piątek, 30 grudnia 2016

Obietnica: wybuchowy finał w kosmosie

MG: tsar
Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna). Ma partnera (biznesowego!) Waltera-chemika, który gotuje najlepszą metę na statku.
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza. Hobby: strzelanie w potylicę. Towarzyszy mu niepełnosprytny adiutant, Wowka, który ciągle pakuje się w tarapaty.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, żołnierz, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi. Ma za to awersję do węży.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono.



Dwie ostatnie w tym sezonie sesje Obietnicy obfitowały w kolejne bydłogenne wydarzenia...


Rossarian postanawia wyegzekwować zapłatę za ostatnią akcję od grupy szlachciców, których drużyna zawiozła na egzotyczne safari. Pojawia się kwestia formy płatności. MG podpowiada:
- Możecie dostać kasę w postaci chipa z zakodowaną na nim odpowiednią sumą…
- Może być cipa! - decyduje się bez wahania Rossarian. W tle słychać facepalmy reszty drużyny.



Drużyna dyskutuje na temat tego, do której ligi specjalistów się zalicza, po tym, gdy ktoś nazwał jej członków „trzecioligowymi patałachami”:
- Trzecia liga jest lepsza niż pierwsza, bo wyższy numer… czy jakoś tak… - poprawia sobie humor Rossarian.
- No oczywiście - potwierdza Marv ze znawstwem - przecież większy fun masz oglądając mecz piątej ligi niż pierwszej!
- Ja nie mam funu oglądając jakikolwiek mecz… - zwierza się Rossarian.



Okazuje się, że przed wylotem drużyny na misję na nowootrzymanym statku zwiadowczym konieczne jest zaliczenie szkolenia. Na statku pojawia się pewien podporucznik, który ma je przeprowadzić. Tyrvid jako kapitan statku postanawia działać z należytą powagą i wydaje rozkaz:
- Proszę rozłożyć materiały edukacyjne, panie Rossarian!
- Skrzynkę wódki? - pyta Rossarian - w takim razie wyciągam 4 flaszki!



Chwilę później okazuje się, że Rossarian potrzebuje skrzynki wódki na łapówkę dla kogoś na statku-matce, arkologii Invictus. Zwraca się do Marva:
- Z naszego statku będzie trzeba przywieźć jeszcze skrzynkę wódki…
- To spakuję drugą - odpowiada Marv ze stoickim spokojem.



Szkolenie trwa w najlepsze. Znudzony Rossarian zaczyna chrapać. Niezrażony niczym kapitan Tyrvid spogląda na szkoleniowca i mówi:
- Panie podporuczniku, proszę wydać lekarstwo kapitanowi Rossarianowi.
W tej chwili Rossarrian imituje dźwięk uderzających o siebie kieliszków.



Szkoleniowiec jest już wprawdzie trochę podłamany postawą drużyny, ale nie daje za wygraną i postanawia omówić kolejny temat dotyczący pewnego ważnego elementu misji w kosmosie.
- A teraz zajmiemy się abortowaniem, specjalistą od abortowania…
- Specjalistą od abortowania - wpada mu w słowo Rossarian - jest Wowka, trzy razy go abortowali i nie wyszło!
- No więc abortowanie misji… - kontynuuje szkoleniowiec, udając, że nic nie słyszał. W tej samej chwili niezbyt inteligentny Wowka staje na baczność i zaczyna deklamować:
- Tak jest! Melduję, że na początek próbowano abortować mnie drutem…



Po pewnym czasie drużynie udaje się upić szkoleniowca, który z westchnieniem daje za wygraną:
- W takim razie uznajmy szkolenie za zakończone.
Wtedy odzywa się nagle dotychczas cichutko siedzący dr Denver:
- To ja się zajmę materiałami szkoleniowymi! - po czym zaczyna zbierać flaszki z błyskiem w oku.




Tyrvid podpytuje, częstując szkoleniowca wódką i licząc, że może mu się uda dopisać nowe umiejętności do CV:
- To jakie jeszcze szkolenia pan prowadzi?
Rossarian wciela się na chwilę w rolę MG:
- Kilka godzin później mamy szkolenia z:
* hodowania roślin doniczkowych w 0G
* transportu welny nieczesanej, owczej, gatunek pierwszy
* produkcji biuteynów informacyjnych fabryki zabawek z Betelgeuzy
* higieny osobistej szkoły żeńskiej mniszek Bene Gesserit
Dr Denver dorzuca z zadowoleniem:
- A z tych ostatnich będą ćwiczenia praktyczne, w końcu będziecie czyści!

