poniedziałek, 24 września 2012

Pokłosie wiatrów Lady Blackbird

Ciąg dalszy buchających parą przygód drużyny ani trochę nie podobnej do załogi Firefly...


MG: 3Jane
Postacie:
Kapitan Cyrus Vance - Smartfox
Pierwszy oficer Kale Arkham - Żaku (Snargle stał się passe, więc go zeNPeCowaliśmy.)
Natasha Syri/Lady Blackbird - MidMad



Dla przypomnienia na początku sesji opisaliśmy postacie.
Kapitan Cyrus - wygląda oczywiście jak Mal, kapitan z "Firefly".
Kale Arkham - pierwszy oficer, młody Han Solo.
Lady Blackbird - wygląda jak... Inara Serra ("Firefly").
A goblin Snargle... - "Oczy ogólnie błękitne, ale wodniste, wiecie... kolor rozwodnionego denaturatu, jak klasyczny szkocki mechanik na statkach kosmicznych...", opis wg Smartfoxa (C).


Powietrzna ośmiornica oplotła statek mackami. Lady Blackbird postanawia otworzyć bulaj i rapierem zrobić z najbliższej macki sushi. MG uświadamia graczy co do powagi sytuacji:
- Robiąc to Lady Blackbird musi wystawić się na działanie niebezpiecznych wiatrów!
Gracze, wspominając poprzednią sesję, oczywiście zaczęli chichotać.


Smartfox zastanawia się nad tym, jak walczyć z niebezpieczną bestią:
- A jakie znacie sztuki walki? Bo ośmiornica zna Krav Macka.


Naomi wstrząśnięta tym, co widziała w kajucie Snargla (a widziała tam same obrzydliwe rzeczy), zielenieje.
- Snargle, przynieś szklankę wody dla Naomi. - żąda Lady Blackbird.
Snargle przynosi szklankę wypełnioną do połowy.
- Ale dlaczego tylko pół szklanki?
- Bo do kranu nie sięgam, a w toalecie nie było więcej...


Czas przybić do portu Haven. Cyrus zastanawia się nad wydatkami.
- Czy w tym porcie zedrą z nas skórę?
- No, i to nawet literalnie. - wyjaśnia MG. - Chyba, ze jesteś goblinem, wtedy nazywa się to peeling.



Panu Kapitanowi Cyrusowi niezbyt uśmiecha się wizyta na Haven, z powodu...
- Właśnie - pyta MG - z jakiego powodu nie chcesz przylecieć na Haven?
- Z powodu balu... dobroczynno-maskowego. - wyjaśnia skruszony Cyrus. - Znaczy, ja miałem maskę, a oni dobrze mi czynili oddając mi swe złoto.



Cyrus i Kale wspominają swoje stare piracko-złodziejskie wyczyny:
- A pamiętasz jak buchnęliśmy Klejnot Przestworzy z banku rodu Blackbird?
- Klejnot Przestworzy?! - dziwi się Lady Blackbird. - To był mój posag!


Po dniu wypełnionym walką z ośmiornicą i niesterownym statkiem (dosłownie - zamiast zniszcoznego przez ośmiornicę steru drużyna musiała użyć drzwi od kilku kajut), kapitan zdjął buty i położył się na koi.
- Gdy Lady Blackbird zapuka do kapitana, to on jej otworzy w śmierdzących skarpetach?
- Kapitan nosi onuce. - wyjaśnia Smartfox.
Tu następuje dyskusja na temat śmierdzenia skarpet i onuc, której w trosce o zdrowie psychiczne oraz estetykę bloga, nie zamieszczę ;)
- Jesteście obrzydliwi!
 Po długiej i wzruszającej rozmowie Lady z Kapitanem, który skrycie się w niej podkochuje, a właśnie dowiedział się, że Lady B. ma innego absztyfikanta...
- Lady Blackbird wraca do swojej kajuty i chlipie w poduszkę.
Kapitan nie chce być gorszy: - Leżę na łóżku i smarkam w onucę, ale świeża! Lepiej się w nich nogi trzyma!



