piątek, 8 września 2017

Na skrzydłach Rocranon: klasa pancerza, pancerniki i Staszek

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.




Gracze przed rozpoczęciem sesji szykują się mentalnie do nadchodzącej wojny z ryboludźmi.
- Ciekawe, jak się mówiło na mięso armatnie przed wymyśleniem armat? - zastanawia się Parasit.
Fox przychodzi mu z pomocą:
- Mięso balistyczne?


Nadeszła pora na ucztę na zamku. Ponieważ cała drużyna jest zdrożona, a mieszkańcy tego miejsca też nie pałają miłością do higieny, MG wspomina, że zapach panujący w sali nie jest zbyt przyjemny.
- Wszyscy śmierdzą. Potem i odorem końskim...
Montcort prawi komplement koleżance:
- Nawet Mabon, tylko że ona pachnie z nutka mięty... bo to dama!
- Bo ona nawet śmierdzi ładnie! - dodaje Nuadu.


Drużyna zastanawia się, jak poradzić sobie z niebezpieczeństwem ze strony ryboludzi atakujących Rocranon. Powstaje pomysł spalenia ich jakąś substancją alchemiczną podobną do napalmu. Wszyscy pokładają nadzieję w umiejętnościach alchemika Simeona, ale najpeirw trzeba znaleźć taką substancję. Montcort zastanawia się na głos:
- No dobra, a co się pali w wysokiej temperaturze?
Nuadu marszczy czoło, myśli, myśli… i wreszcie odpowiada z uśmiechem:
- Ogień!
Wszyscy wykonują w tym momencie synchroniczny facepalm.


Drużyna przeprawia się przez rzekę. Woda jest bardzo zimna. Następują żołnierskie dowcipy dotyczące reakcji pewnych elementów męskiej anatomii na zimną wodę. Czarnoskóry Feste przechodzi przez rzekę słuchając jęczenia Montcorta, który twierdzi, że niby coś mu się skurczy. Feste stwierdza z uśmiechem:
- Ja idę śmiało przez wodę. Mi przynajmniej nie ma się co skurczyć!
W oddali słychać jeszcze głośniejszy szloch Montcorta.


Nasi śmiałkowie napotykają oddział wroga. MG opisuje:
- W oddali słychać odgłosy ryboludzi. Nie wyglądają na zbyt szczęśliwe…
- Bo tarło mają! - wypala niedoświadczony w sprawach alkowy Montcort.


Drużyna wdaje się w walkę z licznym oddziałem ryboludzi. Walka jest zażarta, bohaterom ciężko idzie, ale w końcu niebezpieczeństwo zostaje zażegnane. Montcort stwierdza:
- Mam postulat, żeby po zakończeniu sezonu wszyscy dostali umiejętność “filetowanie”. W końcu trochę ich zabiliśmy…


W środku nocy Mabon budzi groźnego wojownika Keffara. Montcort przejmuje narrację:
- Keffar budzi się od razu z toporem i mieczem w rękach.
- ...i kordem w zębach! - dorzuca MG.
- A w dupie z harpunem…
- ...harpunem Montcorta! - dodaje bezlitośnie Nuadu.


Mabon po ostatnich szamańskich eksperymentach zachowuje się bardzo dziwnie. Nuadu się troska:
- Czy ona coś jarała? Zioła jakieś?
- Dajcie jej jakiś majeranek! Niech pali zamiast ziół… - zaczyna Montcort.
- Nie dawaj jej majeranku, bo natrze nim konia i zeżre!
- Znając życie - wzdycha Montcort - to będę miał pecha i mojego zeżre!


Półnagi Montcort został zbudzony w nocy, ponieważ do obozu zbliżają się ryboludzie i zaraz może dojść do walki. Fox zastanawia się na głos:
- Jaką klasę pancerza mają gacie? Tylko bez żartów, czy z przodu, czy z tyłu!


Mabon odnajduje polanę pełną wielkich, lecz niegroźnych żuków. W okolicy są jednak ryboludzie. Montcort rzuca:
- Skubane ryboludzie, mają drony!


Ryboludzie przyszli polować na jedzenie, którym okazały się właśnie te gigantyczne, latające żuki. Fox snuje wizje lokalną:
- Żuki zrywają się do ucieczki, jeden woła: “Janek! Zajebali Janka! Kurwie syny!!! Macieeeek! Uciekaj! Mają oszczepy!”


Drużyna rozbija obóz następnego dnia. MG opisuje i przejęzycza się:
- Zjedliście Mabon…
Nuadu dodaje sentencjonalnie:
- Nosił wilk razy kilka…


Na śniadanie bohaterów czeka rarytas: pieczony pancernik! Niestety trzeba się nim podzielić z innymi. Montcort wzdycha:
- No dobra, daję Mabon kawałek tego Potiomkina.
- To była Aurora, bo samica! -  poprawia go MG.


