Aurora - będę delikatna, wiem, że to twój pierwszy raz…


Przed akcją Josh uspokaja towarzyszy swoja legendarną odzywką:
- Spokojnie, w razie czego mam dynamit.
- Do otwierania ran? - dodaje niewinnie MG.


MG znów przywołuje graczy do porządku i przypomina im:
- Gramy w horror!
John zwraca się do niego:
- Jak się na ciebie patrzę, to już się boję…
- Ohoho - cieszy się MG -  już wiem, kto pierwszy zginie!

Josh wraca z upojnej nocy z kochanką o wdzięcznym imieniu Helga. Wycieńczony pada na łóżko z dopalającym się papierosem w ręce i zasypia. MG ostrzega:
- Ostrożnie, bo będzie pożar!
- Spokojnie, jaki znowu pożar, przecież mam przy sobie dynamit!


Aurora ma brać udział w bardzo skomplikowanym rytuale demonicznym wśród członków obcej loży i dopytuje się:
- A jakie panowie przedsięwzieli zabezpieczenia? Bo ja nie przygotowałam żadnych.
Towarzyszący jej John oburza się:
- Bez zabezpieczenia?! W twoim wieku?!


Przy obfitej kolacji John uronił łzę, wspominając traumatyczne wydarzenia z przeszłości. Aurora podała mu swą ulubioną jedwabną chusteczkę, by ją otarł. John przygląda się chusteczce, a nawet ją wącha:
- Pachnie przepięknie… lawendą… aloesem… schabowym...


Nadeszła kolejna sesja.
Pogoda nie dopisuje. Na niebie lada chwila będzie widać pioruny. Mid deklaruje zawczasu, bojąc się o wpięty do sieci komputer:
- Słuchajcie, nadciąga burza i chyba będę się musiała wypiąć…
MG prosi ze smutkiem:
- Ale nie wypinaj się na nas…
- No dobra, możesz, byle do kamery! - rzuca zaraz Jarek.

Drużyna miała zaprezentować pewną strategię działania, ale coś jej nie idzie. MG wcale nie ma wobec graczy krwiożerczych planów. Wcale. Ani troszeczkę:
- Mieliście cały tydzień, żeby przemyśleć ten plan. Na tego, kto nie przemyślał, czeka lawina.



Drużyna je kolację. Od jakiegoś czasu od strony Josha ciągle słychać ciamkanie. Nagle odgłosy ustają i Josh podejrzanie wzdycha. Coś żółtego o podejrzanym kształcie pojawia się na kamerce:
- Ooooch, dałem radę… A teraz dopchnę wszystko banankiem!
Na dalsze wydarzenia spuszczamy zasłonę milczenia.

MG tłumaczy Aurorze, że czas zacząć szkolić asystentkę, Glorię, która niedawno pojawiła się w ripperskiej loży drużyny:
- Rozumiesz, jak zginie Twoja postać, to zaczniesz grać Glorią.
John wysnuwa logiczne wnioski:
- Ale nikt z nas oprócz Aurory nie ma jeszcze asystentów… czyli Aurora zginie dziś na sesji!
Właśnie w tej chwili MG wydał z siebie złowrogi śmiech.


MG pokazuje zdjęcie, które ma obrazować wygląd czeluści piekielnych. Cała drużyna przygląda się w skupieniu. Aurora wykrzykuje, zgorszona:
- Ojej, ależ na tym zdjęciu są penisy!
MG wyjaśnia z triumfalnym uśmiechem:
- Cały wieczór je doklejałem, specjalnie dla Ciebie!


Drużyna obmyśla kolejny plan. Chce wrobić pewnego wroga. John jak zawsze wykazuje się błyskotliwym rozumowaniem:
- Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Wiecie, kogo wkopiemy?
Odpowiada mu cisza.
- Pomyślcie, kto nam zalazł za skórę?
- … Mistrz Gry?!


Aż dziw bierze, że żadna z postaci jeszcze nie zginęła, prawda? ;)

poniedziałek, 22 maja 2017

Na skrzydłach Rocranon: jak powstają diamenty?

Uwaga. Ten odcinek kwiatków czytacie na własną odpowiedzialność. Znajdują się w nim drastyczne sceny i tabuny brunatnego bydła naciągające niskim lotem od strony... MG. Prosimy nie regulować odbiorników.


