sobota, 1 lipca 2017

Na skrzydłach Rocranon: masoni, kefir i cała prawda o Krakowskiej Szkole Grania

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


Drużyna nocą podjeżdża pod wieś, w której zdaje się toczyć jakaś walka. Postaci podejrzewają, że grupa żołdaków pacyfikuje mieszkańców. Drużyna przygotowuje się do wkroczenia, Nuadu z Montcortem idą na zwiady, tymczasem szamanka Mabon zamyka oczy, nawiązuje kontakt ze swoim duchowym przewodnikiem-krukiem i wysyła go w ślad za własnymi zwiadowcami. MG opisuje wizję szamanki: - Szum wiatru w twoich uszach i uderzenia skrzydeł, lecisz nisko nad ziemią, przed tobą dwie ciemne, schylone sylwetki... Montcort bezlitośnie dorzuca: - Potem jedna z postaci wycelowała w kruka z łuku i wizja się urwała! Gracze dowcipkują sobie ze zdolności szamanki i jej duchowego opiekuna. Montcort tradycyjnie zaczyna: - Czułeś Nuadu? Jakaś mroczna obecność tu leciała... Leciała i krzyczała: Jeść! Jeść! Jeść! Mabon, chcąc ogłuszyć dziesiętnika wrogów, rzuca czar „Wygnanie duszy z ciała”. Wie, że jeśli uderzy, lekko tylko nim wstrząśnie. Niestety kości są nieubłagane, maksymalny wynik na obrażenia zabija żołnierza. Mabon wstrząśnięta stoi nad jego zwłokami. Montcort postanawia pocieszyć przyjaciółkę, ta przytula się mocno do niego płacząc. Montcort patrzy na dziewczynę i przypomina sobie o jej absztyfikancie: - Jakby mnie teraz Folke zobaczył, ale by mi wyjebał!
Wciągnięty w pułapkę oddział żołdaków został właśnie podpalony, a teraz jest gęsto ostrzeliwany z łuków, co nie do końca podoba się centaurowi o dźwięcznym imieniu Buga, który rwie się do walki i niecierpliwi się mocno, grzebiąc groźnie kopytem w ziemi. Centaur nachyla się nad ramieniem ukrytej za jedną z chat Mabon. - Dlaczego nie atakujemy, tylko siedzimy w tym ukryciu? - Lord Montcort nie wydał jeszcze rozkazu – wyjaśnia Mabon. - A kiedy Lord Montcort wyda rozkaz? – dopytuje się Buga. - Cierpliwości. Mija trochę czasu. Buga znów się niecierpliwi: - Czemu nie szarżujemy?! Montcort prosi koleżankę: - Mabon, przekonaj go, niech czeka! Mało sprytna Mabon, niewiele się namyślając, wyciąga coś z kieszeni: - Buga… kostkę cukru? Wszyscy truchleją z przerażenia. Centaur na pewno nie puści takiej obelgi płazem! Buga początkowo prycha gniewnie, otwiera usta… ale zamiast nakrzyczeć na dziewczynę, nachyla się do jej dłoni i zżera przysmak, chrupiąc z zadowoleniem, po czym z zapałem wylizuje podstawioną pod twarz dłoń szamanki.

