piątek, 15 lipca 2016

Zew Cthulhu, czyli bydło modernistyczne

Wesoła drużyna znana z wybryków w świecie Rocranona postanowiła sobie zagrać w ZC Modern, kolejny raz udowadniając, że każdy z graczy potrafi odkryć nowe pokłady głupoty i nieleczonej trollozy.

MG: Smartfox
Postacie:
Guillermo González, meksykański deratyzator, nielegalny imigrant - Mijau
Derek Arslan, radiowiec o arabskich korzeniach - Parasit
James "Grouse" Murdoch, dziennikarz i miłośnik sportów ekstremalnych pochodzenia anglosaskiego - tsar
Maxymilian Clearwater, były żołnierz po przejściach, również o korzeniach anglosaskich - Żuk
Catherine Jones, czarnoskóra agentka FBI - MidMad


Nowy Jork. Drużyna skądś wytrzasnęła księgę, która wygląda jak grimuar opisujący dziwne wydarzenia bardzo podobne do tych, jakie dzieją się teraz w otoczeniu drużyny. Guillermo dorwał się do księgi. Mijau deklaruje:
Guillermo siada w McDonaldzie, czyta grimuara i siorbie szejka...
Ktoś mu znienacka przerywa, usłużnie korygując kolegę:
Raczej siorbie szejkowi!


Klimat jakby się ulotnił, ale niestrudzony MG opisuje dalej. Scena pełna napięcia. Morderca znów działa… a po chwili znowu odzywa się jakiś tajemniczy głos, gdy nadchodzi pora działania Guillermo:
Guillermo już obsiorbał szejkowi w McDonaldzie!
- To był szejk wysokokaloryczny!
- Kokosowy, z wiórkami i orzeszkami ziemnymi!
Jakimś cudem MG nas nie pozabijał za ten tabun bydła.


Napotykamy jakieś stworzenie, “wampira”, którego słabym punktem są kule i w ogóle obiekty o sferycznym kształcie. Gracze zastanawiają się, jak to wykorzystać:
Skombinujmy dmuchane  gumowe kule!
- Mamy jeszcze to dziwne chińskie pudełko…
- To ja biorę te kule....
- Te chińskie kule rozkoszy??!
Tabun bydła przebiegł przez Nowy Jork z donośnym porykiwaniem.

Derek Arslan bardzo mocno przeżył spotkanie z nadprzyrodzonym i dziwnymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w mieście, włącznie z brutalną śmiercią wielu osób na jego oczach. Aby odnaleźć spokój, zbliżył się do religii, nawet zaczął działać w organizacjach społecznych jako wolontariusz. Pozostali gracze dopytują się zaciekawieni, pamiętając o pochodzeniu etnicznym postaci kolegi:
Organizacje? Isis czy Al Qaida?
- Hezbollah!

Derek poszedł do galerii sztuki nowoczesnej w poszukiwaniu tropów nowej sprawy, na jaką natknęła się drużyna. Niestety nie zna się za bardzo na sztuce, a musi coś powiedzieć na jej temat osobie, którą spotkał. Wygłasza w końcu:
Urzekła mnie ta instalacja…
- Chyba Windowsa 10!
- Ty, to jest dobry tekst na podryw! “Cześć, skarbie, urzekła mnie twoja instalacja!”

Koledzy są pełni dobrych rad. Co tu dużo mówić, troskają się o bezpieczeństwo Dereka, reportera radiowego, w Nowym Jorku, gdzie wciąż pamięta się o zagrożeniu terrorystycznym:
Uważaj, Derek, jak cię złapią, że jakimiś kabelkami coś kombinujesz i wszystko nagrywasz, to cię nie potraktują jak białego, tylko jak terrorystę.
- Będą myśleli, że bombę podkładasz!
- Bombę to ja miałem dziś w pracy! - zwierza się nagle Mijau.
- Kaloryczną?
- Nie, placki ziemniaczane na obiad.