Feste (jak zwykle) palnął coś głupiego. Dwóch członków drużyny równocześnie wali go z liścia w twarz. Ponieważ towarzyszy im młoda szlachcianka, Mabon oburza się na takie zachowanie:
- Nie wstyd wam? Jaki przykład dajecie panience?
- No co, bijemy czarnego, co w tym złego?
- Właśnie, niech się uczy!


Drużyna otrzymuje informacje o jakimś legendarnym, a jednocześnie strategicznym miejscu, w którym rozegrały się bardzo ważne wydarzenia, a które drużyna po prostu przegapiła. Montcort stwierdza, próbując pocieszyć resztę:
- Czyli dobrze, że nas tam nie było, bo wszystko byśmy popsuli?



Na pytanie, czy jest tu ktoś parający się magią, Montcort odpowiada:
- Mamy w drużynie kobietę czarującą…
- Ależ dziękuję, Montcorcie! - rumieni się Mabon, słysząc ten komplement.
- Nowa klasa w D&D: zamiast “Magic User” jest “Charming Woman”!



Keffar posiada jakieś ważne wiadomości, którymi znowu nie chce się podzielić z towarzyszami i strasznie kręci. Drużyna się niecierpliwi. Nuadu rzuca:
- Keffara od dziś będziemy zwać Panem “Może Później”.


Długa dyskusja na temat kolejnych działań drużyny trwa i trwa bez końca. Sesja się zbliża do końca. Feste się niecierpliwi:
- Może postawmy kropkę nad tą przydługą dyskusją...
Wszyscy odpowiadają chórem:
- PEDEKI?!


Wojna.
Wszyscy niecierpliwie czekali na powrót Mistrza Simeona, alchemika znanego z tego, że jego eksperymenty niekiedy kończą się pożarem. W końcu dostajemy informację, że Simeon wrócił i jest w mieście Maladom. Montcort się cieszy, znając wybitne umiejętności piromanckie alchemika:
- No to teraz na pewno Maladom nie padnie!
Simeon dodaje szeptem:
- Bo spłonie…


Feste deklaruje chęć pomocy:
- Ja chętnie pomogę. Ale tylko w nocy, bo wtedy mnie nie widać!
- Tak, a potem Montcort będzie cię szukał przez drugie pół nocy!


Montcort przekonuje napotkane centaury, żeby przydzieliły do jego oddziału 2 wojowników. Rzut udaje mu się świetnie, rzucił 12 na 2k6. Dostał 4 centaury, wyśmienicie przekonał przywódczynię centaurów, do której zresztą nie od dziś pałał źle skrywanym afektem. Dodaje więc z uśmiechem, po rzucie:
- To może ja ją jeszcze puknę?
Drużyna facepalmuje.


Zagadka: jak zabarykadować komnatę?
- Postawić wojownika Keffara w drzwiach i zamontować w nim dwa zawiasy. Nikt nie wejdzie.


Keffar tłumaczy, że ma kontakt z jakąś tajemniczą siłą i otrzymuje od niej tajne informacja oraz pomoc. Tłumaczy już to drużynie od roku i nie chce nic więcej powiedzieć oprócz ciągle powtarzanych trzech słów:
- Jest taka siła…
- Ale przynajmniej może ma jakieś imię? - niecierpliwią się towarzysze.
- No... - zastanawia się Keffar - Powiedzmy, że… Staszek.


Nasi bohaterowie przyjeżdżają pod miasto. Przy bramie tłumy ludzi, nie da się wjechać w obręb miejskich murów, a sprawa do księcia bardzo pilna. Nuadu zerka na towarzyszy i mówi do Montcorta z niewinną minką:
- No to co, nakurwiamy, czcigodny Lordzie Montcorcie?


Keffar stwierdza z przekąsem:
- Zaraz się okaże, że chodzimy cały sezon z oficerami wywiadu paezurskiego!
Montcort odpowiada, zerkając na Festego i Mabon, którzy mają za uszami w sprawie przekazywania informacji Paezurczykom:
- Przecież chodzimy! I to z dwoma!