Nagłe braki w składzie drużyny spowodowały, że ciężko obsadzić stanowiska bojowe na statku „Renegat Ziame”, który zaraz czeka walka. Marv naciska na Rossariana, aby użył swojego adiutanta, ten cierpliwie mu odmawia, ale w końcu rzuca nieco podniesionym tonem.
- Po co przechodzimy do Wowki, skoro zaraz będziesz rozczarowany?



Z powodu braku odpowiednio wyszkolonych specjalistów zastanawiamy się nad tym, jakie umiejętności rozwinąć:
- Ktoś powinien wziąć „Gunnery”.
- Co? Galery? Przecież to statek zwiadowczy!


Trwa przykry maraton wyczytywania nieprzydatnych umiejętności Wowki. W końcu jego dowódca nieco się ożywia:
- O! Atletykę ma wysoką!
Marv lekko zapowietrzony rzuca:
- Ojej. Zrozumiałem „napletykę“.
Rossarian pewnie odpowiada:
- Napletykę też ma.


Przemyśleń na temat umiejętności ciąg dalszy. Drużynie brakuje chwilowo pilotów, więc jeden z graczy pyta:
- Czy ja nie mam specjalizacji na piloting?
- Nie - stwierdza MG.
- A jak masz to tylko na gównobusy! - rzuca bezlitośnie Rossarian wspominając czasy, gdy cała drużyna przez miesiąc karnie latała po flocie szambolotem.


Okazuje się, że celem statku jest uciekający dokądś myśliwiec aurorański. W graczach budzą się pewne obawy, co może oznaczać rozkaz z dowództwa, nakazujący unicestwienie myśliwca. Co przeskrobał i co zamierza zrobić pechowy pilot?
Rossarian zwierza się towarzyszom:
- To jak te historie z pilotami Ludowego Wojska Polskiego, co odrzutowcami uciekali na Zachód. Zawsze chciałem brać udział w czymś takim, ale naprawdę nie sądziłem, że będę takich ścigał i do nich strzelał.


Cała ekipa zastanawia się, czy działać zgodnie z otrzymanymi rozkazami, czy może wręcz przeciwnie. Rossarian, kapitan bezpieki, kabel extraordinaire, postanawia z pokerową miną rzucić niewinną aluzją:
- Nasz statek ma bardzo dużą załogę, nie wiadomo kto może donieść o złamaniu przepisów…
Spojrzenia wszystkich kierują się równocześnie na Rossariana, pamiętając skutki jego poprzednich donosów:
- Oczyyywiście, zupełnie nie wiadomo!


Czas nawiązać kontakt radiowy z „Invictusem”. MG pyta:
- Jaki jest identyfikator radiowy waszego „Renegata Ziame”?
Zapada niezręczna cisza. Rossarian próbuje ratować sytuację:
- Coś mi podpowiada, że „Chuj-ci-w-dupe-15”!
MG wzdycha, rwąc włosy z głowy:
- Wymyślcie coś.
Drużyna próbuje zwalić winę na nieobecnego kapitana statku:
- Tyrvid miał wymyśleć!
- Właśnie!
- Dobra, wymyślmy coś. Już wiem! - rzuca pomysłem Rossarian - TTP-13, Tyrvid To Pała. I numer 13, wysokość jego IQ. Wiecie, to taka sztuczka mnemotechniczna. Teraz wszyscy zapamiętają.


Do gry dołącza Tyrvid, prywatnie zajęty świątecznymi gośćmi w swoim domu. Gdzieś po kryjomu, w jakimś składziku na szczotki łączy się z nami przez komórkę. Niestety pojawia się problem kiedy dochodzi do rzucania kośćmi.
- Niech któryś za mnie rzuci, bo nie mam jak się połączyć z Roll20 - wyjaśnia.
- A nie masz analogowych kości? - pyta Rossarian - Po prostu rzuć nimi i podaj nam wynik.
Tyrvid natychmiast odpowiada z radością w głosie:
- A to rzuciłem 2!!! (krytyczny sukces na 2k12)
Jak zawsze uczynny MG disuje gracza:
- Wiesz... Chodziło nam o kości analogowe, a nie wyimaginowane.