Statek "Puchacz" znany jest wszystkim stróżom prawa, którzy z resztą obecnie go poszukują.
Gdy statek zbliża się do portu, kapitan wydaje rozkaz:
- Przystąpić do maskowania okrętu!
Lady Blackbird przygląda się procedurze z zaciekawieniem, gdyż wie, jak ciężko zamaskować takie charakterystyczne statki, jak "Puchacz".
- Sir, yes sir! - Odpowiada Kale i zaczyna kręcić korbką umieszczoną na mostku. W tym samym momencie tabliczka na burcie z nazwą statku przekręca się, zmieniając nazwę na inną, niewidoczną dla oczu Lady B....
Kapitan Cyrus, pełen powagi, otwiera barek (na mostku!) i ubiera na głowę czapkę z wygrawerowaną nową nazwą statku...
Snargle zbiera z konsoli wypchaną sowę i zamienia ją na wypchanego chomika tasmańskiego, po czym sam porasta sierścią. Lady Blackbird ma nagle złe przeczucia.
- Niezidentyfikowany statek, witamy w porcie Haven. Zidentyfikuj się.
Snargle włącza mikrofon i piskliwym głosikiem melduje:
- Statek "HMS Zawszały Chomik" prosi o zezwolenie na przycumowanie w porcie!
Lepszego maskowania Lady Blackbird nie widziała w całym swoim życiu. Oczywiście statek nie został wykryty.
Kapitan Cyrus wymyślił jednak sposób na lepsze maskowanie:
- Następnym razem jak Snargle obrośnie sierścią, pozostałe 9 goblinów okrętowych musi się zamienić we wszy!


Lady Blackbird w końcu wyjaśnia, dlaczego ucieka z domu rodzinnego.
- To przez hrabiego Carlowe. Chcieli mnie wydać za niego za mąż. A on jest stary, brzydki... i śmierdzi!



- Aaaa... - kojarzy Cyrus. - pamiętam hrabiego Carlowe. Ukradłem mu kiedyś to i owo. Faktycznie, pamiętam, że był stary, brzydki i śmierdział!

MG opisuje.
- Hrabia Carlowe może i jest brzydki. Ale za to ma największe gorzelnie w Elizjum!
- I dlatego tak śmierdzi... ziemniakami. - podsumowuje Lady Blackbird.


C.D.N.


czwartek, 20 września 2012

A gdyby Firefly był steampunkiem...

Firefly + steampunk = Lady Blackbird.
Proste równanie, nie ma nad czym dyskutować, więc przechodzimy do rzeczy :)


MG: 3Jane
Postacie:
Kapitan Mal... errmm... Cyrus Vance - Smartfox
Pilot Wash... tzn. Snargle, zwinny goblin - Żaku
Inar... literówka, miało być: Natasha Syri/Lady Blackbird - MidMad



Ponieważ sesja była rozgrywana na Skype, zaczęliśmy od standardowych zapewnień:
- Jak będzie coś słychać dziwnego, znaczy że to moje dziecko. Albo mój kot.
- Jak będzie słychać chrupanie - znaczy, że jem.
- Jak będzie słychać siorbanie - znaczy, że piję.
- Jak będzie słychać chrapanie - znaczy, że śpię... - rozbrajająco oświadczył na koniec Żaku.


Na początku bardzo zestresowaliśmy się, gdy jeden z graczy przypomniał:
- Pamiętajcie, wszystko, co powiecie, może zwrócić się przeciwko wam...
- Terror XXI wieku: Twój tekst znajdzie się na facebooku!


"Puchacza", statek, którym lecieli gracze, złapały wojska Imperium. Całą załogę zamknięto w brygu, za kratami. Postacie zastanawiają się, jak uciec. Goblin Snargle, mały, sprytny, pokurcz mogący zmieniać kształty, próbuje się wydostać z więzienia.
- My tu gadu-gadu - zaczyna Cyrus - a Snargle nam przecieka na zewnątrz!
- Że też on może się wcisnąć, gdzie chce - konstatuje Natasha. - Zaraz, on się wciska na zewnątrz...
MG znajduje odpowiedni czasownik i mówi do Żaka:
- Rzuć, aby się wycisnąć!
- Ale ja się tam wydrapuję! - wyjaśnia fachowo Snargle.
Tymczasem Cyrus motywuje swojego pierwszego oficera (NPC) do otwarcia zamka w drzwiach.
- Kale, szybciej otwieraj te drzwi, zanim Snargl calkiem przecieknie!