Walka dzielnej drużyny wyglądała tak:
Po walce i gaszeniu pożaru spowodowanego przez miksturę zapalającą Simeona okazuje się, że powody nocnego poruszenia w wiosce były zgoła inne od tych, których spodziewali się bohaterowie. Montcort filozofuje: - Wyjdzie, że ich zajebaliśmy dla kasy, a my ich zajebaliśmy ideologicznie! Keffar idzie w sukurs przyjacielowi: - Tak! W samoobronie! Znaleziony poza wioską martwy rycerz odziany był w mistrzowsko wykonaną kolczugę. Taki kąsek nie mógł zostać pozostawiony luzem! Mabon postanawia przezbroić się, polepszając swoją ochronę. Kiedy odchodzi na bok przebrać się, nagle znajduje się wielu chętnych żeby jej towarzyszyć. Przoduje w tym Montcort. - Nie! No muszę iść z tobą! Pilnować cię! Przecież na moment będziesz w ogóle bez Klasy Pancerza! Drużyna dokonała bulwersującego czynu. Wyeliminowała cały oddział poniekąd sojuszników (a tak naprawdę zwolenników groźnej organizacji parareligijnej). Montcort już się cieszy na myśl, jak na to zareaguje jego przeciwnik polityczny: - Jak to usłyszy lord Guiosa, trafi go chujoza! Koledzy zainteresowali się bardzo strojem Mabon, miłośniczki dobrego jedzenia, a konkretnie jej starą, skórzaną zbroją: - Zbroja po Mabon… pachnie boczkiem… mmm… - Jak by tak ją do wody wrzucić, można by było rosół na niej ugotować! Mabon pisze list: ”Drogi Folke! Ależ dziś pracowity dzień! Zarżnęliśmy cały oddział sojuszniczych wojowników z zimną krwią! A co słychać u Ciebie? Tęsknię, Twoja Mabońcia XOXOXO" Montcor dodaje: „Aha, mam nową zbroję. Wiesz, opina mnie bardzo. Tak jak lubisz.” Keffar dorzuca bezlitośnie: „…zjem jeszcze pół świniaka i opnie mnie jeszcze bardziej!” Kolejna sesja. Jeszcze nie wszyscy gracze dotarli, więc bawimy się fajną tabelką z jednego podręcznika do RPG. Losujemy, jakimi zasadami kieruje się grupa najemników. Wychodzi, że są bardzo specyficzni, bo są gotowi na wzięcie pieniędzy w dowolnym momencie, nawet w trakcie bitwy, od dowolnej ze stron. Z drugiej zaś strony, kiedy bitwa robi się nieco zbyt ciężka, to też chętnie biorą… ale nogi za pas. Gracze pękają ze śmiechu: - To są jakieś kutwy bojowe! W końcu drużyna zaczyna się zbierać, ale MG postanawia sobie podworować ze spóźnialskich: - W sumie to już porozdawałem wasze PDki innym graczom, którzy przyszli punktualnie. MidMad oburza się na niby: - To cześć! – po czym trzaska słuchawką w Skype. - Taa. Krakowska Szkoła Grania… – podsumowuje Robson. Drużyna wypytuje okolicznych wieśniaków. Aby rozwiązać język jednemu młodzieńcowi, a także podziękować mu za usługę, gracze stwierdzają, że trzeba dać mu monetę, jednego kła. Zapada niezręczna cisza. Największe kutwy w drużynie mają najszybszy refleks. Keffar stara się wyglądać na mniejszego niż jest w rzeczywistości, a Mabon zaczyna: - Słysząc to, Keffar i Mabon pogwizdują i rozglądają się niewinnie po okolicy, zupełnie jak by nic nie słyszeli! Montcort również wykazuje się nadopiekuńczością co do swojej sakiewki: - A ja mam ukrywanie w lesie!
Mieszkańcy wioski patrzą nieufnie na drużynę, która się w niej pojawiła. Montcort uspokaja towarzyszy: - O ile nie rzucają spojrzeń po linii strzału z kuszy, jest OK.
We wsi, do której dotarła drużyna, jej członkowie, jako nigdy nie widziani przybysze, stają się prawdziwą sensacją. Mateczka Gardise podejmuje gości i odpowiada na pytania, ale celne komentarze rzuca Mistrz Heutlo, poważnie i zamożnie wyglądający mężczyzna. - A od czego mistrzem jest Mistrz Heutlo? – pyta Montcort. - Mistrzem kamieniarstwa – wyjaśnia MG. Mabon syczy do ucha towarzyszowi: - Maassssooooniii… Drużyna została poczęstowana przepysznymi specjałami z ogródka mateczki Gardise. Mabon zastanawia się nad ich smakiem: - Czy ja czuję jakiś dziwny smak w tym, co nam podali? MG odpowiada: - Jest inaczej niż jedzenie, które jecie w mieście. To ma więcej aromatu, świeżości. Prawdziwe jedzenie, bo w mieście, to wiecie... - Taa. Wszystko pryskane – wzdycha Mabon. W jej towarzyszy w tej samej chwili wstępuje diabeł: - Hy hy hy Simeon pryskał osobiście! - Błeee… - Ustami! I to wcale nie był kefir! - No tak, on nie brał kefiru w usta! - Keffaru…? Mabon z mocno zniesmaczoną miną patrzyła, jak przez wioskę przebiega tabun obleśnego bydła.
