poniedziałek, 31 sierpnia 2009

W stepie szerokim...

... którego wzrokiem nawet sokolim nie zmierzysz...
(podobnie jak pomysłowości tudzież oryginalności niektórych graczy).
Zbiór tekstów z różnych sesji.


Grunt to dobre wychowanie - przed pojedynkiem należy się przedstawić.
- Moje nazwisko Michałowski.
- Zaraz, zaraz, a my nie zabiliśmy Michałowskiego?



Gracze zostali wyzwani na pojedynek.
Jeden z nich rzecze:
- Mogę się pojedynkować z wami wszystkimi!
- A nie wystarczy waści jedna śmierć?


MG (opisuje, co robi wrogi rębajło): Podstawia ci szablę pod nos i rzecze "Powąchaj to, Waść..."
Gracz (jeszcze większy zabijaka): Spokojnym głosem "Ja tam rdzy na szabli po zapachu nie rozpoznaję... Aleć czuję tu gnój, nie ma rady, musiałeś ową szable chłopie z gnoju wydobyć...
Jak się łatwo domyślić - rozpoczął się pojedynek. Kto zginął - łatwo się domyslić ;)


Czasami gracze bardzo wczuwają się w system. Czasami, niestety - nie w ten co trzeba...
Gracz do pachołka: A szable żeście wzięli?
MG (odgrywając rzeczonego pachołka): Wzięliśmy...
Gracz: A aby nabite?



Niektórzy gracze wielce poważają sobie filozoficzny miejscami (od dzbana do dzbana) styl wymowy pana Zagłoby. Pewnego razu jeden ze szlachciców rzekł nad dzbanem w zadumie:
- A nudno to... Aleć niedługo nowa wojenka będzie! Ci tam na gorze: królowie, carzy, czasem sobie tak zawojują aby się ludności nie nudziło!


Niekiedy z postaci graczy wychodzi druga natura:
MG (jako BN): Pan nie wyglądasz na takiego, co kradnie...
Gracz: Zdziwiłby się Waćpan. A, yyy... nieważne....

Gracz do Mistrza Gry, w momencie gdy uśpioną drużynę otaczają żądni krwi Kozacy:
- Czy mogę się obudzić? Budzę się! Budzę się! Budzę się?!!!

Gracz zostaje wyzwany na pojedynek przez przeciwnika o posturze zgoła imponującej:
Przeciwnik (na zewnątrz budynku): Wyjdź waćpan!
Gracz: Wstaje... i wychodzę!
No i Gracz wyszedł. TylnEmi drzwiami... i w pośpiechu.

Mistrz Gry pyta Gracza:
MG: Co robisz?
Gracz: Nie mogę ci wszystkiego mówić, bo możesz wykorzystać to przeciwko mnie!
Prawda, jakie życiowe? ;)

Niektórzy Gracze wykazują wręcz rozbrajającą znajomość zwierząt:
- Bo ja wiem, jak się woła na konia... Może 'taś, taś'?
- Biorę swojego konia i robię mu małą krzywdę żeby zarżał! (Nawet MGowi nie wiadomo, skąd u gracza takie masochistyczne upodobania...)


Gracz pracowicie buduje dzielnie "palisadę" z... patyków. MG drwiącym głosem:
- Palisada z patyków zebranych na ognisko!?
Gracz odpowiada z dumą:
- Ale z tych lepszych!

Niektórzy wykazują się niebywałym flegmatyzmem i opanowaniem:
- Spokojnie biegnę. - Stwierdził gracz uciekający przed bandą napastników uzbrojonych po zęby.

MG do zagubionego w ciemnościach Gracza:
- Co widzisz? Gówno widzisz! - stwierdza z satysfakcją.
Gracz ucieszony:
- Gówno? O, to tam ludzie byli!

Po długim namyśle, Mistrz Gry odpowiada na pytanie:
- Niewątpliwie chyba tak!

W biały dzień Gracz chce za wszelka cenę ukryć szybko skrzynię z gotówką.
MG: W sieni jest zupełnie jasno.
Gracz: Niemożliwe. Musi być jakiś ciemny kat!

Nawet najspokojniejszemu graczowi puszczają nerwy, jeśli jego kolega zabiera zbyt dużo "czasu antenowego":
- Ja go zabijam, bo on za dużo gada!