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.



Powoli zbieramy się na skajpie, pojawiają się znajome buźki w okienkach video, ale niektórzy z graczy nie włączają kamer i widzimy tylko awatarki. Jeden z graczy, smartfox, ma pewną teorię.

- Zauważyliście, że jedyne osoby, które nie włączyły ekranów to centusie z Krakowa? Oszczędzają na transferze!


W trakcie załatwiania sprawunków w mieście drużyna łapie wyjątkowo bezczelnego złodzieja, który próbował okraść Lorda Montcorta. Drużyna nieco znęca się psychicznie nad NPCem, ale ten nadal jest nieco hardy. Simeon z poczuciem bezsilności zwraca się ku Keffarowi.

- Odwracam się do Keffara i mówię...

Smartfox, dobrze znający temperament Keffara, prędko przerywa alchemikowi:

- Robson! Uważaj na to co mówisz do Keffara, bo to się dzieje! Utnie mu rękę, zanim się w ogóle zorientujesz!


Feste się oburza na kolejną złośliwą uwagę kolegów z drużyny:

- Co macie do kolorowych?!

- Kradną! - rzuca Nuadu, wspominając pechową wizytę u pewnego lorda, podczas której Feste zwinął jeden z drogocennych przedmiotów.

Feste odpowiada bez mrugnięcia okiem:

- To dlatego, że mamy bielsze dłonie i ich kolor nas do tego zmusza…

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów towarzysze Festego zapomnieli na chwilę języka w gębie.



Simeon i Mabon pomagają biednym. Pewien NPC pyta, zerkając na Festego:

- To dlaczego jemu nie pomogli?

- Bo on jest czarny od urodzenia. To przez wszystkie jego grzechy, które wyszły na wierzch.

- Albo po prostu się nie mył…


Trwa pościg za złodziejem. MG opisuje:

- Feste biegnie i po chwili wysuwa się na prowadzenie.

Uradowany Feste krzyczy w uniesieniu:

- CZARNA STRZAŁA!


Drużyna dorwała złodzieja. Nuadu mu grozi, mówiąc, że czeka go okrutna kara, i dodaje:

- Bez chwosta da się żyć…

Złodziej blednie, słysząc te słowa.

- Ale jak będziesz nam posłuszny, to może chwosta ocalisz. A przynajmniej jedno jajko!

Montcort wzmacnia grozę sytuacji:

- Zostawimy ci 1 cm, żebyś miał się czym bawić.



Złodziej, aby się wyłgać, przyznaje, że między innymi ukradł szlachetny kamień i schował go w... odbycie. Naprawdę. Wszyscy chcemy zobaczyć tę tabelę rzutów na miejsca, w których można chować drogocenne klejnoty, z której korzystał MG.

Po zakomunikowaniu tej wiadomości drużyna na przemian blednie i czerwienieje, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Montcort rzuca:

- On jest teraz tak spięty, że niezależnie od tego, co tam włożył, teraz musi mieć tam diament!

Mabon zniesmaczona odpowiada:

- Ja tego nie wezmę do ręki!

Montcort kontynuuje, niewzruszony:

- Wszyscy sklepikarze będą się dziwić, dlaczego podajemy im ten kamyk przez kartkę papieru...


Drużyna postanawia darować winy rzezimieszkowi, gdy tylko odda kamień. Nuadu rozkazuje:

- Weź tę miseczkę i idź za kotarę.

To już za dużo dla Mabon, która deklaruje, że opuszcza pomieszczenie.

Kamień zostaje "uwolniony", Montcort czym prędzej deklaruje:

- Biegnę do drzwi, otwieram je i krzyczę bo Mabon nie mogła ujść jeszcze za daleko: „Mabon!!! To był jadeit!!!”

Ze schodów słychać tylko jęk uciekającej z „miejsca zbrodni" dziewczyny...


Na kolejne wydarzenia spuszczamy zasłonę milczenia, jednak po jakimś czasie Montcort błyska wiedzą gemmologiczną:

- Już wiem, co to za kamień, to gówniatyt pierwszej wody!


