czwartek, 8 sierpnia 2019

Voidseekers: Toń Halik i wszyscy wujkowie Spjallbudego


Voidseekers to autorski świat postapokaliptyczny, w którym wielki kataklizm (Dzień Gniewu bogów) zniszczył dawne, zapomniane już dziś cywilizacje. Obecnie żyjące na odradzającym się świecie ludy rozwojem dorównują ziemskim czasom wczesnego średniowiecza. Po lasach grasują dzikie zwierzęta, a gdzieniegdzie pojawiają się relikty - dziwne (zmutowane?) istoty, pozostałości dawnych epok.



MG: Żuk

Postacie:

Hryk (Robson)
- dobry wojak, ale okrutny pijanica. Wywęszy alkohol nawet na pustyni.

Mekard (Mijau) - enigmatyczny, rosły wędrowiec znikąd. Nie rozstaje się ze swoją potężną lagą.

Spjallbude (Ungrim) - wojownik ludu przypominającego wikingów (Reszytów, wyznawców Resza). Jego zadaniem jest pozytywny PR łupieżczej działalności jego ziomków. Ma wielu wujków, którzy dość szybko umierają we wstrząsających okolicznościach.

Świrszcz (Fox) - mieszkaniec dzikich (bagnistych) ostępów, omszały od północnej strony i rozbrajająco nieśmiały. Świetny myśliwy.

Toń (Parasit) - młody kapłan, który uwielbia wszystkim aplikować ziółka, ale sam się nie zaciąga. Ani trochę.

Żywy (Mid) - młokos z bogobojnego ludu Pannitów (tych, którzy czczą Panią), co to jeszcze mleko ma pod nosem. Nie przepada za zbyt częstym myciem się, za to uwielbia myszkować po starożytnych ruinach.


Toń. Dziwne imię. Drużyna zastanawia się, jak je właściwie odmieniać? Świrszcz próbuje swoich sił jako pierwszy:
- Mówię… Toni? Toniemi? Toniemu?
- Zaraz… mam! Tony’emu Halikowi!


Wyjątkowo chłodny dzień na przednówku. Rozgorzała dyskusja o tym, czy i jak bardzo jest zimno. Spjallbude, zahartowany woj z północy, chodzi rozchełstany, nic sobie nie robiąc z niskich temperatur.
Kapłan Toń, znawca ludzkiej anatomii, kiwa głową ze zrozumieniem:
- Jak sople na jajach nie wiszą, to ciepło!


Spjallbude uparcie nie przyznaje do łupieżczej natury swego ludu:
- To nie tak! My wyprawiamy się na wyprawy kupieckie, tak jak wy - na myśliwskie. Tropimy głównie miasta przybrzeżne. Wyprawiamy się na wyprawy w taki sposób, żeby uszczknąć i wrócić za rok albo lepiej za 2-3 lata… Wiecie, żeby obrodziło - jak jabłka na jabłoni. Przecież nie urywa się całej gałęzi. Zupełnie tak jak uprawy, nie niszczy się pól ze zbożem.
- Znaczy jak trójpolówka?
- Tak… mamy nawet teraz trójmiastówkę.
Świrszcz dodaje w zamyśleniu:
- To pewnie niektórzy stosują płodozmian i wybierają się na drugie wybrzeże…
- Skąd wiedziałeś?!
Spjallbude prowadzi badania etnograficzne:
- Żywy, czemu wasi panniccy kapłani tak często podróżują?
- Żeby nieść światło Pani…- zaczyna wyjaśnienia Żywy.
Spjallbude rozmarza się:
- My też na wyprawach kupieckich nieśliśmy światło… boga Resza oczywiście… łuna biła na 30 stajań!



Żywy chce wyruszyć z wioski Bezdno i zobaczyć odległe krainy. Toń też jest bardzo ciekawy świata:
- Ja to bym chciał zobaczyć też inne osady...
- Na przykład Paryż… - dorzuca melancholijnie Hryk za garnca z piwem.
- Co? - dziwi się Toń.
Spjallbude wyjaśnia:
- No Paryż, taka osada, 3 chałupy i meczet…
- Już nie, spłonął ostatnio… - wzdycha Hryk, rysując w rozchlapanym na ławie piwie charakterystyczny kształt budowli z dwiema wieżami.


Mekard się dziwi, że na środek pobliskiego jeziora nikt nie wypływa. Jest tam naprawdę dziwnie, w dziwnych porach snują się po nim mgły, pojawiają się duże ilości śniętych ryb, giną rybacy - to niebezpieczne miejsce. Lokalny wieśniak wyjaśnia:
- A co się panocku dziwicie? To tak, jak by gołym iść do lasu i dziwić się, żę wilki pokąsali.
Widząc niezrozumienie na twarzy towarzysza, Toń wyjaśnia dosadniej:
- To tak jak byś w noc przesilenia po imprezie gołą rzyć z chaty wystawił i dziwił się, że ktoś skorzystał!
- O, młody panocek z lasu, a jaki obeznany! - cieszy się wieśniak.
Spjallbude mruczy pod nosem:
- Bo pewnie kiedyś rzyć wystawił...



Toń męczy towarzysza obeznanego z kowalstwem:
- Żywy, zrób mi ostry nożyk!
- A co ja będę z tego miał? - pyta Żywy.
Świrszcz pod nosem rzuca:
- Pewnie wpis do portfolio…
Toń podsłuchuje i mówi na głos:
- Informację na słupie przybiję, co by inni wiedzieli!


Leitmotivem jednej z sesji staje się hojnie obdarzająca wszystkich swymi bujnymi wdziękami legendarna, stereotypowa młynarzówna. Wszyscy o niej słyszeli, a nikt jej jeszcze nie przydybał. Niestety mieszkańcy wioski, którą właśnie odwiedzają postacie graczy, zajmują się głównie łowiectwem, a nie rolnictwem - młyna też ani widu, ani słychu.
Świrszcz ze Spjallbudem prowadzą dywagacje filozoficzne, tłumacząc towarzyszom:
- Nie w każdej wsi jest młyn, ale w każdej jest młynarzówna. Do niej się chodzi w nocy.
Niebawem drużyna opuszcza wioskę, w której co jakiś czas giną ludzie. Żywy z wielkim poczuciem misji gorąco przestrzega wszystkich wieśniaków, żeby na noc samemu nie zostawać w obejściu czy na zewnątrz, tylko iść spać z innymi.
Towarzysze dodają chórem:
- Na przykład z młynarzówną…
Żywy uważa, że spotykani w nocy ludzie to duchy. Świrszcz tłumaczy młodziankowi:
- Nie, bo duchy byłyby pokryte tą, no... hektoplazmą!
- A mój wujek - Spjallbude zaczyna kolejną opowieść o kolejnym wujaszku - wrócił kiedyś cały spocony i zachlapany tą, no, hektoplazmą, mówił że poludnica go napadła... Ale żona go pogoniła, bo wiedziała, że to nie południca, a młynarzówna z południa, za wsią.





