piątek, 29 września 2017

Skrzydła Rocranon: osiołki, tajniki udanego małżeństwa i cała prawda o Staszku (nareszcie!)


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


A oto kwiatki z ostatnich sesji tego sezonu przygód na Rocranonie. Miłego czytania! :)


Książę Wanryk pisze list w warunkach polowych, prosi Festego o posłużenie za pulpit. Montcort rzecze z podziwem:
- Patrzcie, książę taki waleczny, ale meble też ładne dobiera. Teraz wybrał piękny hebanowy pulpit!

Montcort próbuje zabłysnąć wiedzą przy księciu:
- Księżę, a słyszałeś o wojnie miedzy dwoma mocarstwami, Paezurią i Argadami?
- Pewnie, że słyszałem. Wszyscy tu słyszeli.
Montcort (a raczej Fox) teatralnie wzdycha:
- Cholera. A już myślalem, że będą pedeki…


Montcort zaczyna demonstrować niezdrową ciekawość w kwestii sukcesji na Rocranonie:
- A w zasadzie to kto dziedziczy po Wanryku?
- No więc… - zaczyna MG.
- Zadałem złe pytanie - przerywa mu Montcort obcesowo - który jestem w kolejności do sukcesji?
- Osiemnasty.
-  No, z Keffarem to szybko pójdzie - uśmiecha się dotychczas prawy szlachcic z ulgą, że może skorzystać z usług wojownika.


Nuadu i Montcort wchodzą do pokoju szpiega, który mocno im podpadł. Gwałtownie otwierają drzwi:
- Dzień dobry, ktoś zamawiał wpierdol?

Szpieg, jak łatwo się domyślić, został pojmany i jest aktualnie przesłuchiwany przez drużynę. Niestety nie chce zdradzać żadnych sekretów. Montcort zwraca się do alchemika Simeona:
- Albo przygotujesz pentotal sodu, albo użyjemy keffaranu pięści.


Montcort zagaja do drużynowego trefnisia, chcąc uzyskać pewne informacje o tym, jak ktoś mógł się zachować:
- Słuchaj, Feste, bo ty masz doświadczenie w byciu na miejscu osoby na z góry przegranej pozycji…


Mabon zalewa się łzami. Montcort próbuje ją pocieszyć:
- Nie martw się, zaraz gdzieś pojedziemy, coś zajebiemy…
Do rozmowy wtrąca się zdezorientowany Feste:
- Ale miałeś na myśli, że coś ukradniemy, czy że kogoś zabijemy?
Montcort ruga kolegę z oburzeniem:
- Jak możesz tak w ogóle mówić?! Nie jestem żadnym złodziejem! Oczywiście, że zabić!


Między Folkem a Mabon nastały ciche dni. Gdy Mabon roni łzy w swym pokoju, Folke rozmawia z Montcortem i Keffarem:
- Myślicie, że zbyt surowo postąpiłem z Mabon?
Keffar, tęgi wojownik, ale średni filozof, myśli… myśli… myśli… i wreszcie mówi, przypominając sobie słabość koleżanki do jedzenia:
- Nic, czego mały pieczony prosiaczek by nie naprawił...


Montcort wychwala pod niebiosa swojego towarzysza. Robi to przed ambasadorem i znaczną kasztelanką:
- Nie mogę nawet zliczyć, ilu Keffar zwany Twardzielem zabił ryboludzi w zaciekłych walkach!
Nagle na sali audiencyjnej zamku zapada cisza, w której słychać jedynie sceniczny szept jakiegoś anonimowego trolla:
- … trzech…


Obozowisko Dzikich to plątanina namiotów, ognisk, wojowników, dzieci, zwierząt i różnorodnych zapachów. Drużynowy kuglarz Feste wykazuje niezdrowe zainteresowanie ilością i lokalizacją przebywania osiołków. Reszta drużyny już wie, do jakiego zachowania tabu pije gracz.
Montcort zrezygnowany wzdycha:
- Niech ktoś wyjmie Festego z osiołka i jedźmy dalej...
Feste tłumaczy się:
- Ależ nie, ja tylko tak orientacyjnie pytam, jakbym miał problemy z zaśnięciem w nocy i w ogóle...
- Wtedy my też będziemy mieć problemy z zaśnięciem, bo jakiś osioł będzie ryczał!