Pomieszczenie opuścił również alchemik Simeon, którego szczególnie bał się złodziej. Ten upewnia się, że starszy mężczyzna nie wróci i nie będzie się już nad nim znęcał:

- Ale ten stary satyr już nie wróci prawda?!

Montcort z sadystycznym uśmiechem odpowiada:

- Poszedł po lubrykant.



Pada pytanie o to, jaki klejnot "znaleziono w złodzieju". Zadaje je Simeon:

- Duży jakiś ten klejnot?

Mabon, zniesmaczona tematem, ucina szybko:

- Niezbyt!

MG utrzymuje bydło na odpowiednim poziomie:

- Powiedziałaś „odbyt”?



Robson stwierdza, nawiązując do nowonabytych przez Mabon umiejętności lekarskich:

- Nowa specjalizacja medyczna Mabon: Kolonoskopia łupieżcza

- Nazwałbym to inaczej -  poprawia go MG - kolonoskopia wydobywcza.


Drużyna chce spieniężyć klejnot i puszcza wodze fantazji:

- A wyobrażacie sobie scenę u handlarza?

„- Macie jakieś kamienie szlachetne? - Tak… jadeit. - To gdzie on jest? - Leży na środku izby w gildii, bo wszyscy brzydzą się go dotknąć”...


Komentarze graczy po całej sytuacji są następujące:

- Po raz pierwszy gram w grę, gdzie losujemy, jaki brylant z dupy wypadnie.

- Jak ja to opowiem kolegom?

„A co było ostatnio u was na sesji?" - "A gównianie... dostaliśmy kamień szlachetny z dupy."



Simeon zdziwiony, że smalący do Mabon cholewy porucznik nagle wyszedł, a pozostali członkowie drużyny niedwuznacznie z niego dworują.

- Ale co się stało? Napastował Mabon?

Mabon z zawodem w głosie wyjaśnia:

- No właśnie nie!


Paladyn o imieniu Guyosa jest wyjątkową mendą i chyba właśnie narobił za uszami Montcortowi. Drużyna zaczyna się zastanawiać, jak go ukarać. Największe szanse do tego ma siłacz, Keffar.

Nuadu wpada na szatański plan:

- Zajmijmy się tym Guyosą! Niech go Keffar obrazi…

Nie namyślając się wiele, Keffar zadeklarował, że chętnie rzuci na obrażenia ;)


Na koniec sesji zaczynamy rozważania na temat postaci i ich statystyk. Robson zastanawia się na głos:

- A od którego levelu kapłan dostaje czary?

- Ale ja jestem szamanką... - zaczyna Mabon.

Montcort rzuca bezlitośnie:

- No właśnie. Bo jej tylko szamanie w głowie.




piątek, 19 maja 2017

Na skrzydłach Rocranon: czekoladki, pół świniaka i MATURY


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


Drużyna podróżuje po nadmorskich równinach wraz z wojskami, wypatrując groźnego wroga – wypełzających z morskich głębin ryboludzi. Ustawiamy oddziały na mapie, w oczekiwaniu na bitwę. Niestety zabrakło znacznika oddziału ze słoniami. Montcort rysuje jakiś kształt, który podejrzanie wygląda na nazbyt falliczny, i wyjaśnia:
– Tu masz znacznik oddziału słoni… Ej, gdzie on jest, kto go zmazał???...
MG wyjaśnia z marsową miną, że u niego na sesjach na mapach nie rysuje się kutasów.
Montcort niewinnie rzuca z udawanym oburzeniem:
– TO NIE BYŁ KUTAS!!! ...tylko głowa miałem mu resztę domalować…
MG jednak pozostaje niewzruszony i zmienia conieco mapę:

rocranon-bez-kutasow.jpg
Naprawdę!

Jeden z graczy, Żuk (grający Nuadu) staje po stronie MG w sporze. Fox oburza się:
– Żuku, zraniłeś mnie… pomyliłeś sojusze!
– PDki nie mają przyjaciół! – odpowiada z pokerową miną Żuk.