Mapa okolic. Cała prawda o młynarzównie.



Wouw (znaczy wysoki kapłan) Puczan coś wie na temat ostatnich niepokojących zniknięć różnych osób ale kręci i nie chce podzielić się swoją wiedzą. Spjallbude się niecierpliwi:
- Powiedz nam prosto z mostu, bez kręcenia. W moich rodzinnych stronach prosto dąży do celu, bez udziwnień. W Trzeciej Rzeszy. Tfu, Reszy!
- Ein Volk, Ein Jarl, Ein Drakkar! - dopowiada światowiec Hryk z uśmiechem.


Mądry wouw po długich naciskach wyjaśnia w końcu prawidła dziwnych zjawisk:
- Może słyszeliście o nazwie “relikt”...
Na twarzy Spjallbudego pojawia się zrozumienie:
- Tak wuj raz na ciotkę powiedział…
- I też umarł! - dopowiada uczynnie któryś z kolegów.
- Skąd wiedziałeś?!


Żywy, podpytywany o własną (wątpliwą) higienię, opowiada o zwyczajach swojego ludu: 
- My się kąpiemy raz do roku na święto Pani!
Hryk drąży temat: 
- A ta Pani to w takim razie też jest taka brudna jak wy?
- Bluźnisz! Pani jest najczystsza na świecie! - denerwuje się Żywy.
- To czemu z niej nie bierzecie przykładu? - rzuca niewinnie Hryk, a Żywego zatyka.


Mistrzowi Żukowi dziękujemy za klimatyczny sezon w postapokaliptycznym świecie Voidseekers… i za stalowe nerwy ;) A Robsonowi - za pomoc w zbieraniu kwiatuszków.

piątek, 12 kwietnia 2019

Na skrzydłach Rocranon: parmezan, gouda, remanent i cała prawda o ptaku Montcorta...

MG: tsar
Postacie: Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi). Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko... Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog. Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi... Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów. Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach. Eorhtweard Allilson (Ungrim) - nowy i z dawna wytęskniony nabytek drużyny - giermek Lorda Montcorta o niewymawialnym imieniu, zwany przez towarzyszy pieszczotliwie Yrtfyrtem ("Eorthweard, panie!"). I tak nadszedł koniec sezonu przygód naszych śmiałków w egzotycznych krainach, a z nim nowe kwiatki... Gracze pogubili się w zawiłościach fabuły, a na ostatniej sesji zostali zaatakowani przez groźne plemię wyspiarskich tubylców i usiłują brać nogi za pas, choć nie wiedzą kompletnie, co teraz zrobić. MG wyjaśnia dobrotliwie: - Próbuję dla was układać bardzo proste puzzle właśnie!
Puzzle. Ha. Ha. Ha. Nieśmieszne.



Montcort wysyła swojego orła Terrora z wiadomością do wiernego giermka Eorthwearda. MG zaciekawiony pyta:
- A jaki ty masz stosunek do ptaków lorda Montcorta?
Reszta graczy durnowato chichocze.
- Ja je pielęgnuję i karmię… - plącze się w zeznaniach zakłopotany giermek.
- A to w porządku - dodaje MG - nie budzą w tobie strachu.
- Lord Montcort czasami daje mi pogłaskać swojego ptaka - dorzuca w końcu z powagą Eorthweard.
Gracze pokładają się ze śmiechu. Nie wiedzieć czemu lord Montcort się dąsa...


Eorthweard pisze wiadomość do Montcorta na skrawku papieru, którą potem przymocuje do ptasiej nogi:
- Muszę się ograniczać, bo tu się zmieści najwyżej 160 znaków.
- Ale Terror ma udźwig 320 znaków! - odpowiada z dumą Montcort.


Walka w podziemiach. Na drużynę czekają trzy wrogie węże. Żeby je rozróżnić, gracze odpowiednio je nazywają… Na Keffara wskakuje wielki wąż i go gryzie w udo. Nuadu zamierza się na długi, mięsisty kształt na wysokości lędźwi towarzysza, ale Keffar ostrzega towarzysza z nieskrywaną dumą w głosie: - Uważaj! To nie wąż!!! Montcort łapie za kostkę Keffara, żeby wojownik nie działał zbyt pochopnie. Keffar jednak niewzruszenie idzie i ciągnie towarzysza za sobą: - Montcort, ale to nie noga… - szczerzy się wielki wojownik.