Poselstwo polskie jedzie do Watykanu. Po drodze wjeżdżają do pewnego miasta w orszaku wysoko postawionego włoskiego szlachcica. Nagle z jednego z okien na wieży kościoła wynurza się ręka z pistoletem wycelowanym w księcia.
G1: Wyciągam półhak i strzelam w okno!
MG: Trafiłeś. Z okna wypada zakonnica i zawisa na parapecie.
G1: Nosz w mordę druga! (Tu nalezy nadmienić, że ów gracz miał już jeden wyrok za zabójstwo zakonnicy...)
G2 (mityguje towarzysza): Waszmość... i po co tak od razu strzelać? Nie można było bardziej dyplomatycznie?
G1: przecież chciała zastrzelić księcia!
G2: Eee ... może strzelała na wiwat?


czwartek, 13 sierpnia 2009

7th Sea - tym razem na morzu! (część II)

Ciąg dalszy "radosnej słowotwórczości" graczy na tej sesji...
(Część I kwiatków - TU.)

MG: Krakonman (tradycyjnie)
Gracze: Funio (Sven Gutlafsson, Vesten...menven... nn.. jar :P), MidMad (Karen Black, Kapitan), Raven (Gunter Skavlatsson, Drużynna Lebioda), Robert (Eiseńczyk Helmut Kohl, Milczący Twardziel)


Gracze poznali pania kapitan statku, którym mieli pływać - dorodną Ingwil Olafsdottir. Sven zapałał tym, co zwykle, gdy w okolicy pojawiają się panie:
- A dwa warkocze ma? - wzdycha.
- Nie, jeden. - miażdży go MG bezlitośnie.
- A biust?
- Ma.
- Duży?
- ...
- Nogi jak sarenka?
- Takie owłosione...


Bosman, niejaki Red (?), skacze po pokładzie.
- Co on jest, piłeczka?
- Nie, ADHD. - kwitują gracze niecodzienne zachowanie żeglarza.

Gunther zemdlał (znowu) i został przewieszony przez reling, celem wywietrzenia. Załoga w tym czasie przygotowuje się do abordażu.
- Sven, zabierz mnie stąd, zanim na mnie trap położą... - szepcze bezsilnie.
- To może do hamaka? - oferuje się Sven.
- Nie, pod schody...
- Ale tam ludzie biegają, jak nadepną, to umrzesz.
- To do beczki...
- I posypać solą! - dorzuca ktoś radośnie.


Kilka chwil później ktoś rzuca, gdy przygotowujemy się do abordażu:
- Uwaga, to nie kładka, to Gunther!


Walka się rozpoczyna, Sven staje zwarty i gotowy.
- Czy mój "brat bliźniak" Red już walczy?
- Tak, wali młotkiem... -zaczyna MG.
- ...się po głowie...
- ...oburęcznym. - precyzują gracze.
- Bo bije na alarm!

W samym środku zaciętej walki:
- Abordaż! Skakać!
- Czy tu jest umiejętność "skok"? - pyta Funio niepewnie.
- Masz "swinging"? - pyta Krakonek.
- Chyba jaja sobie robisz...
- I ty nazywasz się piratem?


W końcu MG lituje się nad postacią Ravena i pozwala mu uczestniczyć w akcji, wbrew zasadom (widzicie jaki z niego dobry MG?).
- Budzisz się, Gunther... Dostałeś kubłem zimnej wody.
- I co, znowu stracił przytomność? - dopytują się gracze troskliwie.


Chwilę później, podczas biadolenia nad kartą Ravena i niektórymi tragicznymi statystykami, ktoś stwierdza:
- Wiecie co? Raven jest manczkinem!


Karen Black lży wrogów:
- Gińcie, sprzedajne zapchlone świnie! Wasza matka była kozłem! - Chwilę myśli i przypomina sobie jedno ze stwierdzeń padających pod kątem rodziców Gunthera. - Tak jak mego znajomka o przydomu "Trap"!


Sven patrzy z podziwem, jak Karen wymachuje rapierem:
- Kurpiowskie wycinanki z wątroby mu zrobiła...