Tysiąc Dzikich ma przemaszerować przez zasiedlone ziemie. Wódz Klanu Martwych Rąk – Shebuchuu – ostrzega Lorda Montcorta, że jeśli nie zapewni jedzenia dla ludzi i zwierząt, wtedy klany na własną rękę mogą szukać zaopatrzenia. Drużyna przyznaje racje i zastanawia się jak rozwiązać problem. Simeon rzecze:
- Może po prostu kupmy w Ruczaju jedzenie dla Dzikich, na początek założymy z naszych pieniędzy...
Montcort, znając nieprzeciętne skąpstwo Keffara w panice, reaguje błyskawicznie:
- Wskakuję pomiędzy Keffara i Simeona, zasłaniając alchemika! No już Keffarze, spokojnie! To tylko niewiążąca propozycja!

Lord Montcort dyplomatycznie nakreśla powagę sytuacji z brakiem żywności Mistrzowi Eardrigowi, dowódcy gwardii miasteczka Ruczaj. Ten słucha go z powagą i zrozumieniem, nie wiedząc że szlachcic zbliża się do momentu, kiedy powie o tym, że potrzebują opróżnić spichlerze miasteczka.
- Mistrz Eardig przysłuchuje ci się uważnie i energicznie potakuje. - opisuje MG.
Montcort nie bez złośliwej satysfakcji uśmiecha się:
- Niech potakuje, zaraz go chuj trafi...


Nie wiadomo, skąd wziął się pomysł, aby na rozmowy handlowe z rajcami miejskimi Ruczaju wysłać niewinną Mabon. [Wiadomo, zrobił to złośliwy Montcort! - przyp. Mabon.] Ta dwoi się i troi, gryzie w język i zacina, starając się utargować najlepszą z możliwych cen. Efekt jest jednak przeciwny do zaplanowanego. Rajcy postanawiają zarobić na szlachcicu. Montcort się piekli i wypomina Mabon jej wcześniejszą zdradę:
- Żebyś Ty się jąkała tak, jak donosisz Paezurczykom, to by nic o sytuacji na froncie nie wiedzieli!


Montcort "poprawia" po Mabon rozmowy z mieszczanami i co tu dużo mówić, jedzie po bandzie stawiając ich w sytuacji bez wyjścia. Nuadu pełen podziwu podsumowuje ten szczyt dyplomacji pomieszanej z wymuszeniem.
- Pojechałeś go bez mydła! Nawet na rękę nie poplułeś!

Niemal przyłapany na włamaniu Feste, schronił się w szafie w sypialni domu kupca i chcąc nie chcąc jest świadkiem kłótni małżeńskiej gospodarza i jego żony. Kłótnia przeciąga się w nocy, po czym nadchodzi nieuniknione. MG opisuje:
- Niestety zaraz po tym jak się pokłócili, zaczęli się "godzić", co trwa przez kolejną godzinę.
Feste zawiedziony dorzuca:
- Eeee, myślałem, że będą się seksić, to podobno najlepsza metoda na pogodzenie się.
- Feste, ale właśnie to miałem na myśli mówiąc, że "godzą się". Nie znasz tego sformułowania?
- E!? Nie. Nie wiedziałem, że tak się mówi.
- No tak - mówi MG, klepiąc się w czoło. - Bo ty jesteś młody żonkoś kolego, to jeszcze możesz nie wiedzieć o takich sprawach.
Keffar dorzuca ze znawstwem:
- Taaa. Oni się na razie wcale nie kłócą, tylko wciąż "godzą".


Na jedną z zagród Dzikich na popasie napadły jakieś stworzenia i porwały kilka kóz. Wódz Shebuchuu z pogardą stwierdza ustami MG:
- Plwać na to, to problem Klanu Krwawych Pręg.
Drużyna jednak chce pomóc poszkodowanym. Keffar nie daje za wygraną:
- No dobra. To gdzie ja znajdę ten Klan Czerwonych Szram?


Błazen Feste skrzętnie ukrywa przed drużyną i resztą świata swoje złodziejskie umiejętności, myśląc, że jego tajemnica jest bezpieczna.
Wioska Ruczaj, do której dotarła drużyna, żąda wygórowanej ceny za prowiant dla wojska. Okazuje się jednak, że drużyna nie ma wystarczającej ilości pieniędzy. Montcort po raz pierwszy w życiu decyduje się na niecodzienny krok i mówi z pokerową miną:
- Wiesz, Feste, czas wykorzystać twoje niezwykłe umiejętności. Musisz gwizdnąć stąd równowartość 10 bram, żeby nam się wyrównało.
- Nie ma sprawy! - odpowiada bez namysłu uradowany Feste - Jako błazen chętnie skorzystam z moich złodziejsk… to jest błazeńskich umiejętności!