Dyskusja o technikach wykorzystywania czujników, dzięki którym będziemy mogli wykryć uciekający myśliwiec. Fox wypowiada się ze znawstwem:
- Opierajmy się głównie o skanery pasywne, tak będzie najlepiej. Wiem, bo czytałem Toma Clancy’ego, Polowanie na Czerwony Październik…
- Co czytales?! - zdumiewa się MG.
- Ty tam bądź cicho, jak ja czytalem Clancy’ego, to ty czytałeś Musierowicz!



Marv wspomina dawne czasy:
- Tanya pracowała w kopalni. A ja w kopalni się obijałem.
- Znając jej celność - zaczyna chichotać Rossarian - to pewnie była STRZAŁOWYM!
- A skoro o strzelaniu mowa - kontynuuje temat Marv -  nie mówcie Tanyi, ze callsign tego myśliwca to „Snake 2”, bo nie trafi!

Ciężka walka w przestrzeni z myśliwcem idzie po myśli graczy. Statek przeciwnika obrywa raz po raz i zaczyna wyglądać to nieciekawie. U nas niestety też nieciekawie, bo nadal kitrający się gdzieś po kątach Tyrvid wpada w zasięg chrapania jednego z jego gości i w słuchawkach nagle mamy poważne zakłócenia. Gracze trochę się podśmiechują, trochę próbują znaleźć rozwiązanie i tylko Rossarian jest zupełnie spokojny:
- Oj, dajcie spokój! To daje klimat! To ciąg siada temu myśliwcowi!



Rozpoczyna się pościg za myśliwcem. Udało się trafić w jego działka, ale pilot nie daje za wygraną, maksymalnie przyspiesza i kieruje się ku stacji, najwyraźniej by ją staranować. Po kilku manewrach Rossariana za sterami i strzałach (celnych!) Tanyi, z myśliwca zostaje tylko obłok metalowych odłamków. Marv przygląda się mu i filozoficznie stwierdza:
- I tak się skończyła krótka kariera usługi „pizza w mniej niż rok świetlny”.

Statek zwiadowczy „Renegat Ziame” wraca na Invictusa. Zbliżanie statku zostało rozpoczęte. Przez radio płyną kolejne komendy z portu stacji:
- ... podejście na dok 6, podaj status zniszczeń.
Rossarian oburzony rzuca:
- Jakie zniszczenia?! Tu profesjonaliści się zajęli sprawą!
Tyrvid podsumowuje puentą znanego dowcipu:
- Wowka! Oddaj granat!


Drużyna układa się do snu. MG stwierdza:
- Tanya, dziwisz się, bo Marv dostał puchową poduszkę, a ty tylko karton pod głowę.
Rossarian prostuje:
- Ona to dwa kartony dostaje, jeden pod głowę, a drugim się przykrywa.


Tanya spotyka na Invictusie znajomych belterów. Rozgląda się i niestety nie znajduje między nimi tego, z którym spędziła intymnie czas na asteroidzie kopalnianym Esperi. Nieco zawiedziona, pyta retorycznie jednego z nich:
- Nie ma z wami Johnny'ego?
Belterzy kręcą głowami, Tanya smutnieje. Marv zatroskany nastrojem koleżanki, proponuje rozwiązanie:
- Możesz puknąć tego tutaj, a on przekaże Johnny'emu?

Tanya imprezuje na pokładzie District z belterami. Zanim dociera Marv z wielkim pudłem z zapasami alkoholu, jest tuż zdrowo wstawiona i wita się z nim wylewnie.
Tanya rzucając się na szyję Marvowi:
- Hej tatuśku! Co tam masz?
Marv odsuwając przyjaciółkę na bezpieczną odległość:
- Czekaj, czekaj! Bo mi karton „mniesz”.

Impreza się rozkręca, Rossarian zdążył dołączyć do towarzyszy, Marv rozprowadzić próbki swojego towaru, a Tanya - wypić co nieco, a także przyjąć inne środki rozweselające. Marv stara się zebrać załogę w jednym miejscu:
- Ej! Chodźcie tu! Chcę z wami pogadać, dopóki jesteście trzeźwi... a Tanya jest tania.