- Oraz z namaszczonym paladynem Staszka. - dodaje Nuadu, patrzac na Keffara.


sobota, 1 lipca 2017

Na skrzydłach Rocranon: masoni, kefir i cała prawda o Krakowskiej Szkole Grania

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


Drużyna nocą podjeżdża pod wieś, w której zdaje się toczyć jakaś walka. Postaci podejrzewają, że grupa żołdaków pacyfikuje mieszkańców. Drużyna przygotowuje się do wkroczenia, Nuadu z Montcortem idą na zwiady, tymczasem szamanka Mabon zamyka oczy, nawiązuje kontakt ze swoim duchowym przewodnikiem-krukiem i wysyła go w ślad za własnymi zwiadowcami. MG opisuje wizję szamanki: - Szum wiatru w twoich uszach i uderzenia skrzydeł, lecisz nisko nad ziemią, przed tobą dwie ciemne, schylone sylwetki... Montcort bezlitośnie dorzuca: - Potem jedna z postaci wycelowała w kruka z łuku i wizja się urwała! Gracze dowcipkują sobie ze zdolności szamanki i jej duchowego opiekuna. Montcort tradycyjnie zaczyna: - Czułeś Nuadu? Jakaś mroczna obecność tu leciała... Leciała i krzyczała: Jeść! Jeść! Jeść! Mabon, chcąc ogłuszyć dziesiętnika wrogów, rzuca czar „Wygnanie duszy z ciała”. Wie, że jeśli uderzy, lekko tylko nim wstrząśnie. Niestety kości są nieubłagane, maksymalny wynik na obrażenia zabija żołnierza. Mabon wstrząśnięta stoi nad jego zwłokami. Montcort postanawia pocieszyć przyjaciółkę, ta przytula się mocno do niego płacząc. Montcort patrzy na dziewczynę i przypomina sobie o jej absztyfikancie: - Jakby mnie teraz Folke zobaczył, ale by mi wyjebał!
Wciągnięty w pułapkę oddział żołdaków został właśnie podpalony, a teraz jest gęsto ostrzeliwany z łuków, co nie do końca podoba się centaurowi o dźwięcznym imieniu Buga, który rwie się do walki i niecierpliwi się mocno, grzebiąc groźnie kopytem w ziemi. Centaur nachyla się nad ramieniem ukrytej za jedną z chat Mabon. - Dlaczego nie atakujemy, tylko siedzimy w tym ukryciu? - Lord Montcort nie wydał jeszcze rozkazu – wyjaśnia Mabon. - A kiedy Lord Montcort wyda rozkaz? – dopytuje się Buga. - Cierpliwości. Mija trochę czasu. Buga znów się niecierpliwi: - Czemu nie szarżujemy?! Montcort prosi koleżankę: - Mabon, przekonaj go, niech czeka! Mało sprytna Mabon, niewiele się namyślając, wyciąga coś z kieszeni: - Buga… kostkę cukru? Wszyscy truchleją z przerażenia. Centaur na pewno nie puści takiej obelgi płazem! Buga początkowo prycha gniewnie, otwiera usta… ale zamiast nakrzyczeć na dziewczynę, nachyla się do jej dłoni i zżera przysmak, chrupiąc z zadowoleniem, po czym z zapałem wylizuje podstawioną pod twarz dłoń szamanki.