We wsi zaczęto bić na alarm. Podobno usiłowano kradzieży! Feste, uciekając, wbiega do obory, chcąc się ukryć. Staje twarzą w pysk z krową, która muczy na powitanie i wraca do przeżuwania sianka, wlepiając tylko w niego swoje lśniące, łagodne oczy, jak by z naganą, że przerwano jej posiłek.
- Nie przejmuj się mną, nie przeszkadzaj sobie - wciska się w kącik speszony Feste.


Trwa rozmowa o metodzie sprawdzania przedmiotów przez alchemika Simeona, skądinąd miłośnika środków wybuchowych.
- Simeon sprawdza to eksperymentalnie? - zaczyna Montcort.
- Tak - wyjaśnia zapytany - i potem może się okazać, żę gildia alchemiczna jest 800 m nad ziemią…


Nuadu na swej drodze napotkał nową wybrankę, wojowniczkę z plemienia dzikich. Wieczorem dochodzi do chwil pełnych namiętności. MG opisuje:
- Pod dłońmi czujesz szramy na jej skórze, blizny po ranach w walce…
- Zupełnie, jakbym ruchał Keffara! -  wykrzykuje uradowany Nuadu.
Cała drużyna wykonuje facepalm.


Wieśniacy z Ruczaju boją się czarnego demona Mabuloga. Zupełnie przypadkiem legendę o nim wymyślił i puścił w świat Montcort, by czanoskóry Feste, po zmyciu barwiczki z twarzy mógł ich łatwiej nastraszyć. Po wsi krążą ludzie obwieszeni czosnkiem, talizmanami chroniącymi od zła itp. Keffar dopytuje się:
- Co robicie?
- Odganiamy demona Mabuloga.
- A, słyszałem. - Odpowiada Keffar z pokerową miną. - Taki z fujarą do kolan? Nie przepuści nikomu, i mężom, i niewiastom?
- Bo Mabulog to awatar Staszka! - dorzuca złośliwie któryś z graczy, przypominając sobie, że Keffar nadal nie dopuścił drużyny do swojej tajemnicy.


Znaleźliśmy magiczne fasolki, których spożycie daje przedziwne efekty. Powstrzymała się żarłoczna Mabon, powstrzymał się ciekawski Feste… ale fasolkę zeżarł ostatecznie Keffar. I tak rozpętało się istne piekło, a wojownik stracił przytomność, puszczając wcześniej między innymi widowiskowego pawia. Po jakimś czasie budzi się bardzo, bardzo, bardzo głodny. Simeon patrzy na towarzysza i stwierdza:
- Wiecie, jak się nazywa lek na bulimię w tym świecie? Mabulon.


Nastała wiekopomna chwila. Keffar rzuca pierwszy czar w swojej karierze. Złośliwi towarzysze jednak wciąż nie chcą mu wybaczyć tego, że wciąż nie podzielił się z nimi informacjami na temat jakiejś nadprzyrodzonej istoty zwanej pieszczotliwie przez drużynę Staszkiem. Montcort mówi:
- To na pewno czar “później wam powiem”...


Część drużyny w czasie wolnym od sesji namiętnie grywa w Minecrafta i często bywa w tej grze na niebezpiecznych klifach. Tym razem MG opisuje, że skała, na której stoją postacie, jest mokra i śliska.
- Muszę jakoś stanąć na tej skale - zastanawia się Montcort - żeby nie spaść, gdy będę strzelał z łuku. Tylko jak?
- Z shiftem! - odpowiada entuzjastycznie Mabon.


Robson grający Simeonem zniknął na kilka minut. Po powrocie prosi o streszczenie wydarzeń:
- Co się działo podczas walki?
Keffar odpowiada z powagą:
- Przeżyliśmy. Teraz próbujemy to zmienić.


Feste stara się zrozumieć zawiłości mechaniki, nawiązując do pewnej dyskusji, która miała miejsce przed sesją:
- Skoro każda broń zadaje k6 obrażeń, to dlaczego moja proca zadaje k4?
- Bo cię nie lubimy - pozbawia go szybko złudzeń MG.


Walka w zwarciu. Wokół nieustraszonego Keffara staje trzech ryboludzi, groźnie potrząsając włóczniami. Feste patrzy na sytuację i, znając legendarne możliwości kolegi, mówi:
- Patrzcie, Keffar otoczył wrogów!