Tak wygląda Montcort łapiący za kostkę wojowniczego Keffara.
Walka z tubylcami. Wrogi szaman rzucił czar - paraliż. Eorthweard stwierdza: - Sparaliżowało mnie ze stresu… - przypomina sobie techniki radzenia sobie z takimi sytuacjami - ... wyobrażam sobie, że nasi wrogowie są nadzy… ale zaraz… - zerka na tubylców - przecież oni są nadzy…Sytuację ratuje Montcort: - Wyobraź sobie, że są w garniturach! Eorhtweard zerka na mapę, którą już "ktoś" tradycyjnie przyozdobił: - Ktoś już kutasa dorysował. Kutas jeden użył mojego koloru… tani chwyt… Drużyna, pokrwawiona i poszarpana, w opłakanym stanie, wraca ze zwiadu na wyspie. Kapitan statku drużyny, Hel, patrzy zdumiony. Montcort wyjaśnia niewzruszenie: - No co, negocjacje się nie udały. Drużyna dyskretnie eksploruje podziemia. Feste narobił hałasu i wrzucił pochodnie do dziury. W oddali słychać jakby znajome echo: "Fool of a Took!". Niektórzy nerwowo rozglądają się, szukając wzrokiem nadchodzącego ogromnego trolla, jednak nic takiego się nie wydarza. Drużyna oddycha z ulgą. Montcort stwierdza: - Keffar, siły o jakim rzędzie wielkości mógłbyś użyć, żeby pchnąć między łopatkami Festego, tak żeby wpadł do tej dziury? Keffar zastanawia się chwilę, po czym mówi: - Myślę, że jedną spartę. -To taka mała odległość - dodaje ze znawstwem Nuadu - że myślę, że wystarczy pół sparty... Robson jest bardzo zasadniczym graczem i jego Simeon jest świetnie na wszystko przygotowany. Drużyna schodzi głębiej w podziemia. Mogą tam być potwory. Ktoś pyta: - A czy Simeon ma jeszcze mikstury ognistego zionięcia? - W zasadzie - zaczyna wyliczać akademickim tonem Simeon Alchemik, zerkając na listę ekwipunku - to mam przy sobie takie mikstury: dwie leczenia k6+1..., jedna trucizny, jedna… - KTO ZNOWU WYWOŁAŁ DEMONA REMANENTU?! - wykrzykuje z przerażeniem Montcort. Mabon rzuca czar na rój złowrogich owadów. MG: - Słyszycie jak Mabon wypowiada pewne bardzo niepokojące słowa… Nuadu dopytuje: - “Będziesz jeszcze jadł tego kurczaka?” MG pokazuje kolejne kręgi światła na mapie podziemi: - A to jest zasięg ogniska, a to jest półmrok, a to...
- Ej, co zrobił Montcort? - widać, jak ikona Montcorta rozświetla się niczym choinka.
- To moja aura zajebistości! - wyjaśnia lord skromnie. Walka z wielkimi ropuchami. Halden, pomocnik Simeona, wywołuje czarem zwierzę do pomocy w walce… jest to bardzo jadowity wodny wąż. Niestety jego pierwsza akcja kończy się niepowodzeniem, wąż wpada do głębokiego bajorka i ślad po nim ginie. Gracze wzdychają z zawodem. Simeon rzuca w przestrzeń: - Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć… Po dokładnym zbadaniu podziemi drużyna napotyka na pokaźny skarb. MG prosi o rzuty, żeby określić jego zawartość. Drużyna gorliwie rzuca różnymi kośćmi w dowolnych kombinacjach, rzuca, rzuca i rzuca - końca nie widać, a nie wiadomo nawet, czy rzuty są korzystne. Zniecierpliwiony Montcort sam wymyśla skład skarbu: - Macie 3 kły, bramę [jednostka lokalnej waluty niezbyt wygórowanej wartości], 18 skórek po wątrobiance, dyszel od wozu, widelec złamany, włóczkę i 3 pomidory. Okazało się jednak, że skarb jest okazały, jest tam między innymi jakiś miecz… - Miecz? Magiczny miecz? - cieszą się gracze. - Długi… - mamrocze pod nosem MG, losując szczegóły. - Co? - Przeklęty Miecz Długu! Słychać chóralne, pełne rozczarowania westchnienie graczy... Walka. Eorthweard ponagla swego lorda, żeby oddał strzał: - No rzucaj! Montcort:
- Poczekaj, to trochę potrwa… Mabon wyjaśnia, robiąc aluzję do legendarnych słabych "serowych" strzał towarzysza: - Musi parmezan nadziać na łuk… Montcort w końcu trafił z "serowego" łuku, który zwykle nie trafia do celu, ale… tradycyjnie - obrażenia słabe. Eorhweard zerka ze znawstwem na ranę: - To taki gouda w połowie terminu ważności.
Keffarowi nie wyszło skradanie, sturlał się ze zbocza na zwiadzie, co było bardzo komiczne. Prosi rechoczącego Montcorta o dyskrecję, by nie stracić w oczach pozostałych towarzyszy. Wracają do obozu, jednak Montcort nie wytrzymuje i chichocząc rzuca:
- E, Fikołek, choć się ogrzać do ogniska!
Keffar odpowiada, zaciskając pięści:
- Chcesz coś jeszcze powiedzieć, zanim stracisz przytomność?

Keffar, dzielny wojownik, wali swoimi magicznymi toporami jak kołowrót ale ciągle nie może trafić w skorpiona. Eorthweard myśli perspektywicznie, wspomina o spodziewanym łupie: - No dobra, damy mu trochę kasy, nawet jeśli nie zbiera fragów... Drużyna idzie przez dżunglę, przymiera głodem, ratuje się polowaniami i skrupulatnie odnotowuje kolejne porcje żywności w ekwipunku. W nocy ktoś wypatruje czającego się w krzakach tubylca. Łapie go zwinny Nuadu i przygniata swoim ciałem w solidnej zbroi. Coś chrupie. Montcort zaciera ręce: - Oho, będzie 6 porcji żywności! Wszyscy śmieją się do rozpuku. - No co? Z takiego chudego 16-latka więcej nie będzie! - wyjaśnia poważnie Montcort. MG opisuje pole walki:
- Tam widzicie, jest taka pomarańczowa linia waszego obozu za którą możecie się skryć...
- Linia Maginota! - rzuca ze znawstwem Mabon. Drużyna staje oko w oko z czarnym, wielkim skorpionem. Zupełnie takim, jakiego pancerza użyto do budowy zbroi Nuadu. Postacie przygotowują broń, a dziki Nuadu się rozmarza:
- Mistrzu Gry, czy można tą moją zbroję poprawiać, skoro będę miał więcej materiału? - E! e! e! Ty dostałeś zbroję w 1 sezonie, teraz dla mnie kolej! - oponuje Keffar. - Nie dzielcie skóry na skorpionie! - uspokaja kolegów giermek Eorthweard, widząc zbliżającą się bestię.


Nocny napad złych tubylców, ludzi-tygrysów.
- Otaczają nas! - krzyczy Keffar.
Spietrany Montcort rzuca:
- To ja strzelam… i zaraz po strzale płynę z powrotem do domu, do Sotham! Znaczy tfu, chowam się.

Gracze są bardzo zirytowani pogonią za mrzonkami i trudnościami w drodze do celu... Montcort nie wytrzymuje:
- Mam tego dość! Ludzie-orły, ludzie-tygrysy, ludzie-guźce, a my jak Gucwińscy popierdalamy za nimi!