Z rozmów graczy:
- Te rzuty mamy lepsze, niż podczas ostatniej sesji...
- Albo mamy dziś lepiej spiłowane kostki!


Postać Funia dziesiątkuje wrogów zuchwale. MG w końcu się lituje:
- No dobra, nie wyślę ci więcej henchmenów.
- Nieee? - smuci się Funio.
- No, doobra... - zaczyna Krakon i z uśmiechem bierze wielką garść K10.
- I po co się odzywałem... - Funio snuje refleksję.


Postać Roberta dzielnie walczy, aż wreszcie przychodzi czas na kontratak wroga:
- Ha, nie trafili! - cieszy się Robert.
- A tam, nie trafili... - stwierdza Evil MG i dorzuca kolejne kości dramy do swoich przebrzydłych rzutów.
- No, dobra... - wzdycha Robert.

Zacięta walka trwa dalej, słychać palbę z pistoletów i muszkietów, szczęk szabli i rapierów, okrzyki bojowe i obelgi. Wypieki na twarzach graczy... Znienacka MG stwierdza patrząc na ekran laptopa, bynajmniej nie w celu sprawdzenia statystyk wroga:
- Małecki strzelił dwie! 4:1! Jasiński samobój!
Głupie te Piłkarzyki. Sesję w tym momencie niektórzy panowie przerwali na 15 minut :P


Funio zawzięcie turla, rekordowa ilość eksplodujących kości i DD.
- Niestety tylko 57. - stwierdza skromnie.
Teraz MG turla kości w imieniu wroga (Wydając 18 DD! Sama liczyłam!):
- A ja 59!
Funio zawiedziony turla dalej.
- No, 93. Tyle chyba już nie rzuci?


MG opisuje radość załogi statku:
- Załoga śmieje się prawie tak, jak wtedy, gdy Gunther stracił przytomność...
W tym momencie Raven zasłonił się podręcznikiem do Battlelordsów. Bidulek.


Robert w niewyjaśnionych okolicznościach chwilowo zagubił pół swojej karty postaci.
- Czy umiesz Vendelski? - pyta MG.
- Yyy... języki miałem na tej drugiej połowie karty... - odpowiada Robert wymijająco.


Kapitan Ingwild wkracza do akcji:
- Ingwild unosi miecz, jego ostrze się zbliża... - opisuje MG.
- Oho, będe dobity! - cieszy się Raven. - A, jednak nie... - dodaje po chwili, gdy okazuje się, że miecz celuje w jednego z wrogów.
Wszystko wskazuje, że NPC (Lome Mokk, brat Vala, bynajmniej nie Kilmera) będzie zabity. Raven (Gunther) krzyczy w ostatniej chwili:
- Ratujcie go, to mój kontakt w Interpolu!

MG zaczyna opisywać ubiór jednego z groźniejszych hanchmanów. Gracze oczywiście dodają swoje elementy ubioru:
- Jest ubrany w kilt... - zaczyna Krakon.
- ... i bardotkę...
- ...kaberetki!
- I kapelusz z piórami!
Nie ma jak bujna wyobrażnia erpegowców...


I na koniec - pedeki i punkty Reputacji. MG wyjaśnia:
- Punkty przyznaje się np. za Romans z postacią..
- A za romans z MG? -pyta się MidMad zalotnie trzepocząc rzęsami w kierunku MG.
- Możemy ponegocjować... - uśmiecha się Krakonek.
- Słyszysz, Funiu? - MidMad upewnia się, że Funio ma szanse.


Sesja zakończyła się nietypowo - Krakon zaczął pokazywać filmiki, na których nie do końca ubrane panie (jeśli nie liczyć kilogramów silikonu) uprawiały wrestling. Panowie się zaciekawili, więc poszłam do domu i... nie wiem co oni tam później robili ;)

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Trivial Pursuit

Wpis niecodzienny - z wczorajszej rozgrywki w Trivial Pursuit. Wersja amerykańska. Nie tykać, jeśli nie czujecie się USA-filami, bo gra w tej wersji ma naprawdę durnowate pytania (na szczęście polska wersja jest o wiele lepsza dla Polaków... i inteligentniejsza :P).


Seji, Funio i Drake namówili mnie do spisania "kfiatków" z naszej radosnej gry... Najlepiej podsumował to Seji:
- Napisz po prostu: "ŻAL.PL" i wystarczy!