W korytarzu pojawiają się dziwne bestie, a la potwory z Riddicka. Dorodny potwór wygląda następująco:

Oczywiście chodzi o tego z lewej, ten z prawej to jakiś nołłan, który załapał się do zdjęcia.


Cyrus zastanawia się, jak walczyć z taką groźną bestią strażniczą nie posiadając broni:
- Czy w akademii mnie uczyli jak takie stworzenia się zabija?
- Nie.
- To wypi***am mu kopa!

Snargl zaskakuje wszystkich swą wiedzą na temat standardowych procedur w więzieniach:
- Snargl, skąd znasz procedury więzienne imperium?
- Bo oczywiście często byłem zamykany jako wiezień imperium!


Kale znany jest z tego, że posiada zdolności magiczne, które jednak nie zawsze działają.
- Kale - przypomina delikatnie Cyrus - A pamiętasz jak chciałeś zapalić światełka na choince czarem?
- Tak - wtrąca się Snargle w obronie Kale'a - Spłonęła choinka, ale światełka były!
- Ale prezenty tez spłonęły! - ripostuje Cyrus.
- Przynajmniej przetestowaliśmy system ostrzegania i gaśniczy na statku. - odpowiada Snargle.
- A za cygara do dzis mi nie zwróciłeś! Bardzo drogie były! - Cyrus przypomina, co znajdowało się w jednym z prezentów.


Naomi (NPC), ochroniarka Lady Blackbird, pochodzi z dalekich krajów. MidMad opisuje, dając pole do popisu naszej kosmatej, brzydkiej, niepoprawnej politycznie i niecenzuralnej wyobraźni:
- Naomi jest ciemnoskóra, umięśniona, ma krótkie włosy splecione w dredy...
- I ma kość w nosie?
- I miotłę w tyłku!
- Chyba w twoim...



Drużyna, przebrana za żołnierzy, postanawia się wmieszać się w tłum.
- Tak zrobimy!
Wszyscy patrzą na Naomi, której pomysł się nie spodobał.
- Powiemy, ze Naomi jest z Legii Cudzoziemskiej!



Kapitan Hollas, dowódca statku imperialnego, kojarzy Cyrusa z czasów, gdy ten okradł go, zabierając m.in. szkatułkę kosztowności, z jego statku flagowego. Cyrus wspomina z nostalgicznym uśmiechem:
- Tak, ukradłem szkatułkę, którą wymieniłem na paliwo do statku...  wziąłem też pudełko pewnych cennych cygar... - W tym momencie Cyrus piorunuje wzrokiem Kale'a.



Tłum spanikowanych żołnierzy usiłuje opuścić statek w bardzo niezorganizowany sposób. Drużyna zostaje rozdzielona. Tłum napiera i próbuje zadeptać Lady Blackbird, której odcięto drogę ucieczki na "Puchacza", wzywa wichurę i magiczne tornado, by rozgonić żołnierzy. Inne postacie są oszołomione tak potężną manifestacją mocy.
MG decyduje: Dostajesz PD  w ramach tego, że rozwaliłaś żołnierzy swoimi wiatrami...
Wszyscy oczywiście zaczynają rechotać.
- To byl taki maly arystokratyczny bączek... - podsumowuje Cyrus.
- Ja to mam mały talent, ale za to mój ojciec... - zwierza się Lady Blackbird.
- Tak, słyszałem o nim - mówi Cyrus. - Ma ksywę "Sarin"...
- Wiatry Lady Blackbird - lepsze, niz Deszcze Castamere.