Keffar od dawna opowiada o tajemnej sile, która ma jakoby przyjść drużynie i całej wyspie na pomoc. Niestety nie dzieli się większą ilością informacji, więc towarzysze postanawiają złośliwie przezwać tę siłę “Staszek”. Mija kolejna sesja, Keffar wciąż nie zdradza szczegółów. Nadchodzi wielka bitwa i w końcu tajemnica się wyjaśnia: na pomoc nadlatują… SMOKI! Nuadu obserwuje stworzenia i zwraca się do towarzyszy:
- Widzicie? Staszek z kolegami przyleciał!


Podczas rozmowy przy ognisku wywiązuje się jednak dyskusja co do tego, jak naprawdę nazywają się owe smoki. Postacie ignorują imiona, które padły z ust MG i podają swoje:
- Staszek, Dżęsika, Brajanek, Janusz, Grażyna i Seba!


Następnym razem: wujek Cthulhu i jego macki!




piątek, 8 września 2017

Na skrzydłach Rocranon: klasa pancerza, pancerniki i Staszek

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury, pakować drużynę w tarapaty i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.




Gracze przed rozpoczęciem sesji szykują się mentalnie do nadchodzącej wojny z ryboludźmi.
- Ciekawe, jak się mówiło na mięso armatnie przed wymyśleniem armat? - zastanawia się Parasit.
Fox przychodzi mu z pomocą:
- Mięso balistyczne?


Nadeszła pora na ucztę na zamku. Ponieważ cała drużyna jest zdrożona, a mieszkańcy tego miejsca też nie pałają miłością do higieny, MG wspomina, że zapach panujący w sali nie jest zbyt przyjemny.
- Wszyscy śmierdzą. Potem i odorem końskim...
Montcort prawi komplement koleżance:
- Nawet Mabon, tylko że ona pachnie z nutka mięty... bo to dama!
- Bo ona nawet śmierdzi ładnie! - dodaje Nuadu.


Drużyna zastanawia się, jak poradzić sobie z niebezpieczeństwem ze strony ryboludzi atakujących Rocranon. Powstaje pomysł spalenia ich jakąś substancją alchemiczną podobną do napalmu. Wszyscy pokładają nadzieję w umiejętnościach alchemika Simeona, ale najpeirw trzeba znaleźć taką substancję. Montcort zastanawia się na głos:
- No dobra, a co się pali w wysokiej temperaturze?
Nuadu marszczy czoło, myśli, myśli… i wreszcie odpowiada z uśmiechem:
- Ogień!
Wszyscy wykonują w tym momencie synchroniczny facepalm.


Drużyna przeprawia się przez rzekę. Woda jest bardzo zimna. Następują żołnierskie dowcipy dotyczące reakcji pewnych elementów męskiej anatomii na zimną wodę. Czarnoskóry Feste przechodzi przez rzekę słuchając jęczenia Montcorta, który twierdzi, że niby coś mu się skurczy. Feste stwierdza z uśmiechem:
- Ja idę śmiało przez wodę. Mi przynajmniej nie ma się co skurczyć!
W oddali słychać jeszcze głośniejszy szloch Montcorta.


Nasi śmiałkowie napotykają oddział wroga. MG opisuje:
- W oddali słychać odgłosy ryboludzi. Nie wyglądają na zbyt szczęśliwe…
- Bo tarło mają! - wypala niedoświadczony w sprawach alkowy Montcort.


Drużyna wdaje się w walkę z licznym oddziałem ryboludzi. Walka jest zażarta, bohaterom ciężko idzie, ale w końcu niebezpieczeństwo zostaje zażegnane. Montcort stwierdza:
- Mam postulat, żeby po zakończeniu sezonu wszyscy dostali umiejętność “filetowanie”. W końcu trochę ich zabiliśmy…


W środku nocy Mabon budzi groźnego wojownika Keffara. Montcort przejmuje narrację:
- Keffar budzi się od razu z toporem i mieczem w rękach.
- ...i kordem w zębach! - dorzuca MG.
- A w dupie z harpunem…
- ...harpunem Montcorta! - dodaje bezlitośnie Nuadu.


Mabon po ostatnich szamańskich eksperymentach zachowuje się bardzo dziwnie. Nuadu się troska:
- Czy ona coś jarała? Zioła jakieś?
- Dajcie jej jakiś majeranek! Niech pali zamiast ziół… - zaczyna Montcort.
- Nie dawaj jej majeranku, bo natrze nim konia i zeżre!
- Znając życie - wzdycha Montcort - to będę miał pecha i mojego zeżre!