Dziwna rozmowa o łupieżczych wyprawach i ich skutkach. Szczególnie zaskakuje głos ostrojczyka, Keffara [przedstawiciela lokalnej odmiany wikingów]: - Napadają, łupią, a potem zdziwieni! - Dziwne słowa w ustach Ostrojczyka - dodaje MG. Montcort wyjaśnia MG z politowaniem: - Ostrojczycy nie napadają. To zwykła wymiana. Przywożą dużo zła i zabierają dużo dobra. Gracze na wyprawie na Białe Małpy doznają dysonansu poznawczego. Małpy, opisane jako krwiożercze stwory, okazują się zwykłymi zwierzętami zbierającymi rośliny. Graczom do obrazu nie pasuje tylko rzekomy atak na gniazdo orłów, które nakazały drużynie krwawą zemstę na małpach. Według orła, który ocalał, małpy miały zabić jego partnerkę, młode i porozbijać ich jaja. MG pyta graczy: - Wiecie, tak naprawdę musicie się zastanowić, dlaczego małpy to zrobiły? Simeon jak zwykle błyskotliwy rzuca: - Dla jaj! Gracze nie mogą zdecydować czy atakować małpy czy zostawić je w spokoju. Impas się przedłuża. MG niecierpliwi się: - Dobra. Zaplanujcie coś szybko i działamy. - Hyhyhy - śmieje się Eorthweard, znając niezdecydowanie drużyny - ty to jesteś zabawny. Montcort wychodzi sam naprzeciwko grupie małp, starając się je sprowokować do ataku, niestety te zachowują się ostrożnie, ale zupełnie pokojowo. Pozostali bohaterowie z ukrycia nieco dalej obserwują z napięciem. Padają pierwsze, "dobre rady": - Zagadaj do nich! - proponuje Eorthweard. Keffar-Ostrojczyk pyta: - Mówisz jakoś po małpiemu? Montcort pod nosem: - Ta, znam ostrojski. Mabon jest rozdarta. Małpy okazały się zwykłymi zwierzętami, a nie krwiożerczymi istotami. Drużyna porzuciła polowanie na nie. Niestety oznacza to, że nie będzie pomocy ducha orła w przyszłych zmaganiach z wrogami, którzy porwali jej brata i nagle perspektywa odzyskania go nieco się oddaliła, zamiast przybliżyć. Montcort tradycyjnie "pociesza" koleżankę: - Mabon zobacz. Ja nie mam brata. Nie mam siostry. Jakoś żyję... I na koniec, tradycyjnie, PEDEKI! MG rozdziela je z namaszczeniem, ale Nuadu ma pewne uwagi co do enpecki z nim związanej: - Ej, a kiedy moja dziewczyna dostanie nowy level? - Ale ci enpece strasznie wolno levelują… Nuadu wyraża swoje lekkie zniecierpliwienie zaistniałą sytuacją:
 - Ch*j mnie to obchodzi! MG czyni facepalma. Kurtyna. Dziękujemy za uwagę i do zobaczenia w kolejnym sezonie!

piątek, 11 stycznia 2019

Na skrzydłach Rocranon: wizażystki, efekt Dopplera i czwarta ściana

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.
Eorhtweard Allilson (Ungrim) - nowy i z dawna wytęskniony nabytek drużyny - giermek Lorda Montcorta o niewymawialnym imieniu, zwany przez towarzyszy pieszczotliwie Yrtfyrtem ("Eorthweard, panie!"). 


Naszej jedynej graczki nie było na sesji. Trzeba było sobie jakoś poradzić bez głównej postaci w intrydze, ale pozostali gracze mają już swoje pomysły.
- W obliczu tego, że Mabon się nam niestety pochorowała - zaczyna Feste - bidulka pewnie się czymś zatruła, ja proponuję wrócić do stolicy Paezurii, tam spotkałbym się z moim dawnym przyjacielem Jackiem Lockim i wtedy Mabon już na pewno będzie zdrowa i wrócimy tutaj.
Montcort na to:
- Bez słowa wstaję biorę torbę z sucharami i bukłak z winem i każę zepchnąć szalupę na wodę. Mówię: „Możesz płynąć!”
- Ale nie sam! Nie sam, lordzie Montcorcie - zaczyna Feste.
- Aaaa. Hmm... - zadumał się Montcort. - Mamy jakiegoś psa albo coś takiego?
MG uczynnie rzuca:
- Keffar ma rosomaka.
- Oooo! Pozbawimy się dwóch problemów na raz - cieszy się Montcort - a ty, Feste, nagrasz wtedy rocranońską wersję „Żywotu Pi”. W jednej szalupie z drapieżnikiem.


Alchemik Simeon ciągnie na wyprawę ze sobą całą swoją świtę, czym powoduje niewybredne żarty wśród towarzyszy. Simeon nie może się pogodzić z tym, że miałby kogoś za sobą pozostawić w obozie.
- No ale ja mam najemnika, on jest bodaj 2-poziomowy...
Montcort rozpoczyna dyskusję:
- Wiemy! Ty masz najemnika, wojownika, wizażystkę, specjalistę od PRu, z każdym kolejnym sezonem ta ekipa się rozrasta.
- Zazdrościsz! - odparowuje alchemik.
- Simeon sam sobie przyznał nagrodę - podsumowuje Keffar - i wydał 3 miliony na wizażystkę.


Eorhtweard w czasie spotkania z cienistymi istotami z dżungli wyczuł ich myśli, nastrój i obawy. Wmówił sobie, że posiadł zdolność widzenia trzecim okiem. Czując niepokój stworzeń, postanowił wysłać impuls myślowy w ich kierunku, który uspokoi je co do intencji bohaterów.
- Intensywnie myślę. Wręcz próbuję wypchnąć myśli przez czoło. Nie jesteśmy wrogami, szukamy tylko przyjaciół, nie jesteśmy wrogami, szukamy tylko przyjaciół. I patrzę jak reagują.
Simeon z zaciekawieniem:
- Możesz wypychać przez to trzecie oko... myśli?
Reszta drużyny rzuca z przerażeniem:
- Nieee! Nie chcemy tego rozwijać!


Nad bajorkiem oleju skalnego robi się nieciekawie. Bohaterowie próbują wyciągnąć z lepkiej mazi trupa, mroczne drzewo otwiera oczy, spogląda na śmiałków i zaczyna „mruczeć” a na domiar złego grupę otaczają cieniste istoty. Montcortowi lekko puszczają nerwy.
Montcort - Ściśnijcie może szyk, bo jesteśmy rozciągnięci jak szwedzka prezerwatywa!
- Czemu szwedzka? - dopytuje się ciekawie jego giermek.
- Bo jest dobrej jakości i potrafi się mocno rozciągnąć.


Pora na rzuty na inicjatywę, nad bajorem skalnego oleju jest już zupełnie gorąco. Najwyższe wyniki ma oklejone ropą naftową drzewo (sic!) i kuglarz Feste. MG informuje:
- Jak widzicie, na liście jest już inicjatywa wszystkich.
- Tiaaa - wzdycha Eorthweard - dwaj czarni są pierwsi...


Demoniczne drzewo otworzyło kolejne oko i nagle z oleistego bajora wstają szkielety dawno zmarłych wojowników. Montcort przełyka ślinę.
- Czuję takie połączenie z tym drzewem... jak się jego trzecie oko otwiera, to czuję, że się moje coraz bardziej kurczy.