Rossarian z Marvem odbierają kamerę pewnemu reżyserowi-amatorowi, który właśnie kręcił igraszki kompletnie pijanej Tanyi z jednym z belterów. W sprawę zamieszane były wysokie czarne szpilki, pejcz i pentagram usypany z mąki. Nieważne. Reżyser wykłóca się, żeby mu natychmiast oddać kartę pamięci, ponieważ na tym nośniku ma jeszcze nagraną komunię córki, ale przyjaciele są niezłomni i zabierają mu całość. Następnego dnia rano, kiedy przeglądają taśmę, okazuje się, że są tam jeszcze nagrane figle reżysera z małżonką.
Rossarian rechocze:
- Ej! Sprawdźmy to! Może to jest dobre i można by zarobić?!
- Nie - rozwiewa nadzieje towarzysza Marv. - Ja to przeglądałem w nocy. Misjonarz, misjonarz, piesek, mycie, misjonarz. Daj spokój. Jeśli chodzi o jego filmik z żoną, to już komunia jest ciekawsza.
- No tak, przynajmniej jest tam więcej lasek!

Nadszedł czas na podsumowanie sesji i całego sezonu gry, przeglądanie kart i ekwipunku. Nagle Rossarian zadaje niewinne pytanie:
- Mistrzu, a ile Tanya ma punktów (umiejętności) na pejczu?
Tanya korzysta z okazji:
- O! Ja chcę dostać punkty na pejcz!
MG wzdycha z rezygnacją:
- Dooobra, dopisz sobie specjalizację do „Melee”...

Specjalne pozdrowienia dla Seji’ego, Ty już wiesz za co, huncwocie jeden ;)

piątek, 16 grudnia 2016

Obietnica: polowanie na lolcaty

MG: tsar
Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna). Ma partnera (biznesowego!) Waltera-chemika, który gotuje najlepszą metę na statku.
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza. Hobby: strzelanie w potylicę. Towarzyszy mu niepełnosprytny adiutant, Wowka, który ciągle pakuje się w tarapaty.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, żołnierz, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi. Ma za to awersję do węży.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono.



Któregoś dnia, nie mogąc doczekać się sesji, drużyna dogrywa pewne szczegóły. Na poprzedniej sesji pojawił się nowy NPC, kuzyn Tyrvida, któremu gotówki nie brakuje. Postacie oczywiście chcą go uwolnić od jej nadmiaru w sobie tylko znanych celach:
- Tylko najpierw musielibyśmy wziąć głupiego NPC na pokład… - rzuca Rossarian.
- No przecież Wowkę już mamy, a oni tak szybko giną…- podrzuca Marv.
- Nie potrzebujemy takiej osoby. Ten cały kuzyn Tyrvida może nam krzywdę zrobić!
- Nam krzywdę zrobić? Sami sobie damy radę! - odcina się triumfalnie Rossarian.



Zaczynamy sesję. Dużo kombinowania i liczenia punktów, bo to ostatnia chwila aby wydać zdobyte wcześniej punkty doświadczenia. Fox liczy w pamięci, męczy się strasznie i ogarnia temat w pocie czoła, w końcu zrezygnowany rzuca:
- Nie, no ja muszę sobie to zapisać.
- Patrzcie... Polonista liczy. - komentuje nasz jak zawsze miły MG.
- Ty dupo kostropata! - odcina się Fox - Widzisz? Przynajmniej jako polonista potrafię zgrabnie cię przekląć!
Mid podstawia pod kamerkę internetową swój elektroniczny kalkulator i z miną niewiniątka proponuje:
- Foxiu, chcesz?
- Daj spokój. - odpowiada Żuk - Za Foxa żona liczy nawet wypłatę.
- 1... 2... 3... dużo!... - Mid odgrywa “umiejętności” Foxa. Żuk się dołącza:
- Pięć palców być dużo!

Aspołeczny dr Denver rozmawia z pewną panią, która zaczepiła go w kosmoporcie. Kobieta chce najwyraźniej namówić go na jakiś szemrany interes, jednak po chwili orientuje się, że on zupełnie nie rozumie jej aluzji. Chce się więc wycofać z sytuacji, coraz bardziej się plącze w zeznaniach i coraz mocniej się czerwieni. Doktor oczywiście niczego nie łapie:
- Ja zupełnie nie rozumiem o co pani chodzi… ale uważam, że powinna pani zastosować jakiś preparat leczniczy, bo pani skóra jest wręcz chorobliwie zaczerwieniona!



Tyrvid ma poważny problem. Żaden z jego załogantów nie chce wstąpić do Floty, a ta naciska żeby wybrał sobie 1-szego oficera. W końcu postanawia podejść Tanyę podstępem.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia… - zaczyna Tyrvid.
Tanya szybko i niemal na jednym wdechu odpowiada:
- Jestem górnikiem, nie nadaję się do Floty!