Półnagi Montcort został zbudzony w nocy, ponieważ do obozu zbliżają się ryboludzie i zaraz może dojść do walki. Fox zastanawia się na głos:
- Jaką klasę pancerza mają gacie? Tylko bez żartów, czy z przodu, czy z tyłu!


Mabon odnajduje polanę pełną wielkich, lecz niegroźnych żuków. W okolicy są jednak ryboludzie. Montcort rzuca:
- Skubane ryboludzie, mają drony!


Ryboludzie przyszli polować na jedzenie, którym okazały się właśnie te gigantyczne, latające żuki. Fox snuje wizje lokalną:
- Żuki zrywają się do ucieczki, jeden woła: “Janek! Zajebali Janka! Kurwie syny!!! Macieeeek! Uciekaj! Mają oszczepy!”


Drużyna rozbija obóz następnego dnia. MG opisuje i przejęzycza się:
- Zjedliście Mabon…
Nuadu dodaje sentencjonalnie:
- Nosił wilk razy kilka…


Na śniadanie bohaterów czeka rarytas: pieczony pancernik! Niestety trzeba się nim podzielić z innymi. Montcort wzdycha:
- No dobra, daję Mabon kawałek tego Potiomkina.
- To była Aurora, bo samica! -  poprawia go MG.


Feste (jak zwykle) palnął coś głupiego. Dwóch członków drużyny równocześnie wali go z liścia w twarz. Ponieważ towarzyszy im młoda szlachcianka, Mabon oburza się na takie zachowanie:
- Nie wstyd wam? Jaki przykład dajecie panience?
- No co, bijemy czarnego, co w tym złego?
- Właśnie, niech się uczy!


Drużyna otrzymuje informacje o jakimś legendarnym, a jednocześnie strategicznym miejscu, w którym rozegrały się bardzo ważne wydarzenia, a które drużyna po prostu przegapiła. Montcort stwierdza, próbując pocieszyć resztę:
- Czyli dobrze, że nas tam nie było, bo wszystko byśmy popsuli?



Na pytanie, czy jest tu ktoś parający się magią, Montcort odpowiada:
- Mamy w drużynie kobietę czarującą…
- Ależ dziękuję, Montcorcie! - rumieni się Mabon, słysząc ten komplement.
- Nowa klasa w D&D: zamiast “Magic User” jest “Charming Woman”!



Keffar posiada jakieś ważne wiadomości, którymi znowu nie chce się podzielić z towarzyszami i strasznie kręci. Drużyna się niecierpliwi. Nuadu rzuca:
- Keffara od dziś będziemy zwać Panem “Może Później”.


Długa dyskusja na temat kolejnych działań drużyny trwa i trwa bez końca. Sesja się zbliża do końca. Feste się niecierpliwi:
- Może postawmy kropkę nad tą przydługą dyskusją...
Wszyscy odpowiadają chórem:
- PEDEKI?!


Wojna.
Wszyscy niecierpliwie czekali na powrót Mistrza Simeona, alchemika znanego z tego, że jego eksperymenty niekiedy kończą się pożarem. W końcu dostajemy informację, że Simeon wrócił i jest w mieście Maladom. Montcort się cieszy, znając wybitne umiejętności piromanckie alchemika:
- No to teraz na pewno Maladom nie padnie!
Simeon dodaje szeptem:
- Bo spłonie…


Feste deklaruje chęć pomocy:
- Ja chętnie pomogę. Ale tylko w nocy, bo wtedy mnie nie widać!
- Tak, a potem Montcort będzie cię szukał przez drugie pół nocy!


Montcort przekonuje napotkane centaury, żeby przydzieliły do jego oddziału 2 wojowników. Rzut udaje mu się świetnie, rzucił 12 na 2k6. Dostał 4 centaury, wyśmienicie przekonał przywódczynię centaurów, do której zresztą nie od dziś pałał źle skrywanym afektem. Dodaje więc z uśmiechem, po rzucie:
- To może ja ją jeszcze puknę?
Drużyna facepalmuje.


Zagadka: jak zabarykadować komnatę?
- Postawić wojownika Keffara w drzwiach i zamontować w nim dwa zawiasy. Nikt nie wejdzie.


Keffar tłumaczy, że ma kontakt z jakąś tajemniczą siłą i otrzymuje od niej tajne informacja oraz pomoc. Tłumaczy już to drużynie od roku i nie chce nic więcej powiedzieć oprócz ciągle powtarzanych trzech słów:
- Jest taka siła…
- Ale przynajmniej może ma jakieś imię? - niecierpliwią się towarzysze.
- No... - zastanawia się Keffar - Powiedzmy, że… Staszek.


