piątek, 16 grudnia 2016

Obietnica: polowanie na lolcaty

MG: tsar
Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna). Ma partnera (biznesowego!) Waltera-chemika, który gotuje najlepszą metę na statku.
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza. Hobby: strzelanie w potylicę. Towarzyszy mu niepełnosprytny adiutant, Wowka, który ciągle pakuje się w tarapaty.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, żołnierz, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi. Ma za to awersję do węży.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono.



Któregoś dnia, nie mogąc doczekać się sesji, drużyna dogrywa pewne szczegóły. Na poprzedniej sesji pojawił się nowy NPC, kuzyn Tyrvida, któremu gotówki nie brakuje. Postacie oczywiście chcą go uwolnić od jej nadmiaru w sobie tylko znanych celach:
- Tylko najpierw musielibyśmy wziąć głupiego NPC na pokład… - rzuca Rossarian.
- No przecież Wowkę już mamy, a oni tak szybko giną…- podrzuca Marv.
- Nie potrzebujemy takiej osoby. Ten cały kuzyn Tyrvida może nam krzywdę zrobić!
- Nam krzywdę zrobić? Sami sobie damy radę! - odcina się triumfalnie Rossarian.



Zaczynamy sesję. Dużo kombinowania i liczenia punktów, bo to ostatnia chwila aby wydać zdobyte wcześniej punkty doświadczenia. Fox liczy w pamięci, męczy się strasznie i ogarnia temat w pocie czoła, w końcu zrezygnowany rzuca:
- Nie, no ja muszę sobie to zapisać.
- Patrzcie... Polonista liczy. - komentuje nasz jak zawsze miły MG.
- Ty dupo kostropata! - odcina się Fox - Widzisz? Przynajmniej jako polonista potrafię zgrabnie cię przekląć!
Mid podstawia pod kamerkę internetową swój elektroniczny kalkulator i z miną niewiniątka proponuje:
- Foxiu, chcesz?
- Daj spokój. - odpowiada Żuk - Za Foxa żona liczy nawet wypłatę.
- 1... 2... 3... dużo!... - Mid odgrywa “umiejętności” Foxa. Żuk się dołącza:
- Pięć palców być dużo!

Aspołeczny dr Denver rozmawia z pewną panią, która zaczepiła go w kosmoporcie. Kobieta chce najwyraźniej namówić go na jakiś szemrany interes, jednak po chwili orientuje się, że on zupełnie nie rozumie jej aluzji. Chce się więc wycofać z sytuacji, coraz bardziej się plącze w zeznaniach i coraz mocniej się czerwieni. Doktor oczywiście niczego nie łapie:
- Ja zupełnie nie rozumiem o co pani chodzi… ale uważam, że powinna pani zastosować jakiś preparat leczniczy, bo pani skóra jest wręcz chorobliwie zaczerwieniona!



Tyrvid ma poważny problem. Żaden z jego załogantów nie chce wstąpić do Floty, a ta naciska żeby wybrał sobie 1-szego oficera. W końcu postanawia podejść Tanyę podstępem.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia… - zaczyna Tyrvid.
Tanya szybko i niemal na jednym wdechu odpowiada:
- Jestem górnikiem, nie nadaję się do Floty!


Tyrvid po „koszu” od Tanyi postanawia połknąć ropuchę i wziąć na swojego pierwszego oficera Rossariana.
- To ja szukam Rossariana -  deklaruje Parasit.
- Ja jestem u siebie w kajucie. - odpowiada Rossarian.
- Tak. - rzuca Mg złośliwie. - Pastuje magnetyczne buty...
Denver dołącza się:
- ...od spodu.


Rossarian ma obawy co do propozycji złożonej przez Tyrvida, kapitana statku „Renegat Ziame”, zwłaszcza że funkcją tego pierwszego jest tu nadzorowanie czy kapitan jest wystarczająco lojalny wobec swojego narodu. Rossarian zaczyna:
- Panie Tyrvid, ja nie wiem czy ja mogę być pana pierwszym oficerem. Już jestem pana alter-ego jeśli pan wie o czym mówię?
- Owszem, czuję pana ciągle za swoimi plecami. - odcina się Tyrvid z miną niewiniątka.