Ucieczka udała się! Dostaliśmy się na "Puchacza". Wchodzimy na nasz statek, a Cyrus z powagą w głosie mówi do pilnujących go żołnierzy:
- Przepraszam, na statek, służbowo.









MG opisuje:
Kapitan Hollas pokrzykuje w tubę do swojej załogi: "Szybciej, szybciej!"
- To ja go tez w tubę! - stwierdza Cyrus.


Smartfox postanawia efektownie zakończyć sesję, która była pełna niespodziewanych zwrotów akcji:
- Sentencjonalnie trzeba zakończyć przysłowiem: Jak ktoś ma pecha, to mu się palec złamie w ... Albo dobra, nieważne...


C.D.N.


PS. Linki dla ciekawskich:
- oficjalna strona Lady Blackbird,
- APka z sesji autorstwa Smartfoxa.

piątek, 7 września 2012

Bardzo Stare Wary, czyli przygody wesołych padawanów, część 2

W dzisiejszym odcinku - ciąg dalszy przygód niesfornych padawanów w czasach Starej Republiki.


MG: Funio
Postacie:
Wookie o imieniu Jarrwarrr - Seji
Khall, padawan rasy Zabrak - Nelek
Twi'lekanka La'sara Fortuna - MidMad
Kaldoranin Kim Long - Tarquill

Gdy już zeżarliśmy ciasto, paluszki, ciasteczka, chipsy i wyżłopaliśmy dziwny napój do złudzenia przypominający, zarówno wizualnie, jak i smakowo, skrzyżowanie ludwika z... ludwikiem (no dobra, z czymś innym, ale wstydzę się napisać), postanowiliśmy jednak zagrać w kontynuację przygód bardzo młodych i niedoświadczonych padawanów.

Po 1,5 godz. usiłowań, by rozpocząć sesję, Funio zastosował nietypową strategię:
- Ale dlaczego w ogóle się na sesję umówiliśmy? Gdzie flaszka?
Flaszki nie było, więc jednak postanowiliśmy grać.


Na początek MG zaczął przypominać nam, co stało się na poprzedniej sesji.
- Przylecieliście na planetę Qatar, na której są bardzo ważne dla Republiki złoża pewnego rzadkiego minerału...
- Zaraz zaraz, a jak się ci tubylcy nazywają?
- Qatarzy.
- Ci heretycy?!
 
W chwilę później Seji zabłysnął  pogrążył się ponownie.
- Mówisz, że jest to odległa planeta, z rzadkim minerałem, mieszkają na niej kotowaci tubylcy, na pewno błękitnoskórzy, na planecie rośnie wiele gigantycznych drzew, które tubylcy otaczaja wielką czcią. To ten metal pewnie nazywa się "unobtainium"!
Funio w tej chwili zaczął mentalnie ostrzyć maczetę.


Gracze postanowili udobruchać MG swą dobrą pamięcią zdarzeń z poprzedniej sesji:
- Polecieliśmy na tą planetę w misji republikańskiej z senatorem... Zaraz, jak się on nazywał? Ord Mantell?
- Wiem, wiem! Ord... Old Spice!
Senator nazywał się oczywiście Ord Cantrell. A MG nas okropnie znienawidził.
 

Seji próbuje wczuć się w postać swojego padawana, Wookie postanawia zagłębić się w filozoficzne rozważania w następującej kwestii:
- Czy do mieczy świetlnych są szlifierki świetlne?
Niestety kwestia ta pozostała otwarta.

Zniechęcony MG postanawia jednak prowadzić sesję. Nasze postacie rozgościły się na planecie. MG zaczyna opowiadać znużonym głosem:
- Po wylądowaniu odprowadzono was do kwater gościnnych.
- PEDEKI?! - wykrzykują wszyscy gracze zgodnym chórem.

MG prowadzi niewzruszenie dalej, w końcu to jego ulubione SW D20:
- Nastał ranek...
- Ile czarów sobie przypomniałem? - pyta Seji grający Wookiem, który nie ma żadnych mocy poza umiejętnością walki mieczem świetlnym.