Nasi bohaterowie przyjeżdżają pod miasto. Przy bramie tłumy ludzi, nie da się wjechać w obręb miejskich murów, a sprawa do księcia bardzo pilna. Nuadu zerka na towarzyszy i mówi do Montcorta z niewinną minką:
- No to co, nakurwiamy, czcigodny Lordzie Montcorcie?


Keffar stwierdza z przekąsem:
- Zaraz się okaże, że chodzimy cały sezon z oficerami wywiadu paezurskiego!
Montcort odpowiada, zerkając na Festego i Mabon, którzy mają za uszami w sprawie przekazywania informacji Paezurczykom:
- Przecież chodzimy! I to z dwoma!

- Oraz z namaszczonym paladynem Staszka. - dodaje Nuadu, patrzac na Keffara.


sobota, 1 lipca 2017

Na skrzydłach Rocranon: masoni, kefir i cała prawda o Krakowskiej Szkole Grania

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


Drużyna nocą podjeżdża pod wieś, w której zdaje się toczyć jakaś walka. Postaci podejrzewają, że grupa żołdaków pacyfikuje mieszkańców. Drużyna przygotowuje się do wkroczenia, Nuadu z Montcortem idą na zwiady, tymczasem szamanka Mabon zamyka oczy, nawiązuje kontakt ze swoim duchowym przewodnikiem-krukiem i wysyła go w ślad za własnymi zwiadowcami. MG opisuje wizję szamanki: - Szum wiatru w twoich uszach i uderzenia skrzydeł, lecisz nisko nad ziemią, przed tobą dwie ciemne, schylone sylwetki... Montcort bezlitośnie dorzuca: - Potem jedna z postaci wycelowała w kruka z łuku i wizja się urwała! Gracze dowcipkują sobie ze zdolności szamanki i jej duchowego opiekuna. Montcort tradycyjnie zaczyna: - Czułeś Nuadu? Jakaś mroczna obecność tu leciała... Leciała i krzyczała: Jeść! Jeść! Jeść! Mabon, chcąc ogłuszyć dziesiętnika wrogów, rzuca czar „Wygnanie duszy z ciała”. Wie, że jeśli uderzy, lekko tylko nim wstrząśnie. Niestety kości są nieubłagane, maksymalny wynik na obrażenia zabija żołnierza. Mabon wstrząśnięta stoi nad jego zwłokami. Montcort postanawia pocieszyć przyjaciółkę, ta przytula się mocno do niego płacząc. Montcort patrzy na dziewczynę i przypomina sobie o jej absztyfikancie: - Jakby mnie teraz Folke zobaczył, ale by mi wyjebał!
Wciągnięty w pułapkę oddział żołdaków został właśnie podpalony, a teraz jest gęsto ostrzeliwany z łuków, co nie do końca podoba się centaurowi o dźwięcznym imieniu Buga, który rwie się do walki i niecierpliwi się mocno, grzebiąc groźnie kopytem w ziemi. Centaur nachyla się nad ramieniem ukrytej za jedną z chat Mabon. - Dlaczego nie atakujemy, tylko siedzimy w tym ukryciu? - Lord Montcort nie wydał jeszcze rozkazu – wyjaśnia Mabon. - A kiedy Lord Montcort wyda rozkaz? – dopytuje się Buga. - Cierpliwości. Mija trochę czasu. Buga znów się niecierpliwi: - Czemu nie szarżujemy?! Montcort prosi koleżankę: - Mabon, przekonaj go, niech czeka! Mało sprytna Mabon, niewiele się namyślając, wyciąga coś z kieszeni: - Buga… kostkę cukru? Wszyscy truchleją z przerażenia. Centaur na pewno nie puści takiej obelgi płazem! Buga początkowo prycha gniewnie, otwiera usta… ale zamiast nakrzyczeć na dziewczynę, nachyla się do jej dłoni i zżera przysmak, chrupiąc z zadowoleniem, po czym z zapałem wylizuje podstawioną pod twarz dłoń szamanki.