Po pierwsze, co drugie pytanie zaczynało się tak: "Which US state...", więc zanim ktoś wyciągnął kartkę z pytaniem, wszyscy chórem zaczynaliśmy właśnie to zdanie. Zazwyczaj okazywało się to zgodne ze stanem faktycznym ;)


Po drugie, absolutnym hitem były miny Funia czytającego pytania ukazujące na przemian: zgrozę, przerażenie, intelektualne zgorszenie, panikę ("Bo to pytanie o Skandynawię..."), bezbrzeżne zdziwienie, a także wszystko powyższe naraz i w dowolnej konfiguracji proporcjonalnej. Zdjęć nie ma, ale pozostanie to w naszej pamięci na wieki...


Po trzecie, przy nastroju bydłowo-głupawkowym, nie dało się grać na poważnie. Takie oto mądrości padały z ust naszych:
- Wybrać pole zielone, czy brązowe? Tak czy siak, kolor kupy...
- Różowe, różowe, albo różowe. Jesteś gejem.



Podsumowując, wynieśliśmy z gry w TP bardzo ważną lekcję:
- Historia to wszystko to, co działo się w polityce OD 2000 roku do dziś. Są to głównie kompromitujące wydarzenia z życia amerykańskich polityków oraz pustosłowne cytaty.
Najlepiej odpowiadać mówiąc: "Ronald Reagan" albo "Jefferson".

- Sports and Leisure zajmuje się baseballem, koszykówką, baseballem, golfem, hokejem oraz - uwaga - baseballem. Większość pytań dotyczy wydarzeń SPRZED 1980 roku, wbrew pozorom nie jest to historia.
Najlepiej odpowiadać na pytania słowami: "Ozzy Smith" i "Wayne Gretzky".

- W pytaniach z dziedziny Arts and Entertainment (oznaczonych różowym kolorem - cytując jednego z panów: "...czyli pytania gejowskie":P) próżno szukać odniesień do sztuki "wysokiej", klasycznej. Sztuka, drogie dzieci, to głównie sztuka mięsa. Są pytania o Titanica i o telewizyjne sitcomy z lat 1950-65, a szczególnie o imiona nazwiska dzieci aktorów.
Najlepsza odpowiedź na większość pytań to: "Gilligan's Island" albo kultowe "Gibson", względnie "Laura Dern".

- People and places, czyli po naszemu - geografia. Myliłby się ten, kto myślałby, że będą tam prawdziwie geograficzne pytania. Hitem sezonu było pytanie o to, co widać z Jakiegośtam Amerykańskiego Nieznanego Pagórka (zapewne to samo, co z okrąglaka na ul. Bociana :P), a także "Jakie państwo powstało z dawnych kolonii francuskich w środkowej Afryce" (Odpowiedź to nie Kongo, Zair, itp., ale "Republika Środkowej Afryki", prawda, że porażające?)

- Wildcards - pytania losowe, niekiedy fajne, innym razem bzdurne (kogo obchodzi co w roku 1960 miała w menu jakaś sieć fast foodów), ale czasem dało się wymyślić odpowiedź. CZASEM.


- Science and Nature - z tego działu dostaniemy pytania w rodzaju: co się stało, gdy pewien amerykański leśniczy spalił liścik od małżonki w 1990 r., a także który kraj zamyka do więzienia ludzi, którzy nie pogłaskają upolowanego zwierzaczka i nie dadzą buzi właśnie złowionej rybce.


I co, nie znacie odpowiedzi? ŻAL.PL...

PS. Ale ciasteczka były pyszne :)

piątek, 7 sierpnia 2009

7th Sea - tym razem na morzu! (część I)

Ta sesja zdecydowanie zadaje kłam teorii, że tzw. Krakowska Szkoła Grania w 7th Sea polega m.in. na unikaniu morza (złośliwi dodają, że to dlatego, że MG są za leniwi, żeby nauczyć się reguł bitwy morskiej...). Cud się stał - na tej sesji była bitwa morska! I to jaka! Ale po kolei...