Drużyna zastanawia się, skąd by tu wziąć pieniądze. Rossarian przechodzi do sedna sprawy i przypomina o ofercie zorganizowania „safari” dla grupy bogaczy, polujących na dzikiego kota:
- Jeśli  chodzi o zarobki… proponuję, żebyśmy polecieli na Mot i zapolowali na tego cholernego lolcata.
- Ładny mi lolcat...




A tak wygląda ten „cholerny lolcat”, aka rocratt, 160 cm w kłębie, 280 cm długości.
Szczęki o nacisku BFQ równym 137...



Kiedy okazuje się, że otwarte w znanej restauracji „Pod palmami” piwo, aksamitnym, namiętnym kobiecym głosem zachęca aby go wypić, graczy ogarnia głupawka. Pomysły są coraz dosadniejsze. Rossarian puszcza wodze wyobraźni:
- Brakuje tylko lizaka, który mówi „Ooooo, poliż mnie”.
- Koniecznie głosem dr Denvera! - rzuca doktor, napotykając zdumione spojrzenia towarzyszy. - No, wiecie, jak byłem młody, to dorabiałem jako student… Jakoś trzeba było zarabiać na studia, nie?


Bydła już nie dało się powstrzymać. Kiedy przed postaciami stawiane są drinki z bitą śmietaną, pod wiele znaczącą nazwą „Mt. Everest”, komentarze sypią się garściami:
- Mt. Everest? Oho, zaraz usłyszymy: „Będziesz szczytować!”
- „Wejdź na mnie!”
- „Zdobądź mój szczyt!”
Niezrażony niczym MG zaczyna opisywać wygląd drinków:
- Drinki wyglądają prawie jak lody z bitą śmietaną… - zaczyna.
Rossarian rzuca w popłochu:
- Z bitą śmietaną? NIE JEM TEGO!!!
Pozostali się jednak skusili. MG bardzo wyraziście opisuje doznania smakowe. Postaci upajają się smakiem, aż wreszcie ktoś nie wytrzymuje:
- … I po zębach czuję jak zapierdalają Szerpowie z Hillarym!
- Jest jeszcze polska wersja z wódką! Nazywa się Baca na Rysach...
- Tak! A tam lachony w szpilkach na ścianie!

Bliska przyjaciółka Tyrvida, Naomi, wymusza na nim, żeby pokazał jej statek, którym będzie latać. Po wejściu na pokład, dziewczyna rozgląda się i mówi:
- Fiu fiu… Myślałam, że jest większy… ale i tak robi wrażenie.
Rossarian, znając stopień zażyłości Tyrvida z koleżanką, rzuca do niego:
- Już drugi raz to słyszysz, prawda?


Naomi z ciekawością ogląda wszystkie zakamarki i poznaje całą załogę, która chyba za wszelką cenę chce zrobić obciach Tyrvidowi, zachowując się wielce osobliwie. Tyrvid tłumaczącym tonem wyjaśnia przyjaciółce:
- To samo najlepsi specjaliści, najwyższej klasy! Niestety sami autystyczni…


Załoga idzie na proszoną kolację na najlepszym pokładzie Arkologii Invictus. Niestety Tanya nie bardzo ma co ubrać. W szafie wybierać może między poplamionym smarem kombinezonem, a jeszcze bardziej poplamionym smarem kombinezonem. Rossarian załamany rzuca:
- Dziewczyno! Ty nie masz jakichś normalnych ubrań?! Jak ty będziesz wyglądała? Weź przynajmniej żałobę spod paznokci usuń!
Tanya zniesmaczona odpowiada:
- Żebym potem znów musiała nową warstwę smaru nakładać?