Tyrvid po „koszu” od Tanyi postanawia połknąć ropuchę i wziąć na swojego pierwszego oficera Rossariana.
- To ja szukam Rossariana -  deklaruje Parasit.
- Ja jestem u siebie w kajucie. - odpowiada Rossarian.
- Tak. - rzuca Mg złośliwie. - Pastuje magnetyczne buty...
Denver dołącza się:
- ...od spodu.


Rossarian ma obawy co do propozycji złożonej przez Tyrvida, kapitana statku „Renegat Ziame”, zwłaszcza że funkcją tego pierwszego jest tu nadzorowanie czy kapitan jest wystarczająco lojalny wobec swojego narodu. Rossarian zaczyna:
- Panie Tyrvid, ja nie wiem czy ja mogę być pana pierwszym oficerem. Już jestem pana alter-ego jeśli pan wie o czym mówię?
- Owszem, czuję pana ciągle za swoimi plecami. - odcina się Tyrvid z miną niewiniątka.


Drużyna zastanawia się, skąd by tu wziąć pieniądze. Rossarian przechodzi do sedna sprawy i przypomina o ofercie zorganizowania „safari” dla grupy bogaczy, polujących na dzikiego kota:
- Jeśli  chodzi o zarobki… proponuję, żebyśmy polecieli na Mot i zapolowali na tego cholernego lolcata.
- Ładny mi lolcat...




A tak wygląda ten „cholerny lolcat”, aka rocratt, 160 cm w kłębie, 280 cm długości.
Szczęki o nacisku BFQ równym 137...



Kiedy okazuje się, że otwarte w znanej restauracji „Pod palmami” piwo, aksamitnym, namiętnym kobiecym głosem zachęca aby go wypić, graczy ogarnia głupawka. Pomysły są coraz dosadniejsze. Rossarian puszcza wodze wyobraźni:
- Brakuje tylko lizaka, który mówi „Ooooo, poliż mnie”.
- Koniecznie głosem dr Denvera! - rzuca doktor, napotykając zdumione spojrzenia towarzyszy. - No, wiecie, jak byłem młody, to dorabiałem jako student… Jakoś trzeba było zarabiać na studia, nie?


Bydła już nie dało się powstrzymać. Kiedy przed postaciami stawiane są drinki z bitą śmietaną, pod wiele znaczącą nazwą „Mt. Everest”, komentarze sypią się garściami:
- Mt. Everest? Oho, zaraz usłyszymy: „Będziesz szczytować!”
- „Wejdź na mnie!”
- „Zdobądź mój szczyt!”
Niezrażony niczym MG zaczyna opisywać wygląd drinków:
- Drinki wyglądają prawie jak lody z bitą śmietaną… - zaczyna.
Rossarian rzuca w popłochu:
- Z bitą śmietaną? NIE JEM TEGO!!!
Pozostali się jednak skusili. MG bardzo wyraziście opisuje doznania smakowe. Postaci upajają się smakiem, aż wreszcie ktoś nie wytrzymuje:
- … I po zębach czuję jak zapierdalają Szerpowie z Hillarym!
- Jest jeszcze polska wersja z wódką! Nazywa się Baca na Rysach...
- Tak! A tam lachony w szpilkach na ścianie!

Bliska przyjaciółka Tyrvida, Naomi, wymusza na nim, żeby pokazał jej statek, którym będzie latać. Po wejściu na pokład, dziewczyna rozgląda się i mówi:
- Fiu fiu… Myślałam, że jest większy… ale i tak robi wrażenie.
Rossarian, znając stopień zażyłości Tyrvida z koleżanką, rzuca do niego:
- Już drugi raz to słyszysz, prawda?


Naomi z ciekawością ogląda wszystkie zakamarki i poznaje całą załogę, która chyba za wszelką cenę chce zrobić obciach Tyrvidowi, zachowując się wielce osobliwie. Tyrvid tłumaczącym tonem wyjaśnia przyjaciółce:
- To samo najlepsi specjaliści, najwyższej klasy! Niestety sami autystyczni…


Załoga idzie na proszoną kolację na najlepszym pokładzie Arkologii Invictus. Niestety Tanya nie bardzo ma co ubrać. W szafie wybierać może między poplamionym smarem kombinezonem, a jeszcze bardziej poplamionym smarem kombinezonem. Rossarian załamany rzuca:
- Dziewczyno! Ty nie masz jakichś normalnych ubrań?! Jak ty będziesz wyglądała? Weź przynajmniej żałobę spod paznokci usuń!
Tanya zniesmaczona odpowiada:
- Żebym potem znów musiała nową warstwę smaru nakładać?