MG: Krakonman (tradycyjnie)
Gracze: Funio (Sven Gutlafsson, Vesten...menven... nn.. jar :P), MidMad (Karen Black, Kapitan), Raven (Gunter Skavlatsson, Drużynna Lebioda), Robert (Eiseńczyk Helmut Kohl, Milczący Twardziel), Sernik (właściwie - magiczny przedmiot: +10 do obłaskawiania Złowrrrogiego MG)


Sesja rozpoczynała się dość opieszale - najpierw niektórzy musieli ciężko pracować i gdy już na sesję dotarli (miałam wizję, że moja postać już dawno leży zabita brutalnie przez MG), okazało się, że koledzy po dżentelmeńsku czekali - robiąc przedsesyjne bydło - a gdy już wszyscy byli w komplecie, postanowiliśmy zabrać się do roboty i...
... tak minęło niepostrzeżenie kolejne 20minut, podczas których zwolennicy Wrestlingu usiłowali bezskutecznie przekonać Funia, jaki to świetny i emocjonujący system. W wolnych chwilach zerkali na ekran laptopa Krakona, gdzie odbywały się rozgrywki Piłkarzyków (zainteresowanych detalami gry odsyłam do Funia).
Krakon w pewnym momencie odszedł w miejsce, w które nawet MG chadza piechotą. Po kilku minutach Robert zerka na ekran i oznajmia, że ktoś komuś strzelił gola. "AHAAAA!", rozległ się tryumfalny krzyk Krakona z czeluści Pieczary Westchnień... To wydarzenie pozostawimy bez komentarza.

Kiedy w końcu zmobilizowaliśmy się do grania, przyszedł czas na rozdawanie dramadajsów. Raven miał jednego, MidMad - jednego, reszta drużyny dzielnie wydała swoje podczas kolejnej sesji, więc tylko westchnęli smutno.
- HA! - cieszy się Krakonek, najbardziej różowy MG po tej stronie Rio Gildio. - A ja mam 18 DD!


Już w pierwszych minutach gry powracamy do status quo z poprzedniej sesji - wszyscy leżą powaleni. Raven (którego postać jest w tym stanie najdłużej) zrezygnowany przegląda jakiś podręcznik walający się akurat po podłodze o tytule "Battlelords". Krakon opisuje, chce deklarować jakieś akcje za NPC...
- Krakon, to poprowadź tu sobie, a my w tym czasie zrobimy sobie postacie do "Battlelordsów". - stwierdza rozbrajająco Funio.
- Heroiczna gra... - wzdycha Krakon, wciąż nie mogący zrozumieć, czemu wszyscy padli pod naporem niezliczonych henchmenów.


Spoglądamy na karty postaci, żeby sobie przypomnieć, co też one w zasadzie potrafią.
- To ja umiem pływać?! - zszokował się Funio nad kartą Svena, kapitana statku zresztą. - Ale ze mnie koks!

Mały przerywnik podczas sesji - Funio i Krakon, znawcy filmów porno z fabułą (podobno są takie!), wymieniają poglądy na temat "Space Nuts"(?) i "Pirates XXX" (???).
- "Space nuts" obejrzałem tylko pierwszą płytkę, bardzo dobry film... ale więcej na raz nie mogłem... - wyznaje skromnie Krakonek.
- Krakon do drugiego CD nie doszedł... zmęczył się...


MG próbuje opanować chaos i przypomnieć graczom, co robią.
- Na morzu gramy!
- Najpierw musimy tam dojechać... - przypomina rzeczowo Robert.


Postać Funia jest lubieżna (czyt. "pies na baby") i lubuje się we wszystkich szczegółach, które pań dotyczą:
- Czy Angelina ma batystową chusteczkę z koronkami? - dopytuje się z błyskiem w oku.
- Jaką? Przełóż to na barbarzyński. - Żąda MG.
- Taką fajną... mizi-mizi. - Wyjaśnia po kobiecemu MidMad. Zadziałało.

MG, próbując rozwikłać niuanse mody vendelskiej i vesteńskiej (jakoby jedni są mniej męscy, bo noszą spódniczki), rzuca do Svena:
- Dobrze, że masz dziś brązowe spodnie...
- Jak zawsze. - stwierdza bezlitośnie Karen.