Walka dzielnej drużyny wyglądała tak:
Po walce i gaszeniu pożaru spowodowanego przez miksturę zapalającą Simeona okazuje się, że powody nocnego poruszenia w wiosce były zgoła inne od tych, których spodziewali się bohaterowie. Montcort filozofuje: - Wyjdzie, że ich zajebaliśmy dla kasy, a my ich zajebaliśmy ideologicznie! Keffar idzie w sukurs przyjacielowi: - Tak! W samoobronie! Znaleziony poza wioską martwy rycerz odziany był w mistrzowsko wykonaną kolczugę. Taki kąsek nie mógł zostać pozostawiony luzem! Mabon postanawia przezbroić się, polepszając swoją ochronę. Kiedy odchodzi na bok przebrać się, nagle znajduje się wielu chętnych żeby jej towarzyszyć. Przoduje w tym Montcort. - Nie! No muszę iść z tobą! Pilnować cię! Przecież na moment będziesz w ogóle bez Klasy Pancerza! Drużyna dokonała bulwersującego czynu. Wyeliminowała cały oddział poniekąd sojuszników (a tak naprawdę zwolenników groźnej organizacji parareligijnej). Montcort już się cieszy na myśl, jak na to zareaguje jego przeciwnik polityczny: - Jak to usłyszy lord Guiosa, trafi go chujoza! Koledzy zainteresowali się bardzo strojem Mabon, miłośniczki dobrego jedzenia, a konkretnie jej starą, skórzaną zbroją: - Zbroja po Mabon… pachnie boczkiem… mmm… - Jak by tak ją do wody wrzucić, można by było rosół na niej ugotować! Mabon pisze list: ”Drogi Folke! Ależ dziś pracowity dzień! Zarżnęliśmy cały oddział sojuszniczych wojowników z zimną krwią! A co słychać u Ciebie? Tęsknię, Twoja Mabońcia XOXOXO" Montcor dodaje: „Aha, mam nową zbroję. Wiesz, opina mnie bardzo. Tak jak lubisz.” Keffar dorzuca bezlitośnie: „…zjem jeszcze pół świniaka i opnie mnie jeszcze bardziej!” Kolejna sesja. Jeszcze nie wszyscy gracze dotarli, więc bawimy się fajną tabelką z jednego podręcznika do RPG. Losujemy, jakimi zasadami kieruje się grupa najemników. Wychodzi, że są bardzo specyficzni, bo są gotowi na wzięcie pieniędzy w dowolnym momencie, nawet w trakcie bitwy, od dowolnej ze stron. Z drugiej zaś strony, kiedy bitwa robi się nieco zbyt ciężka, to też chętnie biorą… ale nogi za pas. Gracze pękają ze śmiechu: - To są jakieś kutwy bojowe! W końcu drużyna zaczyna się zbierać, ale MG postanawia sobie podworować ze spóźnialskich: - W sumie to już porozdawałem wasze PDki innym graczom, którzy przyszli punktualnie. MidMad oburza się na niby: - To cześć! – po czym trzaska słuchawką w Skype. - Taa. Krakowska Szkoła Grania… – podsumowuje Robson. Drużyna wypytuje okolicznych wieśniaków. Aby rozwiązać język jednemu młodzieńcowi, a także podziękować mu za usługę, gracze stwierdzają, że trzeba dać mu monetę, jednego kła. Zapada niezręczna cisza. Największe kutwy w drużynie mają najszybszy refleks. Keffar stara się wyglądać na mniejszego niż jest w rzeczywistości, a Mabon zaczyna: - Słysząc to, Keffar i Mabon pogwizdują i rozglądają się niewinnie po okolicy, zupełnie jak by nic nie słyszeli! Montcort również wykazuje się nadopiekuńczością co do swojej sakiewki: - A ja mam ukrywanie w lesie!
Mieszkańcy wioski patrzą nieufnie na drużynę, która się w niej pojawiła. Montcort uspokaja towarzyszy: - O ile nie rzucają spojrzeń po linii strzału z kuszy, jest OK.
We wsi, do której dotarła drużyna, jej członkowie, jako nigdy nie widziani przybysze, stają się prawdziwą sensacją. Mateczka Gardise podejmuje gości i odpowiada na pytania, ale celne komentarze rzuca Mistrz Heutlo, poważnie i zamożnie wyglądający mężczyzna. - A od czego mistrzem jest Mistrz Heutlo? – pyta Montcort. - Mistrzem kamieniarstwa – wyjaśnia MG. Mabon syczy do ucha towarzyszowi: - Maassssooooniii… Drużyna została poczęstowana przepysznymi specjałami z ogródka mateczki Gardise. Mabon zastanawia się nad ich smakiem: - Czy ja czuję jakiś dziwny smak w tym, co nam podali? MG odpowiada: - Jest inaczej niż jedzenie, które jecie w mieście. To ma więcej aromatu, świeżości. Prawdziwe jedzenie, bo w mieście, to wiecie... - Taa. Wszystko pryskane – wzdycha Mabon. W jej towarzyszy w tej samej chwili wstępuje diabeł: - Hy hy hy Simeon pryskał osobiście! - Błeee… - Ustami! I to wcale nie był kefir! - No tak, on nie brał kefiru w usta! - Keffaru…? Mabon z mocno zniesmaczoną miną patrzyła, jak przez wioskę przebiega tabun obleśnego bydła.
MG ogłosił przerwę na 5 minut i odszedł od komputera. Gracze od kilku dni namiętnie zagrywają się w pewną grę komputerową, więc jedna anonimowa graczka od razu pyta: - No to co, chłopaki, szybka partyjka w Minecrafta? MG po powrocie niby mimochodem informuje, że w jednym z licznych otwartych okienek na komputerze podczas sesji ma podgląd serwera do MC z informacją, kto i kiedy zalogował się do gry. Gracze teatralnie wzdychają z zawodem.
Mabon wyraźnie czuje pociąg do dzikiej natury Bugi, centaura który dołączył do drużyny całkiem niedawno. Kiedy Buga rzuca dość prosty i małośmieszny żarcik, Mabon od razu zaczepia go zalotnie, machając rzęsami: - Nie wiedziałam, że centaury mają poczucie humoru... Rumienię się po czym strzelam sobie w twarz, bo przypomniałam sobie o Folku [sympatia Mabon pozostawiona w mieście]. MG ma dużo roboty i wiele otwartych okien na ekranach monitorów, gracze korzystają więc z tego, że MG nie wszędzie może zaglądać. Nagle jednak Mid swoim komentarzem zwabia prowadzącego na czat Skajpa, gdzie dzieją się rzeczy wprost niegodne. Mistrz Gry karci Smartfoxa, na co ten reaguje: - Ej! Mówiłeś, że nie czytasz Skajpa! - No ale tym razem Mid mi podpowiedziała, że warto! Fox robi groźną minę w kierunku Mid, która odpowiada ze spokojem na twarzy: - EJ! PDki nie mają przyjaciół! Centaur Buga na chwilę oddala się od drużyny. Mabon niepokoi się jego przedłużającą się nieobecnością: - Idę poszukać centaura – wyjaśnia. - Poczochrać?! – koledzy dworują sobie ze słabo ukrywanego afektu Mabon do centaura. - No dobrze, idź poczochrać centaura. Ale nie nabieraj Keffaru w usta! Drużyna przepytuje rodzinę pewnego kamieniarza, który ledwie wiąże koniec z końcem. Mieszkańcy wioski wyraźnie ukrywają jakieś zdarzenia z dziejów wioski. Mabon dopytuje się o podejrzanego Mistrza Heutlo: - A co jego ojciec robił? Żona kamieniarza w końcu niechcący się wygaduje: - No, wiecie, jak wszyscy wojownicy… Rolnikiem był! Drużyna opuszcza wieś poganiana przez alchemika Simeona. Niektórzy protestują, bo jeszcze nie udało im dowiedzieć tego, po co przybyli. Simeon cierpliwie tłumaczy: - Wyjedziemy tylko na niby, zaczaimy się, a ja wypróbuję moje nowe umiejętności! Keffar zjadliwie kontruje, nawiązując do ostatnich fumblów Simeona przy rzucaniu zapalającymi pociskami: - A co? Nauczyłeś się w końcu rzucać?
MG niewinnie pyta się, jaki szyk przyjmuje drużyna, opuszczając wieś. W Montcorcie od razu włącza się instynkt samozachowawczy: - Przyszykowane wielkie tarcze, od góry zamknięty szyk typu „żółwik”, miecze w rękach, łuki napięte, w środku Simeon z dwoma miksturami ognistymi…
Dwójka zwiadowców nie chciała się poddać ścigającym ich członkom drużyny. W końcu jeden z nich wali się na ziemię, łapiąc się za krocze, w które solidnie przykopał mu Nuadu. Straszliwie obolały mężczyzna zostaje odtransportowany następnie do obozu, gdzie zajmuje się nim drużynowy medyk i alchemik w jednym. Mabon też chce być pomocna, jednak… - Kiedy Mabon dowiaduje się gdzie leży problem tego mężczyzny, czerwieni się i jednak odpuszcza. MG wyjaśnia: - Problem leży obecnie w rzece, bo zimna woda daje choć odrobinę ulgi.