Następnie, po kolejnych 100 offtopach, MG stwierdza:
- Przepraszam was bardzo, ale zejdę na chwilkę z tematu.


W końcu padawani postanowili wstać z rana, ogarnąć się i spotkać senatora.
- No to umyliśmy się. Udało się? - pytają gracze, chcąc w końcu poturlać kośćmi.
- TAK! - stwierdza Funio u kresu wytrzymałości.
- PEDEKI!!! - w końcu zrobiliśmy więcej, niż przez całą ostatnią sesję!


Jedna z kocich tubylczyń przyniosła nam kosz z owocami i dała go padawanowi z rasy Zabrak (z tej samej, z której pochodzi Darth Maul, więc miał dużo rogów na głowie). Jeden z graczy stwierdza, patrząc na owoce i kolegę:
- O, przyniosła jabłko dla jeża!


Wookie przygotowuje się do wyjścia.
- Zaprasowuję Mocą futro w kantkę.
- Nie zapomnij o goździku w butonierce!
- I pamiętaj, zły Force Touch boli przez całe życie!


Zaintrygowało nas (no dobrze, nie nas, tylko moich kolegów płci męskiej), jak nazywa się piekna kocia tubylczyni. Funio objaśnia:
- Nazywa się Schizza.
- Może Schazza? I śpiewa w zespole Disco Pol... Quatar?
- Oj, to na pewno ma takie urocze ząbki?
- To kocia rasa - stwierdza z rezygnacją Funio, - To co ma mieć, fiszbiny?!
- A, to żywi się planktonem! - dochodzi do wniosku sprytny inaczej Wookie.


Senator Ord Cantrell odznaczał się niecodzienną tuszą. Jego przybycie na miejsce spotkania z lokalnymi dygnitarzami przedłużało się.Wookie pobiegł odnaleźć świtę senatora, jak najszybciej potrafił. W biegu wpadł na senatora. Okazało się, że ten... zaklinował się w dość wąskim korytarzu.
- Zaklinował się!
- Widzicie, jak cała świta pcha senatora. - opisuje Funio.
- To może Force Gripem go! - podpowiada jeden z padawanów, przypomnę, Jedi. Nie Sith.
- Nie no, lepiej Force... jak mu tam... Pull?
- Znaczy Pociągnięcie Mocy?
- To ja już go popchnę od tyłu - stwierdza Wookie z lubieżnym uśmiechem...
Dodam tylko, że senatora udało się uwolnić z krępującej sytuacji.


Wookie próbował komunikować się z kocimi tubylcami, ale mu nie wychodziło - mówił tylko w swoim języku.
- A w zasadzie, jak nazywa się język Wookieech?
- Łukasz! - wyjaśnia Seji.


Podczas ucieczki z miejsca spotkania po ataku zamachowca (mniejsza z tym, że miejsce przypominało plac w Dallas, a strzelec znajdował się w pobliskim budynku biblioteki), postanowiliśmy ewakuować senatora, i gonić zamachowca (a może ich było dwóch?). Wartka akcja, pościgi, skoki, wspinaczka, wszyscy z wypiekami twarzy włączają się do działania.
- Możesz wejść na budynek biblioteki po takich jakby pseudoschodach na zewnątrz - opisuje Funio.
- A czy po pseudoschodach można iść na nibynóżkach? - zastanawia się Wookiee.
W oddali zamuczało stado bydła.


Sytuacja się komplikuje, gdy zamachowiec - bounty hunter - zaczyna uciekać. Padawani postanawiają go gonić.
- Uważajcie, a co zrobimy jak wypadnie na nas dwudziestu Fettów...
- ... i jedEN pani Grażynka The Hutt?
- Znaczy, pani Grażynka The Hutt, plus jeden... ale +1 do sprzedaży warzyw! (patrz poprzednia sesja)
- I użyje na nas Śmiercionośny Atak Porem!
- I Onion Kick!

Mimo wszystko jakimś cudem przeżyliśmy tą sesję. Dziękujemy Ci Funiu, wspiąłeś się na szczyty wyrozumiałości i cierpliwości! ;)