MG pyta graczy:
– To ile tych potworów dzisiaj zabiliście, pamiętacie?
– Ej, ty dajesz XP za potwory? – dopytuje się Montcort z merkantylnym błyskiem w oku.
– Ta, daję… – wzdycha MG.
Montcort rozmarza się i recytuje:
– 295 potworów, a każdy za 100 XP…
Simeon ściąga towarzysza na ziemię:
– Taaa, ale dzielone na wszystkich naszych żołnierzy!
– Ty, Ciebie się już chyba ktoś pytał po czyjej jesteś stronie! – oburza się Montcort.
– Wyłączcie mu dźwięk! – rzuca Nuadu, nie tracąc okazji do podlizania się MG.

MG rozpoczyna nową scenę, w której występuje nowy absztyfikant Mabon:
- Folke zachodzi często… do Mabon.
Keffar dodaje z ulgą w głosie:
- To dobrze, że on zachodzi!

Folke wyrzekł jakiś komplement pod adresem swojej lubej. Mabon spłonęła rumieńcem. Na ten widok Montcort wdaje się w rozważania natury filozoficznej:
- Patrzcie, jak wszystko zależy od kontekstu. „Mabon spłonęła” a „Feste spłonął”... Zupełnie inne wyobrażenie!
Simeon kiwa głową:
- Od razu mi się wyobraziły białe kaptury i płonące krzyże!
Montcort kontynnuje:
- Albo inny przykład: „Mabon się rumieni” a „Feste ma rumień”...

Mabon znów zasiedziała się u lorda do późnego wieczora. Gdy dziewczyna wraca do domu, Simeon, targany zmartwieniami, ruga dziewczynę. Zmęczonej Mabon wymyka się z ust kilka niewłaściwych słów:
- Och, rugaj mnie, rugaj, Simeonie!
Nuadu zaczyna chichotać i dorzuca kolejną fantazję Mabon:
- I mów do mnie po ostrojsku!

Czarnoskóry Feste mówi, że bieli twarz bielidłem i wyjaśnia ze smutkiem:
- W końcu jestem błaznem, prawda?
Montcort udaje oburzenie:
- Ależ Feste, wcale nie jesteś błaznem!
Feste rozchmurza się, słysząc ten komplement. Wtedy Montcort odpowiada bezlitośnie:
- ...Jesteś SKARANIEM BOSKIM!

Rozważamy nad tym, jaki szyk powinien mieć oddział piechoty w podróży i kto z drużyny w jaki sposób będzie podróżował. Może konno? Ale skąd wziąć wystarczająca liczbę koni? Montcort przypomina sobie, że przecież drużyna zdobyła właśnie dwa słonie (ku utrapieniu MG):
- A może pojedziemy słonno?

Ustawiamy poszczególne postaci na mapce taktycznej przed bitwą. Pojawiają się pewne trudności natury technicznej. Keffar wzdycha melancholijnie.
- Keffar, czemu tak smutno wyglądasz?
- Słoń mnie przesunął w losowym kierunku…
- Dwa razy…
- A trzeci raz szybko! - bezlitośni gracze nawiązują do pewnego znanego i wielce nieprzystojnego kawału.

Montcort jest znany z bezlitosnego lżenia czarnoskórego Festego, pokrywającego twarz bielidłem, ze względu na liczne utrapienia, jakich błazen jest przyczyną. Pewnego razu Feste stwierdza:
- Są takie chwile, gdy człowiek, nawet czarnoskóry, zmienia swoje podejście…
Montcort odpowiada z afektowanym zdziwieniem:
- TO TY JESTEŚ CZARNOSKÓRY?!

Plany taktyczne przed bitwą z ryboludźmi. MG wyjaśnia zawiłości rozgrywki i prędkość przemieszczania się jednostek. Montcort rzuca, widząc przeważające siły przeciwnika, pojawiające się na mapie:
- Forsowny marsz, zwany spierdalaniem, przeprowadzimy później.


Zaczynamy kolejną sesję, ale nagle jeden z graczy otrzymuje wiadomość od swojej żony.
– Sorry, zostawiłem światła włączone w samochodzie, muszę zejść na dół i je wyłączyć.
MG przypomina sobie dawne żarty z innych sesji:
– Przestań! Wyślij córkę! A Biedę zostaw na brzegu!
Robson przypomina sobie o drapieżnych ptakach postaci gracza:
– Wyślij Terrora!
Parasit podsumowuje bezlitośnie:
– Żona to jest Terror, a córka to Bieda.