Halden, niedawno upieczony mag, chciał również być pomocny w czasie walki. Zebrał swoje moce i wyczarował... ogromnego żuka, czym wzbudził śmiech towarzyszy.
- A powiedz, po co ci ten żuk? - dopytuje Montcort.
- No to będzie tarcza! - wyjaśnia Simeon. - Tarcza się zawsze przyda.
- OK. Dobra chłopaki, patrzcie pod nogi, żeby nie nadepnąć żuka, bo Haldenowi będzie przykro - lituje się Nuadu (oryginalny Żuk).


Nagle staje się nieuniknione. Żuk (zwierzątko) ginie. Montcort gorączkowo się dopytuje:
- Kto zabił żuka?
Wszyscy chórem rzucają:
- Żuk! - i spoglądają na Nuadu.
- Może być tylko jeden! - dodaje Eorthweard.

Simeon szaleje ze swoimi napojami magicznymi i spopiela kolejne istoty. Pozostali gracze są trochę pod wrażeniem, a trochę zazdrośni.
- On to normalnie zrekompensował sobie już te wczesne levele! - rzuca Nuadu.
- On to jest taki - wyjaśnia Montcort - że na początku był jak dr Dollitle, rozmawiał ze zwierzątkami. Teraz to już jest dr Mengele.


- W tym, co czytałem - wyjaśnia historię świata Eorthweard - to oni wszyscy zginęli, ale świat został uratowany, nie wiem, czy nas to cieszy?
- Ale jak to jest popkulturowe, to wiemy kto zginie pierwszy! - raduje się Montcort.
- Ej! - wzburza się zupełnie nie wiedzieć czemu czarnoskóry Feste.


Montcort ma problemy z artykulacją:
- Już drugi sezon mam łuk długu! Ja nie chce mieć łuku długu!
Nuadu zdumiony pyta:
- Trzy sezony i jeszcześ go nie spłacił???



O zabieraniu Ostrojczyków [lokalna wersja wikingów] do lasu, pomocników Keffara. Montcort się martwi:
- Boje się że będą próbować coś rabować, czy coś!
- Tutaj nie ma czego rabować! - wyjaśnia MG.
- Ale oni tego nie wiedzą!


Mijau jako ostatni wpada na sesję, zastając graczy w dylemacie. Z szatańską precyzją Fox postanawia wykorzystać sytuację.
- MG powiedział, że dzisiaj ty przypominasz, co było na ostatniej sesji... No przecież byśmy cię, kurwa, nie okłamali!
- Gdzieś tu mam notatki. O są! - cieszy się Feste. - Ostatnia sesja była 4 października.
MG wzdycha z zawodem: - Tylko tyle masz zapisane w tych swoich notatkach?


Od pewnego skomplikowanego rytuału Feste opiekuje się zwierzątkiem, które zostało wykorzystane jako pojemnik na wygnaną duszę.
- Mój Fjornal to mysoskoczek, bardzo go polubiłem i nie rozstaję się z nim.
Montcort dodaje:
- To prawda, nosi nawet ze sobą wszędzie taśmę klejącą...


Nim rozpoczęła się walka z wielkimi, podziemnymi robalami, Montcort już szarpie za łuk:
- Pśtrręęę...
MG niestrudzenie opisuje, nie zważając na dźwięki wydawane przez gracza.
- Pśtrręęę... - kontynuuje Montcort.
- Mam rozumieć, że mi dajesz do zrozumienia że strzelasz tym dźwiękiem?
- Uhm, i wydałem go dwa razy bo dwa razy strzelam w tej rundzie.


Montcort rezygnuje jednak ze strzelania, w pełnym biegu łapie młodego przewodnika o imieniu Rakuto i czym prędzej unosi go z zasięgu robali. MG opisuje:
- Rakuto ciągle krzyczy ostrzegawczo: Do skał!
- Słyszycie takie: „Do skkkaaaaaaaaałłł!” Kiedy przebiegamy koło was. Efekt Dopplera. - wyjaśnia Montcort.




Mapka taktyczna zawsze bogata w radosną twórczość - tym razem gracze postanowili nazwać wrogów, żeby się im nie mylili.



Rosomak Keffara przeżywa wyjątkowo ciężkie chwile. Najpierw długa, nieznośna, morska podróż. Teraz wielkie robale wyskakujące z ziemi. Zwierzęciu pękają nerwy i bierze nogi za pas. Feste wzdycha:
- I tak oto całą resztę sesji szukać będziemy Lumipallo.
Po walce zakończonej sukcesem Keffar od razu deklaruje: - No to ja idę szukać Lumipallo. Montcort chichocze:
- Oho, zaczęła się druga część sesji!


Mabon ciągle ma problemy z niełatwym imieniem giermka lorda Moncorta. Dlatego symuluje coś, mieląc pod nosem:
- Eyrotyhwaredaedzieyadzie, możesz zapytać, czy tych robali może być więcej?
Eorthweard grzecznie pyta:
- Przepraszam. Panienka o coś pytała, czy tylko pluła?


Młody przewodnik jest zawstydzony tym, że spotkanie z potworami opóźniło podróż o cały dzień, a obiecał dostarczyć bohaterów na miejsce kolejnego dnia. Drużyna tłumaczy mu wytrwale, że to normalne, takie rzeczy zdarzają się cały czas i nie ma się czym przejmować. Lord Montcort sięga po ostateczny argument, zwracając się do swojego giermka-tłumacza:
- Powiedz mu, że to normalne. Przecież jak oni podróżują po wyspie to też muszą im się zdarzać spotkania losowe!
W tym samym momencie MG zaczyna coś notować w kajeciku z lekkim uśmiechem na ustach.
Montcort błagalnie wykrzykuje:
- Nie! Nieee, proszę! Nie odejmuj mi PDków za złamanie czwartej ściany!


Lord Moncort, w towarzystwie giermka i starszych plemienia Barbea, zaskakuje błazna Festego w sytuacji jednoznacznej z jedną z młodych dziewcząt należącą do plemienia. Lord Montcort w panice i złości krzyczy, wchodząc na wysoki, piskliwy ton:
- Feste! Proszę natychmiast wyjść z dziewczynki i pójść ze mną!