niedziela, 25 czerwca 2017

Na skrzydłach Rocranon: z kamerą wśród centaurów (a może gibonów?)


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.



Drużyna na miejsce ma udać się podzielona na pół, bo Simeon ma jeszcze rzeczy do załatwienia w mieście, a Mabon jest umówiona na romantyczny wieczór z Folkem. Keffar decyduje:
- No dobra, wy jedźcie a ja was potem z nimi dogonię.
 - A ty co?! - dziwi się Montcort.
- No, chcę to zobaczyć!
 - Ale co ty będziesz tam robił? - pyta Nuadu.
- Będę pilnował, żeby Folke Mabon nie zbałamucił. - wyjaśnia Keffar.
- A ty myślisz, że po co on się z nią umawiał? - dopytuje się Nuadu.
Keffar zamyśla się na chwilę:
- No to w takim razie, jak mu będzie chujowo szło, to mu pokażę co i jak!


Stanął znów problem niewystarczającej liczby rumaków. Ostatnio drużyna pożyczyła dwa wierzchowce od Folkego, aby dostać się na wybrzeże. Mabon udaje zniecierpliwienie:
- No i co?! Znowu mam iść na żebry do Folkego?!
Keffar wzdychając po ojcowsku:
- No już dobrze, jak chcesz, to idź.

Nagle drużyna orientuje się, że w pierwszej grupie jest łowca Nuadu, strzelec i złodziej, a w drugiej szamanka, alchemik i drużynowy tank, Keffar. Pierwsza grupa nieco martwi się o to, że druga będzie musiała przebijać się w słabszym składzie przez dość niebezpieczne obecnie tereny. Nuadu oburza się:
- Ej! Ale tam tylko jeden Keffar jest wojem!
Keffar pobłażliwie odpowiada:
- No, szkoda mi was trochę, ale ten jeden raz jakoś będziecie musieli sobie dać beze mnie rady.


W środku bitwy, drużyna staje twarzą w twarz z ogromnym dowódcą ryboludzi. Ten podnosi wysoko uzbrojone łapy w górę i wydaje z siebie przeraźliwy skrzek, jednocześnie stawiając swoje grzebienie, aby wyglądać bardziej wojowniczo. Montcort objaśnia:
- Patrzcie! Rzucił nam wyzwanie! Chce walczyć honorowo. Zajebmy go z dystansu!