Drużyna stara się domyślić, kto jest odpowiedzialny za atak na Angelinę (i ich samych), czyżby Vendelowie? A kim w zasadzie jest Sven...?
- Nie, nie jestem jakimś Vendelem! - zapiera się Sven brutalnie, energicznie wymachując rękami, ale po chwili się poprawia i dorzuca wystudiowanym tonem. - Jestem dworzaninem, jak pani zauważyłaś, ę.... ą.... - i kontynuuje swą przydługą i obrzydliwie dworną przemowę, po czym podsumowuje: - No, już skończyłem być kulturalny. TO TE VENDELSKIE SKURWYSYNY TO ZROBIŁY?!

Funiowe (Svenowe?) libido daje znać:
- Jestem lubieżny... dlaczego nie mogę tego sobie teraz poodgrywać?
- Poodgrywaj sobie, a my idziemy do następnej sceny - rewanżuje się bezlitośnie Krakon za "Battlelordsy".

Drużyna wsiadła na statek o przygłupiej i pseudovendelsko-vesteńskiej nazwie "REVENSJ".
- Co to znaczy? - pytają Svena.
- Wyrzyg kaszalota. - odpowiada poważnie Sven.


W pewnej chwili nastąpiła przerwa na przekupienie MG sernikiem, podczas której dyskutowano o tym czy Wikingowie są blond, czy może rudzi i jak to się ma do Vendeli i Vestenów. W pewnej chwili Krakon zerka na Piłkarzyki:
- O, Piotr Jakiśtam strzelił bramkę. 0:1!
- Krakowska Szkoła Grania - rzuca MidMad w zadumie.


Sven i Karen są wściekli, że do misji nie wynajęto ich ukochanych statków.
- Dlaczego nie wynajeli mojego statku... - zastanawia się Karen.
- Albo mojego. - dodaje Sven.
- Mój jest większy!
- A mój ładniejszy!
- A mój bardziej naoliwiony...
- Czy wy na pewno o statkach rozmawiacie? - dopytuje się MG.

Przez całą sesję Raven cierpliwie znosił przytyki do mizerności jego postaci. W pewnym momencie przypomniał sobie nawet jej koncepcję - niestety w dalszym ciagu nie wyjaśniała ona tragicznie niskich najważniejszych statystyk Guntera. Z tego powodu Sven przez całą sesję jęczał, łapiąc się za głowę:
- I on jest Wikingiem... zakała rodu...
W pewnym momencie zapytał nawet:
- Czy twoja matka była Vestenką?
- Kozą! - podpowiada ktoś z graczy.
W trakcie walk Karen szarżuje na wroga z pistoletami, obrażając Vendelów ile wlezie:
- Wy parszywe psy! Wasza matka była kozą! - zastanawia się chwilę, po czym dorzuca - Czyli jesteście braćmi Guntera...

Podczas walki, Gunter nie miał wielu sukcesów i wkrótce został powalony. Od tego czasu służył jako omdlałe przyozdobienie relingu.
- Jakie ty masz statsy?! - denerwuje się Funio.
- 1.... 1.... 4... 1... - zaczyna wymieniać Raven.
Funio przeklina iście po wikińsku, zapominając że jego postać to dworzanin.
- I on jest Wikingiem?!!!


W wolnych chwilach drużyna miło spędzała czas, bratając się z załogą statku. Krakon odgrywa jednego z barczystych NPC i rzuca zachrypłym głosem:
- Graliśmy w kości... a teraz - pijemy!
Za chwilę dodaje niewinnym tonem Mistrza Gry, jak gdyby nigdy nic:
- Kto ma chirurgię?

Gunter, jak łatwo przewidzieć, został ranny. Sven jako medyk ma zająć się obrażeniami.
- Operuj - rzuca MG.
- WWW. OPERA.COM.
- Wyszło?

Przy okazji została odkryta największa tajemnica Seji'ego:
- Dlaczego Seji lubi Operę?
- Bo dają mu ładne podkoszulki z dużym dekoltem eksponującym biust.
- E, nie. To dlatego, że go tam lubią.
- Jak byście mieli 10 klientów, to też byście każdego tak miło traktowali, jak Opera Seji'ego.


Kwiatków było tym razem dość sporo, więc żeby nie nadwyrężać klawiatury, tyle na dziś. Kolejna porcja - TUTAJ! :)