Myszoskoczek Fjornal, pupil Festego prawdopodobnie ma w sobie złego ducha, a przynajmniej tak myślą gracze. Może być bardzo niebezpieczny. Co robić? Jak „zająć się” zwierzakiem? Feste jest bardzo do niego przywiązany i ani myśli się z nim rozstawać. Montcort na szczęście wpada na pomysł:
- Ja wiem, ja wiem co zrobimy! Wrzucimy go do wora! I do morza! - Ale cii - mityguje go Mabon - bo Feste usłyszy! Nuadu podpowiada:
- To wrzucimy go do wora razem z Festem! - Niby dobry pomysł... - stwierdza Montcort - ale Feste ostatnio się nauczył otwierać worek od środka. Ktoś musi się zakraść do mnichów zamieszkujących pewną wyspę w taki sposób, by nie dostrzegli go okupujący okolice piraci. Montcort rozgląda się po towarzyszach, po czym stwierdza:
- Wyślijmy Keffara, bo on ma najlepszy stosunek skradania do wpierdolu. Atak 3 statków pirackich na kogę drużyny „Kalmar”. Wszyscy na pokładzie ustawiają się na pozycjach. Feste krzyczy: - To ja biegnę z moją dmuchawką na bocianie gniazdo! - Festeeee - pyta Eorthweard - a mógłbyś tą strzałką zatopić taką jedną łódkę? Feste zasępia się, po czym wykrzykuje, rozpierany dumą: - Jak by ta łódka była z papieru, a ja bym siedział w wannie… to tak! Okazuje się, że wrogowie mają balistę na pokładzie jednego ze statków. - Lordzie...Lordzie! - Krzyczy rezolutny giermek z kasztelu, obserwując jednostkę przeciwnika. Montcort unosi brwi pytająco. - Lordzie... Czemu, kurwa, my nie mamy balisty?! Klauzula retrospekcji została przez naszego wielce dobrotliwego MG wprowadzona do rozgrywki w celu jednorazowego wykorzystania w sytuacjach, gdy potrzebny jest jakiś niezbyt wiele znaczący element, przedmiot lub działanie w aktualnej akcji. Drużynowy alchemik deklaruje, licząc że MG się zgodzi:
- Korzystając z klauzuli retrospekcji, Simeon przed walką przekazuje swoje mikstury wybuchowe Festemu.
MG wzdycha i kiwa głową, ale okazuje się, że zasięg mikstur jest za mały, statki wroga jeszcze nie podeszły wystarczająco blisko. Feste stwierdza:
- Teraz to sobie mogę co najwyżej pożonglować tymi miksturami...
MG zaczyna się drapieżnie uśmiechać, więc błazen pospiesznie kończy:
- …. ALE TEGO NIE ROBIĘ… Keffar robi facepalma i deklaruje: - Korzystając z klauzuli retrospekcji wyrywam mu nogi z dupy zanim wszedł na bocianie gniazdo. Montcort rozanielony podsumowuje:
- Funkcja wychowawcza klauzuli retrospekcji! Drużyna rozjeżdża stateczki wroga śpiewająco, mamy mocną przewagę liczbową. Jedna, ostatnia łódka wroga nie zna strachu, sześcioro załogi chce abordażować kogę drużyny, rzucają już linki z kotwiczkami… - Keffarze! Oni abordażują! Rzucają kotwiczki! Zaczynają wchodzić! Bitny, żądny walki Keffar uśmiecha się z toporem w ręce:
- Pomagam im wchodzić! Walka trwa w najlepsze, ale Keffar jest wściekły, bo zapanowała epidemia killsteali i na razie jeszcze nikogo nie zabił, wszyscy towarzysze mu podbierają wrogów. Nawet tego całkiem ostatniego wroga. Zostaje wywołany przez naszego maga-pomocnika alchemika „nasz” krokodyl, dotychczas walczący z wrogami. Keffar we frustracji przywalił gadzinie... ale też go nie zabił. Montcort pociesza towarzysza: - Nie dąsaj się, Keffar, pozwolimy ci zabić karpia na święta...



Specjalne podziękowania dla tsara, który wniósł znaczący wkład w stworzenie aktualnej rabatki z kfiatkami :)

niedziela, 30 grudnia 2018

Na skrzydłach Rocranon: dinozaury, mantykora i masło w pancerzu

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.
Eorhtweard Allilson (Ungrim) - nowy i z dawna wytęskniony nabytek drużyny - giermek Lorda Montcorta o niewymawialnym imieniu, zwany przez towarzyszy pieszczotliwie Yrtfyrtem ("Eorthweard, panie!"). 


W nowym sezonie statek bohaterów, "Kalmar", zbliża się do wybrzeży Paezurii, domu kuglarza Festego. Ten martwi się nieco swoją obecną sytuacją, która lekko się skomplikowała. Część towarzyszy nie wie, o co chodzi, ale z pomocą nadchodzi Keffar, tłumacząc w krótkich wojskowych słowach:
– Festego wyrzucili z gildii pajaców.
– Kuglarzy! – rzuca Feste z wyrzutem.

Nowy członek drużyny, giermek Lorda Montcorta, niejaki Eorhtweard Allilson, wolą dziadka ma zostać rycerzem, sam jednak ma wiele ciągot naukowych. Lord Montcort stara się przekonywać młodego wychowanka, za przykład dając drużynowego alchemika.
– Popatrz. Kiedy ponad rok temu poznałem pana Simeona, był dwumentrowym siłaczem, herosem. A potem zaczął czytać książki i patrz teraz na niego. 


Na pokładzie "Kalmara" zebrała się niezwykła grupa indywiduów. Kiedy kuglarz Feste przebiera się w swoje profesjonalne ubranie (kolorowy kombinezon i czapka z dzwoneczkami), Eorhtweard ze zrozumieniem zwraca się do Montcorta:
– Już się nie dziwię, panie, że mówiłeś, że będzie niezły cyrk.

Jeden z graczy, Ungrim/Eorthweard, liczy skład osobowy wyprawy. Wychodzi mu, że liczba nie jest okrągła, brakuje jednej osoby. Tymczasem część załogi korzysta z postoju w Porcie Nuora (a'la arabskie miasto), do zwiedzania ruin dawnego zamku. Niespodziewanie na jednym ze zrujnowanych krużganków znajdują zapłakane dziecko. Drapią się w głowę, co by tu zrobić.
– Bierzcie! – rzuca szczęśliwy Eorthweard – Będzie 40 osób! Dobierzemy małego Alibabę i będzie w pytkę!

MG tłumaczy, że większość ludzi w tych słonecznych stronach ma ciemniejszą karnację niż w krainach, z których pochodzą gracze.
– Wiecie, ludzie nawet jeśli nie są czarnoskórzy, to są wręcz mocno opaleni.
– Dużo osób hobbystycznie tu w dodatku zbiera bawełnę, od tego się ciemnieje zazwyczaj – rzuca niewinnie Nuadu.

Eohtweard nieśmiało zgłasza chęć udania się do słynnej biblioteki w Porcie Nuora. Lord Montcort, martwiąc się o jego bezpieczeństwo, natychmiast przydziela mu eskortę czterech wojowników. Simeon proponuje nieśmiało:
– Może ja bym z nim poszedł?
– Nie! – wzbrania się lord Bo ty przerobisz go na alchemika!