Drużyna zauważa, że potężny mag ryboludzi ma bardzo charakterystyczne szaty. Montcort stwierdza, naciągając łuk:
- Wiecie, czemu magowie są zawsze tak kolorowo ubrani? Żeby ich było łatwo trafić!

Mabon postanawia rzucić czar i zaczyna klimatyczny opis, jednak Montcort szybko dorzuca swój:
- Mabon inkantuje: “Udko z kurczaka, łyżka w cieście, zapierdolmy maga wreszcie!”

Oddział centaurów pomaga drużynie i jej oddziałowi wojskowemu w bitwie. Okazuje się, że wodzem centaurów jest kobieta. Mabon się cieszy:
- Ojej! Oni mają matriarchat!
- Chyba klaczariat - Montcort usłużnie gasi koleżankę.

Biedny Keffar, choć wyrwał się do przodu i szybko starł się z przeciwnikami, jednak bogowie kości nie byli po jego stronie. Pudłował straszliwie a tymczasem reszta drużyny rozprawiała się z ryboludźmi. Kiedy w końcu udało mu się porządnie zranić jedno ze stworzeń, dobijające trafienie z ukrycia zadaje drużynowy kuglarz. Keffar jest załamany. Montcort patrzy z niepokojem na przyjaciela:
- Feste, powiedz mu, spokojnie, jesteś już bezpieczny.
Feste odpowiada niewinnym tonem:
- Tak! My ciągle mieliśmy cię na oku, nic nie mogło ci się stać.

Graczom nie idą rzuty w walce i są z tego powodu bardzo smutni. MG stara się ich uspokoić, stwierdzając filozoficznie:
- Czasami rzuty wychodzą, czasami nie. Zobaczcie: mi wychodzą, a wam nie! - i tu wszyscy słyszą jego triumfalny, demoniczny śmiech.

Gdzieś w oku kamerki internetowej Mid pojawiła się druga osoba, która okazała się być jej siostrą. Pozostali członkowie drużyny przerywają granie i z ciekawością obserwują interakcje między siostrami. W końcu Mid wraca do gry nakładając na głowę słuchawki i ten moment wykorzystuje Fox.
- Mid. Masz taką ładną siostrę, a my znamy ciebie.


Montcort nie chce zabrać Mabon na spotkanie z centaurami, które nagle przyszły w sukurs ludziom w czasie bitwy z ryboludźmi. Jako powód podaje żartłoczność szamanki.Montcort wyjaśnia:
- Nie! Nie! Nie idziesz! Nie będę cię potem ściągał z zębami wbitymi w zad centaura!


Centaury są ludem żyjącym w zgodzie z naturą, odnosi się to również do faktu, że nie przykładają wagi do odziewania się, jeśli nie służy to ogrzaniu ciała. Pewien problem pojawia się kiedy Montcort staje twarzą w twarz z centaurzycą Shalimą. Młodzieniec mamrocze pod nosem:
- Patrz na twarz, patrz na twarz, patrz na twarz, nie możesz, nie możesz, nie możesz... A może?
Simeon go ruga:
- Ej no przestań! Ona by nawet nic nie poczuła!
Montcort odcina się, rozmarzony:
- Ona nie, ale ja tak...

Wieczorem przy ognisku wszyscy odpoczywają po bitwie. Centaury rozpoczynają swój rytuał. MG opisuje:
- Centaury wyciągają wielkie faje…
Simeon uśmiecha się w zadumie:
- Jeśli na tej imprezie centaury wyciągają faje, czas szybko wyciągnąć psi smalec!
Keffar wpada w popłoch:
- CHOWAJCIE SŁONIE!!!

 Feste chciał dać upust swoim zdolnościom artystycznym. Jaki był jego wkład we wzbogacenie kultury centaurów? W ramach dialogu międzyrasowego… narysował węgielkiem na jednym z ich zadów kutasa. Tak było.

Keffar widzi, że Mabon dostała padaczki po wypaleniu ziół, które miały jej pomóc komunikować się z duchami. Próbuje pomóc koleżance. Montcort, prawdziwy przyjaciel, studzi zapały kolegi:
- Zostaw, nie przeszkadzaj jej duchowi, którego próbuje wyzionąć...


Mabon ma srogą jazdę po ziołach. Gracze opisują:
- Nagle przez obozowisko przebiega jakiś rozmazany kształt z gołym tyłkiem, krzycząc głosem Mabon: GONI MNIE KUBUŚ PUCHATEEEEEK!
-  Znajdujesz Mabon jak jara gibona z centaurami - Fox przejmuje rolę MG - i mówi: “Ja wam mówię, patriarchalno-imperialne państwo ludzi to narzędzie opresji mniejszości. To okowy, którymi cywilizacja białego człowieka skuła na spracowane ręce ludu. No pasaran, kurwie syny!” Ma beret z czerwoną gwiazdą. Che Mabon!
Montcort po chwili wzdycha:
- Wiecie co? Wzięliśmy Mabon w odwiedziny do centaurów, a ona najarała się z lokalsami, zarzygała kwadrat i zrobiła porutę!