Dziewiczy lot „Renegata Ziame” pod nową załogą ma służyć działaniu poszczególnych systemów, w tym również uzbrojenia pokładowego. Siedząca przy komputerze gunnera Tanya pudłuje przy pierwszej próbie zniszczenia kosmicznej bryły lodu. Denver od razu zauważa okazję, by nawiązać do pewnej dawno zapomnianej walki:
- Mówię wam. Jak napotkamy kosmiczne węże, to mamy przejebane…


Lądujemy na księżycu Mot, znanym nam nie od dziś z dwóch poprzednich, nienajszczęśliwszych wizyt. Rossarian wzdycha filozoficznie:
- I znów przylecieliśmy na Mot. I znów zmienimy bieg historii
- Do trzech razy sztuka! - odpowiada Tanya.



MG opisuje sytuację:
- Przylatujecie do dżungli, w pobliże góry wskazanej wam przez lorda. Góra nazywa się Coxand Mountain.
Wyposzczony Rossarian dopytuje się:
- Cocksuck mountain?      



Nadszedł czas na safari. Drużyna zostaje na pokładzie statku i ma czekać na powrót szlachty z polowania. Rossarian, oficer bezpieki, wykazuje jakieś minimum ludzkich odruchów (czyt. robi sobie dupochron) i pyta wyruszających na wyprawę myśliwych:
- Na pewno nie chcecie żadnej pomocy?
- A co, chcesz jednak z nami iść, żałujesz? - pyta lord, który wynajął drużynę.
- Nie, ja jestem przyzwyczajony do strzałów w potylicę, a nie do zwierząt…
Zupełnie nie wiedzieć czemu, po drugiej stronie komunikatora zapada nagle niezręczna cisza.



Statek „zaparkowany” w dżungli księżyca Mot oblazły jakieś dziwne stworzenia. Pałąkowate ciało i sześć kończyn wyglądają jakby zostały splecione z gałęzi grubości nadgarstka dorosłego mężczyzny. Kiedy jedna z istot zaczyna się wspinać po płozie statku, Tanya nie wytrzymuje. Razem z Rossarianem wygarniają do stworzenia z laserowych karabinów, rozwalając je w proch i pył. Tanya, spluwając, rzuca przez zęby:
- Pierdolone Enty! Co z nimi robimy, Rossarian?


Polująca w dżungli szlachta, pracodawcy załogi, obiecujący sowitą zapłatę po powrocie, wpadają w srogie kłopoty. Przez radio słychać nawoływania o pomoc. Wygląda na to, że mogą nie wyjść z tego cało, mimo że statek leci już im z odsieczą. Rossarian nagle zdaje sobie z czegoś sprawę i wściekły na siebie wali otwartą dłonią w czoło.
- Kurwa Mać! Note to Myself! Następnym razem przelew przed akcją!


Rosssarian wkurza się, że ma niską umiejętność gunnery, niższą niż znana ze swojej „celności” mutantka Tanya. Puszczają mu nerwy:
- Dobra, ty pomyłko genetyczna, weź sobie to gunnery! Jak będziesz strzelać, to laser się zakrzywi i trafi z powrotem w nasz statek! To już lepiej żeby robot kamerdyner Tyrvida siadł przy dziale!
- No tak - odpowiada ze stoickim spokojem Tyrvid - on przynajmniej trafi w tego węża…



Rossarian w końcu nie wytrzymuje i zaczyna krytykować niemal nieludzki, analityczny sposób bycia doktora, którego bardziej interesują podejrzane eksperymenty medyczne niż życie pacjentów:
- Panie doktorze, pan to by tylko kroił mięso... pan się zachowuje jak aspołeczny psychopata, badał się pan na Aspergera może?
- Nie… - odpowiada zdumiony doktor z pokerową twarzą - Ale przecież mam kwalifikacje… to wszystko w porządku!
  

Polowanie kończy się nienajlepiej dla zblazowanych myśliwych. Dwóch z nich rozszarpały dzikie zwierzęta, a trzech, poranionych, z cudem uszło z życiem. Doktor bierze najciężej rannego na stół i operuje:
- Usunięcie palców jednej ręki, amputacja kończyny, resekcja jelita… ale będzie żył. - mówi z dumą po zakończonym zabiegu.
Rossarian, który parę minut wcześniej wytykał doktorowi aspołeczność, wzdycha:
- Weź go dobij.