Wracają rozmowy o dalekosiężnych planach drużyny. Jedno z zadań jest przykre i polega na zabiciu kapłanów jednego z bóstw. Montcort mówi, przypominając sobie o kapłanach, którzy bardzo nam podpadli:
– A ci kapłani co ich mamy zarżnąć, to ci sami…?
Simeon wpada mu w słowo:
– Tak! Ci, co kazali pochwę z mieczem...
Montcort rzuca, nie dając mu skończyć:
– To ja jestem za!


Mabon odprawia rytuał, aby zasięgnąć wiedzy swojej przodkini. Wie, że będzie wyczerpujący, a na domiar złego żarłoczna dziewczyna cały dzień wcześniej pościła.
– Będę bardzo głodna i zmęczona! Przygotujcie mi ekwiwalent czekolady. – Mabon prosi kolegów.
Parasit spogląda na drużynowego, czarnoskórego błazna i z uśmiechem na twarzy podpowiada:
– Feste się ciągle po obozie kręci.
MG puszcza oczko:
– Czyżby Mabon miała ochotę na "czekoladkę"?
Po chwili niekontrolowanego rechotu drużyna się uspokaja. Wtedy Montcort dopytuje się, zaciekawiony, z podejrzanym uśmieszkiem:
– Ale to ma smakować jak czekolada, czy ma tylko mieć jej konsystencję?
W tym momencie słychać wydobywający się z ust Mabon jęk obrzydzenia.

Dzielny Keffar walecznie stawiał czoła grupie gnolli, która zaatakowała drużynę na gościńcu. Niestety ciosy wrogów były niepokojąco celne i wojownik stracił wiele punktów życia. Na pomoc przyszła mu Mabon i odegnała widmo śmierci. Po zakończeniu walki dziewczyna podkreśla swoją bezinteresowność:
– Liczę na kwiaty i pudełko czekoladek!
MG uprzedza kolegę:
– Tylko żeby to były prawdziwe czekoladki, a nie te Montcorta...


Mabon wprowadza się w trans i cofa się do czasów dzieciństwa. W transie mała Mabon rozmawia z ojcem, który pyta z błyskiem w oku:
– A co wzięłaś z mojego gabinetu?
– Nic, papo. Tylko miętówkę. – Odpowiada niewinnie dziewczynka.
Nagle z offu słychać głos Keffara, przypominającego sobie o żarłoczności koleżanki:
– A może pół świniaka?

MG nie zgadza się na wymyślny plan jednego z członków drużyny.
Montcort sprzeciwia się:
– Ej! To ja jestem nauczycielem! Ja tu jestem od zabijania kreatywności w graczach!
MG przypomina sobie, że gracz właśnie egzaminuje maturzystów, ma powyżej uszu tematu egzaminów i zabrania nam w ogóle używać słowa "matura". Wyjaśnia więc „litościwie”:
– Wiesz, chciałem cię odciążyć, myślałem że jesteś zmęczony MATURAMI.
Spojrzenie gracza zaostrza się.
Feste korzysta z okazji:
– A jutro też MATURY.
Montcort nie wytrzymuje:
– A spierdalaj, czarnuchu!


Keffar zdejmuje buty i onuce, aby wejść do dziwnego, mistycznego stawu. Po wejściu do wody wojownik zauważa, że coś pływa mu między stopami. Czy to coś groźnego? Potwór z głębin? Montcort próbuje podtrzymać dzielnego kolegę na duchu:
- Może to te rybki, co obskubują stopy?
- Taaak... - odpowiada nieprzekonany Keffar i zerka na MG, który podejrzanie się uśmiecha. - Do kości...

Pozostali bohaterowie drwią sobie z higieny Keffara i prorokują, że zaraz wytruje wszystko, co żyje w stawie. MG opisuje:
– ... i nagle nadeptujesz na coś dziwnego i regularnego, sięgasz dłonią pod wodę i wyjmujesz prosty naszyjnik, wykonany z pospolitych kamieni i rzemienia...
Montcort rzuca:
– Patrzcie! Mieszkańcy stawu zapłacili mu, żeby już wyjął nogi z wody!