piątek, 6 maja 2016

Na skrzydłach Rocranon, part deux

O dziwo nikt z graczy nadal nie zginął, tak więc mogliśmy nadal generować niezliczone tabuny bydła ku rozpaczy biednego MG ;)

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste - Mijau
Łowca Keffar zwany Twardzielem - Parasit
Sokolnik i Lord Montcort - Smartf0x
Dziki łowca Nuadu - Żuk
Alchemik Simeon / Uczeń alchemika Halden / Program 500+ postaci - Robson
Szamanka Mabon - MidMad


Drużyna budzi się o świcie i zaczyna zwijać obóz. Zaspana Mabon jest jak zwykle głodna, więc wyciąga skądś udko z kurczaka i zaczyna je wcinać. Zdumiony Keffar pyta:
- Skąd je masz?
- Z wczoraj! - pada odpowiedź.
- Jak by ją wziąć za nogi i wytrzepać - myśli na głos Nuadu - pewnie wypadłoby masę żarcia!
Jak zwykle Montcort O Ciętym Języku nie może się powstrzymać od przedrzeźniania koleżanki:
- „O, to jadłam dwa tygodnie temu! O, a to marchewka! A nie, to nie do jedzenia...”


Pół dnia później Mabon nagle traci apetyt. Montcort stwierdza w zadumie:
- Ona z tym jedzeniem jest jak sawanna: sawanna ma porę deszczową i suchą, Mabon ma porę wpierdalania i diety.

Nadszedł czas na poważną rozmowę z elfami, jednak okazuje się, że nikt z drużyny nie czuje się na tyle na siłach, żeby z nimi rozmawiać. Keffar poszturchuje kolegę-lorda:
- Montcort, gadaj, przecież hrabianka jesteś!


Z przemyśleń graczy: oto, jak wygląda Keffar zwany Twardzielem, gdy dorabia w lesie na boku:





Feste błaznuje, nomen omen, jak dziecko. Zniecierpliwiona Mabon próbuje przywołać go do porządku:
- Feste, nie bądź pajacem!
- JESTEM BŁAZNEM! - oburza się Feste i dodaje po chwili namysłu: - CERTYFIKOWANYM!!!


Robson grający zwykle starzejącym się alchemikiem Simeonem obecnie gra jego uczniem Haldenem (dawniej Harderem :P). Gdy ten ostatni podjął decyzję o pozostaniu wśród elfów, gracze zaczęli się zastanawiać, kim teraz zagra Robson...
- Ale on rozsiewa te postaci po świecie!
- Ja po prostu liczę na 500+ - Robson uchyla rąbka tajemnicy.
- 500 pedeków na sesję za postać?!
- Ja mam postulat dla MG: dodatkowe 500 PD na każdą postać powyżej pierwszej na gracza!

Smartf0x bezlitośnie drwi z kolegi i jego specyficznej maniery nazywania postaci: 
- A wiecie, jak się będzie nazywać nowa postać Robsona? Przyjdzie i powie „Cześć, jestem Soften!”
- Jeszcze brakuje nam Longera i Shortera.
- To będzie Chińczyk Long Wang! - wyjaśnia Robson.

Odejściem Haldena najbardziej poruszony jest Montcort, jako że on zajmował się „przysposobieniem obronnym” młodzieńca. W dodatku okazuje się, że to on ma w imieniu chłopaka przeprosić Simeona za nieposłuszeństwo. Montcort kipi ze złości, jednak Feste i Mabon mają jak zwykle swoją teorię:
- Ojoj, Montcorta chyba spotkał zawód miłosny... - spojrzenia Montcorta w stronę tej dwójki nie będziemy tu opisywać.

Zawód Montcorta nie trwał jednak zbyt długo, bo Montcortem, ku jego przerażeniu, zainteresowała się wojowniczka Bruna (NPC), chłop... to jest, baba na schwał słusznej postury, o wielkich... mięśniach i z odpowiednim charakterkiem. Oj, nie ma Montcort szczęścia w miłości!


Drużyna wędruje przez las w niesprzyjającej pogodzie. Czarnoskóry Feste opada z sił, na szczęście obok pojawia się dzielny wojownik Wielki Wude (NPC) o hebanowej skórze i bierze błazna pod ramię, pomagając mu w tej trudnej chwili. W oddali bydło zaczyna muczeć:
- BLACK POWER!


Drużyna nadal ze smutkiem wspomina Haldena i pożegnanie z nim, ponieważ prawdopodobnie już nigdy go nie zobaczymy. Nawet Montcort zmarkotniał. Nadal nie ustają spekulacje co do nowej postaci Robsona. Gdy MG zarządza krótką przerwę, Mijau puszcza wodze fantazji:
- Montcorcie, wyczuwasz obecność przy Twoim prawym ramieniu. Odwracasz się, a tam niziołek wpatrujący się w Ciebie jak w obrazek. Gdy nawiązujecie kontakt wzrokowy, mówi dość głośno: „NO CZEŚĆ, JESTEM WASZYM NOWYM TOWARZYSZEM!”
Smartf0x zachowuje kamienną twarz. Robson zaraz podejmuje wyzwanie:
- Hej, cześć i czołem, pytacie skąd sięęę wzioooołem? Jeeeestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek a w domku światło, linę, miecz, a więc zaśpiewam jeszcze raz!...
Nie wiedzieć czemu Montcort (a może Smartf0x?) wykonał bardzo długi facepalm mentalny.