Nasz MG wymyśla ciekawe nazwy różnych miejsc. Pech jednak chce, że gracze za każdym razem je sobie źle kojarzą. W jednym z nich ma się wkrótce rozegrać bitwa. Niestety wieś “Dziurno” na samo wspomnienie powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu, a rzeka Rohacz została potraktowana jeszcze gorzej.

- Zobaczycie, kiedyś powstaną o tym eposy! Oblężenie Dziurna i odsiecz nad Ruchaczem!


piątek, 16 czerwca 2017

Na skrzydłach Rocranon: klasyka literatury i daltonizm bojowy


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.



MG zrobił mapkę, szczególnie zwrócił uwagę kolor jej tła.
Mabon stwierdza, robiąc aluzję do jego przydomka, który zdobył w dość wstydliwych okolicznościach:
- Keffarowi się na tej mapie podoba, że wszystko jest w BRUNATNYM kolorze.
Montcort dodaje:
- POSRANE to jakieś.
- Będzie się dobrze maskował... - podsumowuje Nuadu.


 Drużyna spotyka pewnego skrybę, który zadaje bardzo niewygodne pytania. Montcort postanawia odstraszyć wścibskiego urzędnika:
- Młodzieńcze, przydasz nam się w oddziale wojskowym!
- Młodzieńcze! Ja mam 42 lata! - protestuje skryba.
Montcort macha ręką i hojnie dodaje lat jednemu z kolegów:
- A Keffar - ma 70 lat.
- ...z czego 90 w legionach! - precyzuje po trollersku MG.
Skryba patrzy z niedowierzaniem na całkiem młodo wyglądającego Keffara. Towarzysze spieszą z wyjaśnieniem:
- U Ostrojczyków jeden rok liczy się jak trzy, tak szaleją!


Urzędnik nie dał za wygraną i wrócił po jakimś czasie, razem ze wsparciem znaczniejszego lorda. Mabon postanawia zaproponować plan z zatruciem dla gości wina środkiem przeczyszczającym.
Mabon do Montcorta:
- Mam podać to przyprawione wino?
- Coś bardzo złego we mnie mówi mi, że tak - uśmiecha się Montcort.



Mabon bierze udział w sekcji zwłok przyjaciela. Nie może się powstrzymać przed  płaczem. Mistrz Simeon stara się zwrócić jej uwagę.
- Mabon, twoje łzy padają mi tu...
Montcort nuci znaną piosenkę z dawnych lat:
- Twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem Simeon Alchemist!


Nuadu i Keffar stawiają czoła zmutowanym wrogom. Do pomieszczenia wpada potwór. Keffar deklaruje:
- Odwracam się i walę z całej siły!
- Ale jego czy Nuadu? - dopytuje się Simeon.
Montcort objaśnia towarzyszom:
- Keffar cierpi na tzw. daltonizm bojowy. Wali, kogo popadnie, nieważne czy wróg, czy przyjaciel.


Atak strasznie wyglądających istot trwa. Walki przenoszą się do domu jednego z mieszczan. Do środka wpadają i potwory, i wojownicy z naszej dzielnej drużyny oraz Feste. Właściciel domu stoi pośrodku izby i zalewa się łzami:
- Poootwooory w moim doooomuuuu…
Feste pociesza go:
- Spokojnie, ja tylko jestem czarny!


Gracze przypominają sobie, jak nazywał się pewien legendarny bohater, którego mityczne czyny mogą pomóc drużynie i dziś. Po sprawdzeniu notatek wiemy teraz z całą pewnością, że nosił on miano Roberta Dyleya, zwanego Deszczowym Dniem. Jednak kreatywność graczy nie zna granic:
- Jak on się nazywał? Deszczowy Krok?
- Nie, Burzowy Rozkrok!
W tym momencie MG uczynił wielki facepalm. Kompletnie nie wiemy, czemu.


Feste kolejny raz gdzieś zaginął. Drużyna trochę się martwi, Montcort boi się, że młodzieniec znowu nawywija jakieś figle, jak ten z kradzieżą artefaktu od pewnego lorda, ale Nuadu go pociesza:
- Wszystko jest w porządku. Nie było pożarów, tumultu, nikt nic nie ukradł, nikogo nie gonili…
- A czy pytaliście lorda Arnljorna, czy nic mu nie zginęło? - pyta się “troskliwie” MG z niewinną minką. Wszyscy łapią się za głowę, przeczuwając największe kłopoty.