Walka dzielnej drużyny wyglądała tak:
Po walce i gaszeniu pożaru spowodowanego przez miksturę zapalającą Simeona okazuje się, że powody nocnego poruszenia w wiosce były zgoła inne od tych, których spodziewali się bohaterowie. Montcort filozofuje: - Wyjdzie, że ich zajebaliśmy dla kasy, a my ich zajebaliśmy ideologicznie! Keffar idzie w sukurs przyjacielowi: - Tak! W samoobronie! Znaleziony poza wioską martwy rycerz odziany był w mistrzowsko wykonaną kolczugę. Taki kąsek nie mógł zostać pozostawiony luzem! Mabon postanawia przezbroić się, polepszając swoją ochronę. Kiedy odchodzi na bok przebrać się, nagle znajduje się wielu chętnych żeby jej towarzyszyć. Przoduje w tym Montcort. - Nie! No muszę iść z tobą! Pilnować cię! Przecież na moment będziesz w ogóle bez Klasy Pancerza! Drużyna dokonała bulwersującego czynu. Wyeliminowała cały oddział poniekąd sojuszników (a tak naprawdę zwolenników groźnej organizacji parareligijnej). Montcort już się cieszy na myśl, jak na to zareaguje jego przeciwnik polityczny: - Jak to usłyszy lord Guiosa, trafi go chujoza! Koledzy zainteresowali się bardzo strojem Mabon, miłośniczki dobrego jedzenia, a konkretnie jej starą, skórzaną zbroją: - Zbroja po Mabon… pachnie boczkiem… mmm… - Jak by tak ją do wody wrzucić, można by było rosół na niej ugotować! Mabon pisze list: ”Drogi Folke! Ależ dziś pracowity dzień! Zarżnęliśmy cały oddział sojuszniczych wojowników z zimną krwią! A co słychać u Ciebie? Tęsknię, Twoja Mabońcia XOXOXO" Montcor dodaje: „Aha, mam nową zbroję. Wiesz, opina mnie bardzo. Tak jak lubisz.” Keffar dorzuca bezlitośnie: „…zjem jeszcze pół świniaka i opnie mnie jeszcze bardziej!” Kolejna sesja. Jeszcze nie wszyscy gracze dotarli, więc bawimy się fajną tabelką z jednego podręcznika do RPG. Losujemy, jakimi zasadami kieruje się grupa najemników. Wychodzi, że są bardzo specyficzni, bo są gotowi na wzięcie pieniędzy w dowolnym momencie, nawet w trakcie bitwy, od dowolnej ze stron. Z drugiej zaś strony, kiedy bitwa robi się nieco zbyt ciężka, to też chętnie biorą… ale nogi za pas. Gracze pękają ze śmiechu: - To są jakieś kutwy bojowe! W końcu drużyna zaczyna się zbierać, ale MG postanawia sobie podworować ze spóźnialskich: - W sumie to już porozdawałem wasze PDki innym graczom, którzy przyszli punktualnie. MidMad oburza się na niby: - To cześć! – po czym trzaska słuchawką w Skype. - Taa. Krakowska Szkoła Grania… – podsumowuje Robson. Drużyna wypytuje okolicznych wieśniaków. Aby rozwiązać język jednemu młodzieńcowi, a także podziękować mu za usługę, gracze stwierdzają, że trzeba dać mu monetę, jednego kła. Zapada niezręczna cisza. Największe kutwy w drużynie mają najszybszy refleks. Keffar stara się wyglądać na mniejszego niż jest w rzeczywistości, a Mabon zaczyna: - Słysząc to, Keffar i Mabon pogwizdują i rozglądają się niewinnie po okolicy, zupełnie jak by nic nie słyszeli! Montcort również wykazuje się nadopiekuńczością co do swojej sakiewki: - A ja mam ukrywanie w lesie!
Mieszkańcy wioski patrzą nieufnie na drużynę, która się w niej pojawiła. Montcort uspokaja towarzyszy: - O ile nie rzucają spojrzeń po linii strzału z kuszy, jest OK.