Lord Montcort nagle zorientował się, że wszyscy jego towarzysze uderzyli w miasto, a on został sam z załogą na statku. Widząc jego samotność, podchodzi do niego pani bosman.
– Podchodzi do ciebie bosman statku, kobieta o imieniu Eadburh. – zaczyna MG.
Mabon uczynnie podpowiada koledze, widząc jego zdziwiony wyraz twarzy:
– Eadburh to ta bosman, co była jeszcze pod poprzednim kapitanem Masymem Roge.
– Słyszałem, że nawet nie raz... – dodaje uczynnie Eorthweard.

W dziwnej świątyni czterech ostrojskich wojowników, zostało zatrudnionych do pilnowania ciała zmarłego "brata", po którego w nocy przyjść mają demony z podziemnego świata. Nikt nie tłumaczy wojownikom, że częścią rytuału jest pojawienie się przebranych za potwory kastratów. Nim postaci graczy orientują się co jest grane, jeden z kastratów już leży nieprzytomny na posadzce, a drugi, niestety, pada martwy. Montcort pogrąża się w nagłym smutku nad ciałem młodego chłopaka.
– Młody, początkujący, paezurski aktor. Już nigdy nie będzie Englertem.
Kolejnego trafia swym toporem Keffar:
– Nigdy nie lubiłem Adamczyka...
Pozostali "napastnicy" uciekają z przerażeniem. Nuadu krzyczy:
– Łap Karolaka!

Drużyna dziwi się, jak można być tak głupim, żeby nie ostrzec Ostrojczyków o przebiegu rytuału pożegnania. Eorthweard ma własną teorię.
W tym wszystkim chodzi po prostu o zachowanie odpowiedniej fluktuacji kastratów w kulcie.

Kapitan Hel, dowodzący "Kalmarem", patrzy na listę zaopatrzenia:
Nie nie, to bez sensu tyle jedzenia, dokupimy po drodze...
A on wie, ile Mabon je dziennie? – rzuca niewinnie Feste.

Giermek Eorthweard podsumowuje tradycje religijne innych nacji:
Naolejowany bóg niesie kaganek oświaty... To brzmi jak koszmar pana od BHP!

Drużyna wyruszyła zwiedzać bibliotekę. MG zaczyna:
– Dajcie mi proszę mała chwilkę, tylko na coś sobie rzucę...Wszyscy są pełni złych przeczuć.
Eorthweard rzuca scenicznym szeptem:
A w bibliotece za regałem... Mantykoooora! 

Kolejna sesja kampanii dzieje się w gorącym klimacie, na tropikalnej wyspie. Rozmowa schodzi na niezwykle ważki temat: jak to jest ze zbrojami i nagrzewaniem się – zwłaszcza u Lorda Montcorta, który niedawno nabył wspaniałą, rycerską zbroję kolczą. Montcort rzecze ze znawstwem: 
– Jasne, nie noszę mojej kolczugi na co dzień, ale chciałbym mieć informację ile czasu potrzebuję żeby ją założyć.
– No właśnie, ile się zakłada taką zbroję...? – MG zadaje sobie pytanie na głos.
Montcort bardzo szybko dorzuca, zanim MG powie coś więcej: 
– 5 sekund! Ja mam ją nasmarowaną masłem od środka i się wślizguję w nią!


Drużyna obserwuje żerującego na brzegu olbrzymiego brachiozaura. Montcort jest wyraźnie zaintrygowany.
– A jakiej długości jest ten zwierz?
– No jakbyś nie liczył ogona... – zaczyna MG.
Montcort wchodzi mu w słowo: 
– Nie liczę ogona, bo się złoży.
– ... nie liczył ogona to jakieś 30 metrów – kończy MG.
Montcort rachuje w głowie: 
– 30 metrów. 30 metrów... a mógłbyś nas przerzucić na mapkę statku, chciałem sprawdzić wymiary ładowni...
MG wykonuje mentalnego facepalma, a Montcort nadal się tłumaczy:
– Mamy słonie, ale jak byśmy mieli kawalerię na tym czymś...!
Mabon zaśpiewuje popularną od czasów nabycia słoni przez drużynę melodię "Dolores": 
– Bom bom bom bom bom! dinożarł!


Już drugi gracz dopytuje się o bestię, widocznie nie wiedząc, gdzie dokładnie widziano brachiozaura.
Keffar uprzejmie wskazuje: 
– Tu był, w zatoce.
Feste nagle olśniony rzuca: 
– Tam był! Acha!
– Wy wogóle nie słuchacie co mówi nasz umiłowany Mistrz Gry! - podlizuje się bezwstydnie Nuadu.
– Poza mną! – dorzuca wazeliny do ognia Mabon – Bo ja każde słowo z jego warg spijam właśnie!
– To tak jak ja właśnie! – szybko dodaje Nuadu.
MG lekko zmieszany przerywa pokaz podlizywania się: 
– No, no! Dość tego, gramy!
– Patrz! – Mabon szepce teatralnie do Nuadu – Zarumienił się!



Gracze planują lądowanie na małej wysepce. W ruch idzie kilkuosobowa szalupa, trzeba podzielić załogę statku na grupy do zejścia na ląd.
– Jak przystało, najpierw my. Jak w StarTreku. Cała wierchuszka, jak ktoś zginie, to nikt nie ocaleje na okręcie.
– Ja nawet oznaczyłem kilka miejsc do lądowania. –  giermek Eorthweard usłużnie zwraca się do swojego rycerza – Jedno nazwałem Utah, drugie Omaha, jedno Sword, Juno i Gold.
– To ja proszę Omaha nie! Nie będę się wspinał na żadne klify! – protestuje Montcort.
– Rzeczywiście są na jednej klify, ale nie wyglądają groźnie. – wyjaśnia giermek.
 To zwykła plaża – uśmiecha się przebiegle MG  wysoki brzeg, ale krótka plaża.
– Tak, tak! Zwykła, krótka plaża. – w Montcorcie odzywa się paranoja – Smocze zęby, bunkry i 98-ka na wprost Kalmara!



Ciągłe żarty na temat pary zakochanych, Mabon i Folkego, prowadzą do kolejnych wyjaśnień MG. Tym razem kontra rozbawionych graczy zahaczyła o zwierzęcego towarzysza Keffara, rosomaka Lumipallo.
 Jak zobaczycie w czasie rejsu, parka jest bardzo grzeczna, nawet w kajucie... – zaczyna niewinnie MG.
Eorhtweard dorzuca: 
 Bo rosomak na nich patrzy.
 Keffar specjalnie wstawił go im do kajuty – dodaje Montcort.