Dziewiczy lot „Renegata Ziame” pod nową załogą ma służyć działaniu poszczególnych systemów, w tym również uzbrojenia pokładowego. Siedząca przy komputerze gunnera Tanya pudłuje przy pierwszej próbie zniszczenia kosmicznej bryły lodu. Denver od razu zauważa okazję, by nawiązać do pewnej dawno zapomnianej walki:
- Mówię wam. Jak napotkamy kosmiczne węże, to mamy przejebane…


Lądujemy na księżycu Mot, znanym nam nie od dziś z dwóch poprzednich, nienajszczęśliwszych wizyt. Rossarian wzdycha filozoficznie:
- I znów przylecieliśmy na Mot. I znów zmienimy bieg historii
- Do trzech razy sztuka! - odpowiada Tanya.



MG opisuje sytuację:
- Przylatujecie do dżungli, w pobliże góry wskazanej wam przez lorda. Góra nazywa się Coxand Mountain.
Wyposzczony Rossarian dopytuje się:
- Cocksuck mountain?      



Nadszedł czas na safari. Drużyna zostaje na pokładzie statku i ma czekać na powrót szlachty z polowania. Rossarian, oficer bezpieki, wykazuje jakieś minimum ludzkich odruchów (czyt. robi sobie dupochron) i pyta wyruszających na wyprawę myśliwych:
- Na pewno nie chcecie żadnej pomocy?
- A co, chcesz jednak z nami iść, żałujesz? - pyta lord, który wynajął drużynę.
- Nie, ja jestem przyzwyczajony do strzałów w potylicę, a nie do zwierząt…
Zupełnie nie wiedzieć czemu, po drugiej stronie komunikatora zapada nagle niezręczna cisza.



Statek „zaparkowany” w dżungli księżyca Mot oblazły jakieś dziwne stworzenia. Pałąkowate ciało i sześć kończyn wyglądają jakby zostały splecione z gałęzi grubości nadgarstka dorosłego mężczyzny. Kiedy jedna z istot zaczyna się wspinać po płozie statku, Tanya nie wytrzymuje. Razem z Rossarianem wygarniają do stworzenia z laserowych karabinów, rozwalając je w proch i pył. Tanya, spluwając, rzuca przez zęby:
- Pierdolone Enty! Co z nimi robimy, Rossarian?


Polująca w dżungli szlachta, pracodawcy załogi, obiecujący sowitą zapłatę po powrocie, wpadają w srogie kłopoty. Przez radio słychać nawoływania o pomoc. Wygląda na to, że mogą nie wyjść z tego cało, mimo że statek leci już im z odsieczą. Rossarian nagle zdaje sobie z czegoś sprawę i wściekły na siebie wali otwartą dłonią w czoło.
- Kurwa Mać! Note to Myself! Następnym razem przelew przed akcją!


Rosssarian wkurza się, że ma niską umiejętność gunnery, niższą niż znana ze swojej „celności” mutantka Tanya. Puszczają mu nerwy:
- Dobra, ty pomyłko genetyczna, weź sobie to gunnery! Jak będziesz strzelać, to laser się zakrzywi i trafi z powrotem w nasz statek! To już lepiej żeby robot kamerdyner Tyrvida siadł przy dziale!
- No tak - odpowiada ze stoickim spokojem Tyrvid - on przynajmniej trafi w tego węża…



Rossarian w końcu nie wytrzymuje i zaczyna krytykować niemal nieludzki, analityczny sposób bycia doktora, którego bardziej interesują podejrzane eksperymenty medyczne niż życie pacjentów:
- Panie doktorze, pan to by tylko kroił mięso... pan się zachowuje jak aspołeczny psychopata, badał się pan na Aspergera może?
- Nie… - odpowiada zdumiony doktor z pokerową twarzą - Ale przecież mam kwalifikacje… to wszystko w porządku!
  

Polowanie kończy się nienajlepiej dla zblazowanych myśliwych. Dwóch z nich rozszarpały dzikie zwierzęta, a trzech, poranionych, z cudem uszło z życiem. Doktor bierze najciężej rannego na stół i operuje:
- Usunięcie palców jednej ręki, amputacja kończyny, resekcja jelita… ale będzie żył. - mówi z dumą po zakończonym zabiegu.
Rossarian, który parę minut wcześniej wytykał doktorowi aspołeczność, wzdycha:
- Weź go dobij.