We wsi, do której dotarła drużyna, jej członkowie, jako nigdy nie widziani przybysze, stają się prawdziwą sensacją. Mateczka Gardise podejmuje gości i odpowiada na pytania, ale celne komentarze rzuca Mistrz Heutlo, poważnie i zamożnie wyglądający mężczyzna. - A od czego mistrzem jest Mistrz Heutlo? – pyta Montcort. - Mistrzem kamieniarstwa – wyjaśnia MG. Mabon syczy do ucha towarzyszowi: - Maassssooooniii… Drużyna została poczęstowana przepysznymi specjałami z ogródka mateczki Gardise. Mabon zastanawia się nad ich smakiem: - Czy ja czuję jakiś dziwny smak w tym, co nam podali? MG odpowiada: - Jest inaczej niż jedzenie, które jecie w mieście. To ma więcej aromatu, świeżości. Prawdziwe jedzenie, bo w mieście, to wiecie... - Taa. Wszystko pryskane – wzdycha Mabon. W jej towarzyszy w tej samej chwili wstępuje diabeł: - Hy hy hy Simeon pryskał osobiście! - Błeee… - Ustami! I to wcale nie był kefir! - No tak, on nie brał kefiru w usta! - Keffaru…? Mabon z mocno zniesmaczoną miną patrzyła, jak przez wioskę przebiega tabun obleśnego bydła.
MG ogłosił przerwę na 5 minut i odszedł od komputera. Gracze od kilku dni namiętnie zagrywają się w pewną grę komputerową, więc jedna anonimowa graczka od razu pyta: - No to co, chłopaki, szybka partyjka w Minecrafta? MG po powrocie niby mimochodem informuje, że w jednym z licznych otwartych okienek na komputerze podczas sesji ma podgląd serwera do MC z informacją, kto i kiedy zalogował się do gry. Gracze teatralnie wzdychają z zawodem.
Mabon wyraźnie czuje pociąg do dzikiej natury Bugi, centaura który dołączył do drużyny całkiem niedawno. Kiedy Buga rzuca dość prosty i małośmieszny żarcik, Mabon od razu zaczepia go zalotnie, machając rzęsami: - Nie wiedziałam, że centaury mają poczucie humoru... Rumienię się po czym strzelam sobie w twarz, bo przypomniałam sobie o Folku [sympatia Mabon pozostawiona w mieście]. MG ma dużo roboty i wiele otwartych okien na ekranach monitorów, gracze korzystają więc z tego, że MG nie wszędzie może zaglądać. Nagle jednak Mid swoim komentarzem zwabia prowadzącego na czat Skajpa, gdzie dzieją się rzeczy wprost niegodne. Mistrz Gry karci Smartfoxa, na co ten reaguje: - Ej! Mówiłeś, że nie czytasz Skajpa! - No ale tym razem Mid mi podpowiedziała, że warto! Fox robi groźną minę w kierunku Mid, która odpowiada ze spokojem na twarzy: - EJ! PDki nie mają przyjaciół! Centaur Buga na chwilę oddala się od drużyny. Mabon niepokoi się jego przedłużającą się nieobecnością: - Idę poszukać centaura – wyjaśnia. - Poczochrać?! – koledzy dworują sobie ze słabo ukrywanego afektu Mabon do centaura. - No dobrze, idź poczochrać centaura. Ale nie nabieraj Keffaru w usta! Drużyna przepytuje rodzinę pewnego kamieniarza, który ledwie wiąże koniec z końcem. Mieszkańcy wioski wyraźnie ukrywają jakieś zdarzenia z dziejów wioski. Mabon dopytuje się o podejrzanego Mistrza Heutlo: - A co jego ojciec robił? Żona kamieniarza w końcu niechcący się wygaduje: - No, wiecie, jak wszyscy wojownicy… Rolnikiem był! Drużyna opuszcza wieś poganiana przez alchemika Simeona. Niektórzy protestują, bo jeszcze nie udało im dowiedzieć tego, po co przybyli. Simeon cierpliwie tłumaczy: - Wyjedziemy tylko na niby, zaczaimy się, a ja wypróbuję moje nowe umiejętności! Keffar zjadliwie kontruje, nawiązując do ostatnich fumblów Simeona przy rzucaniu zapalającymi pociskami: - A co? Nauczyłeś się w końcu rzucać?
MG niewinnie pyta się, jaki szyk przyjmuje drużyna, opuszczając wieś. W Montcorcie od razu włącza się instynkt samozachowawczy: - Przyszykowane wielkie tarcze, od góry zamknięty szyk typu „żółwik”, miecze w rękach, łuki napięte, w środku Simeon z dwoma miksturami ognistymi…
Dwójka zwiadowców nie chciała się poddać ścigającym ich członkom drużyny. W końcu jeden z nich wali się na ziemię, łapiąc się za krocze, w które solidnie przykopał mu Nuadu. Straszliwie obolały mężczyzna zostaje odtransportowany następnie do obozu, gdzie zajmuje się nim drużynowy medyk i alchemik w jednym. Mabon też chce być pomocna, jednak… - Kiedy Mabon dowiaduje się gdzie leży problem tego mężczyzny, czerwieni się i jednak odpuszcza. MG wyjaśnia: - Problem leży obecnie w rzece, bo zimna woda daje choć odrobinę ulgi.