MG prowadzi fragment solowy sesji. Inni gracze wcale się nie nudzą, ale to wcale, więc postanowili dać znać o tym Mistrzowi w jakże zawoalowany sposób:



Guillermo wchodzi do opuszczonego budynku. MG buduje nastrój grozy, wszyscy siedzą zasłuchani:
Coś ci chrzęści pod stopami… wylinki jakichś insektów… Przyglądasz się im. Mają coś dziwnego...
- Czapeczki na głowach? - jeden z graczy nie wytrzymuje napięcia.
- Taaa, z dzwoneczkami… - wszyscy przypominają sobie, że Mijau gra w innym systemie postacią błazna.
- I CHUJ STRZELIŁ IMMERSJĘ! - wzdycha delikatnie zawiedziony MG.

MG odpowiada na pytanie zatroskanej graczki dotyczące orientacji przestrzennej:
Jeszcze grawitacji nie zaburzyłem!
- No właśnie... JESZCZE!!! - mówi nieco paranoidalnie tsar.
MG nic nie odpowiada, tylko dziwnie się uśmiecha.


Na kolejnej sesji drużyna ma wejść do dziwnego, opuszczonego i złowieszczo wyglądającego budynku. MG zadaje sakramentalne pytanie:
Ale czy jesteście pewni, że chcecie tam wejść?
- Tak! - odpowiadają gracze nerwowo.
- Ale do budynku pod którym numerem? - drąży MG.
- Chyba to był 488…
MG ukradkiem zerka do notatek i macha ręką, uśmiechając się przy tym złowieszczo:
A, zresztą to i tak nieważne, który budynek…


MG lubi bawić się emocjami graczy:
Zobaczcie sami: na pierwszej sesji wszyscy mieli tylko broń. Na drugiej sesji - macie magiczne pudełko i odbezpieczoną broń…
- To na trzeciej sesji pewnie się pojawimy z bazooką! - rozmarzył się Żuk.
W tym momencie odzywa się James:
Pst! Ja kupiłem od Ruskich w Syrii bombę kasetową! Nada się?!
Postać Żuka, Max, od razu się rozpromienia.


Bardzo służbista agentka FBI wciąż nabiera doświadczenia w służbie terenie. Gdy walczy z wrogiem, którego każdy kolejny ruch może zakończyć życie towarzysza, ona, w stresie, wykrzykuje: “Nie ruszać się!”, ze zdenerwowania nie wypala z broni. MG od razu wplata to w opowieść, wygłaszając z politowaniem taką kwestię:
Wyjątek z raportu agentki Jones: “Skierowałam na niego broń i głośno zażądałam aby się nie ruszał. Posłuchał nakazu…”
Naprawdę wróg oczywiście tego nakazu nie posłuchał… ;)

Drużyna rozmawia z NPC. Max, znany z zamiłowania do wszelakich narzędzi, szczególnie do swojego ulubionego młotka, w starciach z wrogami, mówi:
Mam nadzieję, że nie będzie ględził, bo inaczej dojdzie do ręko... młotkoczynów!
- Stop! Hammertime!

W piwnicy czaił się jakiś brutalny złoczyńca, który mocno poturbował Jamesa i jednego z NPC. Derek schodzi na dół po schodach i widzi obrzydliwe rzeczy. Psychika jego postaci jest ledwie stabilna po ostatnich niewytłumaczalnych wydarzeniach, więc Parasit rzuca ze stoickim spokojem, deklarując akcję swojej postaci:
Majty do wymiany!

Derek jest muzułmaninem. Sprawdzamy kalendarz, okazuje się, że dodatkowo osłabia go fakt, że nadszedł miesiąc postu:
Derek ma Ramadan, wiec się nażarł się w nocy.
- To wiecie, jaką on ma teraz supermoc?
- ???
- WIATRY!

Na koniec z wielkim trudem udało się nam zagonić całe bydło do obory.