Napotkaliśmy ruiny starego (elfiego?) zamczyska. Drużyna zastanawia się, co robić:
- Tam mogą być koboldy...
Robson odzywa się znienacka głosem kobolda:
- Witajcie, czy szukacie nowego towarzysza?
Montcort w końcu niemal traci opanowanie:
- Napiszcie na jukach naszego osła, że rekrutacja zamknięta!!!

Nagle skądś słychać chrumkanie dzika. Spanikowany Smartf0x oświadcza: 
- Robson teraz zagra dzikiem, który chce zostac druidem!
- Tak, to będzie druid zmiennokształtny, świniołak - dopowiada uradowany Robson. - Specjalna zdolność: znajdowanie trufli!
- Potem zagra truflem - dodaje Smartf0x złowieszczo. - Albo truflą?


Drużyna postanawia wkroczyć w ruiny zamku. Mistrz Gry opisuje:
- Wbiegacie na wieżę. Czujecie zapach wielu niemytych ciał, odchodów…
- Coś jak trzeci dzień konwentu?


Dzielnych śmiałków atakuje CAŁA MASA koboldów, wiele z tych stworów pada z ręki walecznych postaci, ale ciągle pojawiają się nowe. Ekipa się niecierpliwi:
- Oni chyba sobie do serca wzięli te 500+...
- Modelowa rodzina!


Mordercza drużyna zabija koboldy aż (nie)miło, trup ściele się gęsto. Przypominamy sobie wydarzenie sprzed kilkunastu sesji, gdy po zabiciu złowrogiego trolla okazało się, że on tylko bronił leża, w którym popłakiwały małe, słodziutkie trollątka wołające za mamą. Keffar ostrzega wszystkich:
- Zobaczycie, a potem się okaże, że to przytułek dla sierot koboldzich Matki Halucyny z Mrzysnu!


Kilka kolejnych koboldów atakuje, ale wychodzą im bardzo kiepskie rzuty. Zawiedziony MG wzdycha dyskretnie:
- No nie, rzuciłem tyle razy na atak jak nigdy i nic mi nie wyszło…
- No i ja się wcale nie gniewam z tego powodu - oświadcza szczerze Parasit.
MG sieje grozę: - KTÓRY TO POWIEDZIAŁ?!
Gracze truchleją.


W pewnym momencie MG odszedł na chwilkę, ale większość graczy jakoś to umknęło wśród tabunów bydła i zaciętej walki z bezbronnymi koboldziądkami.
- Słuchajcie, tsar uciekł… 
- Ale dlaczego od nas uciekł, tacy okropni byliśmy? - dodaje ktoś z niewinną minką...
- Nieważne, rzuciliśmy na inicjatywę, grajmy dalej!
Dziwnym trafem MG, gdy już wrócił, nie był z nas wcale zadowolony.


Keffara zaatakowała wielka, zła, dzika świnia. Dzielny wojownik oświadcza z zimną krwią:
- Muszę załatwić ten boczek!
Dzik ma bardzo wielkie kly i po chwili atakuje nimi Keffara. Montcort chwilowo zamienia się w drużynowego barda:
- „Dziku, dziku, a gdzie byłeś? - W Keffarze!”
Smartf0x ukuł nawet nowe drużynowe powiedzenie: „brnąć jak odyniec w Keffara”.


Wieść niesie, że MG jest podobno dżentelmenem, ale jednak trzy razy zdarzyło mu się zapomnieć o MidMad, gdy podczas walki przyszła pora na Mabon. 
- „Z dziewczynami nie gramy”, co? - oburza się MidMad.
- Nie obraź się, Mid - wyjaśnia bezdusznie Fox - To jest męska gra…
- To dlaczego Ty grasz?!

Feste rzuca z wystudiowaną powagą: 
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto sobie robi jaja z byle powodu?!
Keffar ciska w niego Złowrogim Spojrzeniem nr 2: 
- Naprawdę chcesz znać odpowiedź?


Nastąpiła przerwa w walce z koboldami. MG zadaje tradycyjne pytanie:
- To co robicie?
- No jak to - stwierdza Montcort - idziemy strzelić kobolda w kask!

W międzyczasie pomysłowa drużyna wpadła na ciekawy pomysł, zainspirowana niezdarnymi rzutami pochodnią coponiektórych postaci.
- Fajnie by było zrobić pochodnię, która - rzucona w ciemność - nie dość, że nie gaśnie, to jeszcze wraca.
- Wiem! Płonący bumerang!!!
- UWAGA! TO WRACA!


Wyczyściliśmy leże koboldów, zabiliśmy bossa, prężymy piersi z dumy, bo dodatkowo znaleźliśmy ich skarb. Nie możemy się doczekać, żeby sprawdzić, co w nim jest i zwracamy swe pytające spojrzenia na MG:
- To kto rzuca na skarb? - pyta MG.
- Hurra, skaaarb! - cieszą się gracze.
- Ale wiecie - stwierdza MG. Gracze zamieniają się w słuch. - Ten skarb jest bardzo skromny - dorzuca bezlitośnie. 
Nasz smutek był bezbrzeżny.

Czas na opatrywanie po bitwie: 
- Każdy potrzebuje po jednym bandażu. Oprócz dzielnych wojów, oni potrzebują po dwa!
Robson stwierdza:
- Bruna ze względu na rozmiar biustu też potrzebuje dwóch bandaży!