Folke schodząc do szalupy z okrętu o mało co nie zaliczył wpadki, zawisł na burcie, a wciągnięty do środka przez innych bohaterów rozkołysał całą szalupę, która o mało nie przewróciła się, uderzając w Kalmara. Po chwili zebrał się w sobie i uspokojony podziękował za pomoc. Montcort spojrzał na niego i lekko ironicznie rzucił.
– Zaatakowałeś jak piechota morska.
 Prawda? – mówi Mabon z zachwytem, wzdychając. – Widać, że wojskowy.
– On nawet jak się wypierdoli, to Mabon się będzie cieszyć – dodaje Eorthweard.



Gracze wylądowali na niewielkiej wysepce, szalupa wróciła na okręt po kolejnych załogantów. MG dopytuje.
 Chciecie już jakiś zwiad robić, czy czekacie na resztę?
 Poczekajmy – proponuje Montcort.
– Nie no trzeba się rozejrzeć - oponuje Keffar.
 Ja bym zrobiła tak. Najpierw zabezpieczyć perymetr. – zaczyna Mabon.
– Skąd takie mądre słowa znasz? – pyta Keffar zaciekawiony.
– Miała szkolenie w wywiadzie – podsumowuje bezlitośnie lord, nadal mając ciągle żal za zdradę Mabon z ostatniego sezonu. [Hej! To nie była żadna zdrada! Ja tylko brata szukałam i mnie oszukano! Jestem niewinna! – przyp. Mabon]


Drużyna znajduje resztki jakiegoś ludzkiego obozowiska. Mabon poszukuje zaginionego brata, więc gdy grzebiąc w ziemi coś znajduje, chce dokładnie obejrzeć znalezisko:
– Wyciągam i badam narzędzie.
– Rzuć sobie na tężec – podsumowuje Keffar, widząc, żę MG nagle wertuje jakiś podręcznik.


Na wyspie żyją wielkie łasice, Nuadu ostrzega pozostałych, aby mieli się na baczności i nie oddalali się sami. Folke trochę powątpiewa w zagrożenie.
 Po prostu – tlumaczy Nuadu  żyją tu wielkie drapieżniki, nie oddalajcie się.
Montcort idzie z pomocą: 
– Pomyślcie, jeśli łasica jest tu wielkości wilka, to jakiej wielkości jest wilk?
– Licząc prostą proporcjonalną to trochę większy od dużego konia, panie – dodaje usłużnie Eorthweard.
 Dziękuję. – Montcort chwali giermka – Tak sobie myślę, oprócz tego, że wykształcony, to jeszcze asperger.


Feste poszedł siku, o czym gracz poinformował w away-tekście na komunikatorze gry.
Montcort dopytuje się: 
– Feste poszedł siku?
 On był sprytny, nie poszedł siku do lasu bo tam łasice, tylko do morza. – wyjaśnia Eorthweard.
 Rekin mu upierdoli końcówkę – rozmarza się Keffar.
– Przecież nie wchodzi po siusiara! – oponuje MG.
A tam – prostuje Nuadu – po siusiara dla niego to trzy kroki do wody.
– Pamiętaj że, jest czarny – dodaje Montcort.


MG nagle niby bezinteresownie rzuca dobrą radą:
– Jeśli podzielicie się na kilka grup, to szybciej przeszukacie całą wyspę…
Simeon, dowodząc swojego instynktu samozachowawczego, scenicznym szeptem szybko dodaje: 
– NIE SŁUCHAJCIE GO!!!


Montcort stracił cierpliwość w czasie rozmowy z Folkem i zaordynował swojemu giermkowi wyjście na siku, gdyż dla minimalizowania niebezpieczeństwa drużyna postanowiła tę czynność wykonywać zawsze w grupkach. Eorhtweard opisuje scenkę rodzajową: 
– Stoimy w krzakach, cisza, słychać tylko, że coś kapie. Odzywam się: "Lordzie Montcort, niech się pan zastanowi. Możliwe, że od dziesiątków dni, nikt nawet nie postawił ludzkiej stopy, a tu w krzakach leje dwóch lordów. Hihihi."


Terror, orzeł lorda Montcorta polował, nażarł się i po powrocie do właściciela niechętnie reaguje na nowe zachęty do lotu zwiadowczego. Montcort z wyrzutem mówi do ptaka: 
– Wpierdalasz ciągle! Jaki ty jesteś leniuch! Wielki i nieruchawy!
 Może jest w ciąży? – pyta zatroskany Eorthweard.
 Boże. Jest w ciąży? Jest samcem! I jest ptakiem! Nie wiem co jest ważniejsze, że nie może być w ciąży! – piekli się Montcort.
 Na statku było dużo wyposzczonych marynarzy, nigdy nic nie wiadomo? – dodaje z namysłem Keffar.
– Może ma tak zwane zaparcie jaja? – wyjaśnia Nuadu.


Rozmowa o tym, czy Feste ma coś wspólnego z wrogą drużynie organizacją Kościołem Ostatecznego Porządku. MG rozwiewa wątpliwości:
– Nie, raczej nie.
 To chaotyczna bestia. – mói Montcort.
 Przez moment był taki uporządkowany, razem z alchemikiem Simeonem, bo się podotykali i się im odmieniło na moment. – wyjaśnia Nuadu, chcąc nawiązać do pewnej przygody, podczas której charakter postaci uległ zmianie pod wpływem magicznego przedmiotu.
 Bo macali kamień – tłumaczy się Simeon.
– Prawilne chłopaki – dorzuca Feste.
– Świadomy siebie mężczyzna jeśli ma ochotę na przygodę gejowską, to ma pełne prawo do niej – rzecze MG z przekonaniem.
 Ja uważam, że nie ma bardziej męskiego seksu niż seks gejowski, w końcu bierze w nim udział dwóch mężczyzn – podsumowuje Nuadu.


Drużyna szybko wycofuje się z lasu, gdzie spotkała małe, cieniste istoty, które napędziły postaciom stracha. W obozie nad morzem drużyna jest szybciej, niż można by się spodziewać. Nuadu podsumowuje: 
– A jak ktoś teraz nas zapyta w obozie "I co? Znaleźliście tam coś?" To odpowiadam: "A spierdalaj!".

Voidseekers: Toń Halik i wszyscy wujkowie Spjallbudego

Voidseekers to autorski świat postapokaliptyczny, w którym wielki kataklizm (Dzień Gniewu bogów) zniszczył dawne, zapomniane już dziś cywili...