Znajomość Mabon i Folkego jest coraz bliższa, coraz więcej też radości sprawia drużynie komentowanie tej zażyłości. Kiedy Mabon przed wyjściem na umówione spotkanie z mężczyzną postanawia powiadomić o tym Simeona, którego traktuje nieco jako swojego opiekuna, budzi to w drużynie zaciekawienie. Keffar jako pierwszy podejmuje temat:
- Idzie przed randką do naszego alchemika?
Montcort na to:
- Ani chybi chce jakieś dekokty.
- Mikstura dzień po? - podsumowuje Nuadu.

Mabon wyszła na romantyczny spacer z Folkem. Montcort się cieszy, pamiętając o żarłoczności koleżanki:
- Dobra nasza! Mabon nie ma, wykorzystajmy to! Simeon, wyciągaj najlepsze żarcie!


Emocjonalna rozmowa między Keffarem i Montcortem o tym, jak wiele wysiłku włożyła drużyna w obronę miasta Sotham. Montcort wspomina:
- ... i walczyliśmy! Ty! Simeon! Mabon!
Nuadu nieco chmurny z powodu pominięcia jego znaczącego wkładu w walki:
- O kolegach to się, kurwa, nie pamięta.


Feste okazuje się kręcić coś na boku i niebezpiecznie ma to coś wspólnego z jakimś wysoko urodzonym młodziakiem. Wszyscy odradzają mu kozaczenia i obawiają się tego, jakie może to mieć konsekwencje, najbardziej Lord Montcort.
- Jak mnie przez ciebie zmuszą do rezygnacji ze szlachectwa, to ci zrobię taką Chatę Wuja Toma, że przejdziesz do klasyki literatury na Argadach!


Paladyn Guiosa swoimi poczynaniami zasłużył na nieufność graniczącą z wrogością ze strony drużyny. Kolejne wieści, które docierają do uszu awanturników po raz kolejny podsycają tę niechęć, ale też pewną złośliwą satysfakcję. Montcort nie przebiera w słowach:
- Ten tępy chuj teraz zacznie wojnę z elfami i wtedy zrozumie, na czym polega przewaga guerilli nad oddziałami pancernymi w lesie!


Drużyna wspomina jedną z ostatnich walk, w której zrobiło się bardzo gorąco wobec przeważającej liczby przeciwników. Montcort stwierdza:
- Wygraliśmy ledwo, bo mieliśmy wąwóz z dobrymi prądami konwekcyjnymi, czyli Keffara i jego dwa topory!


Czas udać się w podróż. Montcort komenderuje:
- No to do roboty. Na słoń! Znaczy… tfu, na koń!

Montcort opisuje taktyki negocjacyjne swojego kolegi, widząc jak ten próbuje zdobyć informacje, płacąc monetą zwaną w tym świecie “kłem”:
- Kluczowy tekst Keffara: chcesz kła czy w kły?


Przed drużyną stoją ciężkie wybory. Różne wątki fabuły ciągną w różne strony i wydaje się, że niektórzy z graczy będą musieli pozostawić swoje obecne postaci na ich posterunku i zagrać kimś innym, aby dalej brać udział w wybranym przez resztę plocie. Montcort wyjaśnia:
- Nie ma sprawy. Zrobię sobie nową postać, ale taką, że nawet Feste mnie będzie nienawidził!
Mabon odpowiada niewinnie:
- Taką grasz teraz, może coś nowego?


Przy wielkiej mapie wojennej w komnacie miejskiego Arsenału stoją znaczniejsi wodzowie i radzą o możliwych scenariuszach rozwoju wojny. Montcort z ciekawością przygląda się rzeźbionym figurom, przedstawiającym stojące w polu oddziały.
- Jaką figurką jest nasz oddział?
- Taki wielki chuj! - rzuca od razu Simeon.
Montcort oburzony krzyczy:
- Ej!!!
- No co?! Taki wielki, że musisz go brać w obie ręce! - szczerzy się alchemik lubieżnie.


Drużyna wyrusza z powrotem w pole. Montcort proponuje, aby funkcję zwiadu objął Feste. Mabon oponuje:
- Czy ty zwariowałeś? A jak trafi go jakaś zabłąkana strzała?!
Montcort, znany ze swej wątpliwej celności, uspokaja koleżankę:
- Ej! Przecież nie będę do niego strzelał!


Sesja się przedłuża, robi się późno, a za niektórymi z nas ciężki tydzień, wyjazdy służbowe i zarwane noce. Nagle do uszu graczy dobiega miarowy odgłos.
- Kto tak chrapie?!
- To Parasit - odpowiada Fox - przeszedł w tryb postojowy.