MG ogłosił przerwę na 5 minut i odszedł od komputera. Gracze od kilku dni namiętnie zagrywają się w pewną grę komputerową, więc jedna anonimowa graczka od razu pyta: - No to co, chłopaki, szybka partyjka w Minecrafta? MG po powrocie niby mimochodem informuje, że w jednym z licznych otwartych okienek na komputerze podczas sesji ma podgląd serwera do MC z informacją, kto i kiedy zalogował się do gry. Gracze teatralnie wzdychają z zawodem.
Mabon wyraźnie czuje pociąg do dzikiej natury Bugi, centaura który dołączył do drużyny całkiem niedawno. Kiedy Buga rzuca dość prosty i małośmieszny żarcik, Mabon od razu zaczepia go zalotnie, machając rzęsami: - Nie wiedziałam, że centaury mają poczucie humoru... Rumienię się po czym strzelam sobie w twarz, bo przypomniałam sobie o Folku [sympatia Mabon pozostawiona w mieście]. MG ma dużo roboty i wiele otwartych okien na ekranach monitorów, gracze korzystają więc z tego, że MG nie wszędzie może zaglądać. Nagle jednak Mid swoim komentarzem zwabia prowadzącego na czat Skajpa, gdzie dzieją się rzeczy wprost niegodne. Mistrz Gry karci Smartfoxa, na co ten reaguje: - Ej! Mówiłeś, że nie czytasz Skajpa! - No ale tym razem Mid mi podpowiedziała, że warto! Fox robi groźną minę w kierunku Mid, która odpowiada ze spokojem na twarzy: - EJ! PDki nie mają przyjaciół! Centaur Buga na chwilę oddala się od drużyny. Mabon niepokoi się jego przedłużającą się nieobecnością: - Idę poszukać centaura – wyjaśnia. - Poczochrać?! – koledzy dworują sobie ze słabo ukrywanego afektu Mabon do centaura. - No dobrze, idź poczochrać centaura. Ale nie nabieraj Keffaru w usta! Drużyna przepytuje rodzinę pewnego kamieniarza, który ledwie wiąże koniec z końcem. Mieszkańcy wioski wyraźnie ukrywają jakieś zdarzenia z dziejów wioski. Mabon dopytuje się o podejrzanego Mistrza Heutlo: - A co jego ojciec robił? Żona kamieniarza w końcu niechcący się wygaduje: - No, wiecie, jak wszyscy wojownicy… Rolnikiem był! Drużyna opuszcza wieś poganiana przez alchemika Simeona. Niektórzy protestują, bo jeszcze nie udało im dowiedzieć tego, po co przybyli. Simeon cierpliwie tłumaczy: - Wyjedziemy tylko na niby, zaczaimy się, a ja wypróbuję moje nowe umiejętności! Keffar zjadliwie kontruje, nawiązując do ostatnich fumblów Simeona przy rzucaniu zapalającymi pociskami: - A co? Nauczyłeś się w końcu rzucać?
MG niewinnie pyta się, jaki szyk przyjmuje drużyna, opuszczając wieś. W Montcorcie od razu włącza się instynkt samozachowawczy: - Przyszykowane wielkie tarcze, od góry zamknięty szyk typu „żółwik”, miecze w rękach, łuki napięte, w środku Simeon z dwoma miksturami ognistymi…
Dwójka zwiadowców nie chciała się poddać ścigającym ich członkom drużyny. W końcu jeden z nich wali się na ziemię, łapiąc się za krocze, w które solidnie przykopał mu Nuadu. Straszliwie obolały mężczyzna zostaje odtransportowany następnie do obozu, gdzie zajmuje się nim drużynowy medyk i alchemik w jednym. Mabon też chce być pomocna, jednak… - Kiedy Mabon dowiaduje się gdzie leży problem tego mężczyzny, czerwieni się i jednak odpuszcza. MG wyjaśnia: - Problem leży obecnie w rzece, bo zimna woda daje choć odrobinę ulgi.