piątek, 10 czerwca 2016

Tymczasem w Rocranonie...


W dzisiejszym odcinku dowiemy się, jak sobie radzić z bandą dzikich psów, głodnych ogrów i jak nie prowadzić zalotów.

MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste - Mijau
Łowca Keffar zwany Twardzielem - Parasit
Sokolnik i Lord Montcort - Smartf0x
Dziki łowca Nuadu - Żuk
Wojownik Wielki Wude - Robson
Szamanka Mabon - MidMad


Do naszego obozowiska zawitały bezpańskie (?) psy dingo najpewniej zwabione zapachem jedzenia. Montcortowi dingo zeżarł ostatnie racje żywnościowe, więc jak to na prawdziwego przyjaciela przystało, postanowił podchrzanić trochę racji z plecaka śpiącej Mabon. Montcort podchodzi i zaczyna jej grzebać w plecaku. Zauważa to Keffar:
- A co tu nasz jaśnie hrabia ODPIERDALA?!?!?!?


Po drodze wzięliśmy ze sobą ranną elfkę. Patrzymy na planszę z żetonami symbolizującymi wszystkie postaci, jest na nim narysowane coś zielonego ze szpiczastymi uszami:
- A co to za goblin mały? - pyta Montcort.
- Chodzi ci o Mabon? - pyta usłużnie MG.
- TO JEST PRZECIEŻ ELFKA!!! - Mabon puszczają nerwy.


Keffar, Ostrojczyk (czyt. coś w stylu wikinga) płynął łodzią do jaskini pod wodospadem. Wraca cały przemoczony, a tu okazuje się, że zaraz trzeba płynąć z powrotem. Bruna od razu pyta:
 - Nie powinieneś się rozgrzać po tej kąpieli?
Keffar odpowiada dumnie:
- Ja już się rozgrzałem wiosłowaniem tutaj!
- To się jeszcze rozgrzejesz w druga stronę… - dorzuca przebiegle Montcort.

Weszliśmy do jaskini i szukamy zaginionych kapłanów dawnego bóstwa, ale zamiast tego napotykamy obleśne ogry. MG opisuje odgłosy w ciemnościach:
- Słyszycie jakieś charknięcie, lepkie gluty upadają na posadzkę...
- To jeden z kapłanów Tileopesii... - zgadują gracze. - Odprawia rytuał!

Ogry z jaskini nie są pokojowo nastawione. Na graczy pada blady strach. Kto przeżyje sesję?
- No, jak to, tylko Wude, schowa się w ciemnościach. - Ktoś przypomina o specjalnej umiejętności czarnoskórego wojownika.
- Wystarczy, że zamknie oczy!

Wude dostał potężny cios od ogra, ale z pomocą pospieszyła Mabon i uleczyła go. Montcort wyjaśnia:
- Wude dostał NFZtem…
- Aż za 6 pkt.? - dziwi się Wude. - To chyba prywatną służbą zdrowia…



MG grozi Montcortowi:
- Jak masz napięty łuk i czekasz, to może ci się strzała wymsknąć...
Jego towarzysze wyjaśniają ze smutkiem:
- Montcort ma problemy z przedwczesnym... Tym.. no…
- Zwolnieniem cięciwy.
- Właśnie.

Ogry są wściekłe, żeby nas przepuścić, domagają się mięsa. ktoś wpada na genialny pomysł:
- Dajmy im lembasy, to ich zabije!

Ogry twardo się targują, gracze na to stawiają ultimatum:
- Damy wam dwa jelonki i pokażecie nam drogę do kapłanów!
- MIELONKI!? - rozlega się nagle pełen niedowierzania głos w tle. Mabon burczy w brzuchu.

Ogry od jelonków wolą jednak Mabon, która wpada w popłoch:
- Nie pozwalajcie im mnie wziąć, obiecuję, będę mniej jeść!

Mabon próbuje przekonać ogra, żeby nie zabijał jej przyjaciół. MG opisuje:
- Ogr nie odpowiada…
- Ha, ha - rzuca jakiś zupełnie anonimowy gracz - Pewnie ciamka Wudego.
- ...chyba Wudemu?


Zabiliśmy 2 ogry, MG nas "chwali", jak to tylko on ma w zwyczaju:
- Ale ładnie! Ogry dają dużo pedeków!... - gracze się radują, ale MG szybko się poprawia: - A nie, w sumie to nie tak dużo.

Mabon zadała ogrowi, z którym od dłuższej chwili walczył Keffar, śmiertelny cios. MG opisuje:
- Mabon staje stopą na ogrze i wyciąga mu z klatki piersiowej oszczep...
- A potem oblizuje! - dodaje krwiożerczo Mabon.
- Chyba cmokta oszczep... - dorzuca jakiś anonimowy lisek.

Gracze podsumowują swoje dokonania po walce z ogrami:
- Jeden ogr stracił jaja, a drugi worki.
- Jeden miał nóż, a drugi drąg. Teraz nic nie mają.

Mabon robi killsteala na ogrze. Parasit/Keffar smuci się. MG nie przepuszcza okazji do podrażnienia się z graczem:
- Sorry, Parasit, za ogra wszystkie PD chyba dostanie Mabon...
- A ile PD jest za Mabon? - rzuca rzeczowo Parasit.

Temat PD powrócił po sesji. Jak zawsze usłużny MG poinformował pozostałych graczy, że za Mabon należałoby się im jedynie 50 PD, za to co innego, jeśli chodzi o pozostałe postacie…
- Za Keffara z magicznym toporem w łapie jest między 300 a 475 PD - kochani towarzysze Keffara od razu rozpoczęli planowanie jak by tu go pozbawić życia.
- To już byłby level! - rozmarza się Fox. - Tyle, że musiałbym to zrobić szybko. I to od pleców strony. I kiedy śpi. I musiałbym dwoma strzałami trafić. Zadać sporo obrażeń. Tyle niebezpieczeństw, a tylko 475 expa.
- Czyli Mabon to dla nas żaden deal - myśli głośno Żuk - za to jak ona by nas opierdoliła podczas snu, to od razu by jej ze dwa levele skoczyły do przodu i jeszcze by dostała odznakę Lectera.


W wodach mrocznego jeziora pływa jakiś potwór:
- Widzieliście to? Tam… czarne… długie… obślizgłe… - duka przerażona Mabon.
- Wude! Schowaj to! - krzyczy Nuadu.
- Przestań, Mabon, Wude to też człowiek! - strofuje towarzyszkę Montcort.

Zamyślony Wude ma palucha w nosie:
- Aha, coś czarnego i obślizgłego?
- To nie był palec… - precyzuje Montcort jak zwykle.

Wielki Wude został po pewnym czasie pieszczotliwie przechrzczony na WD40.

W ogromnej jaskini strasznie śmierdzi. Wchodzimy w jakiś tunel.
- Ale nas te elfy załatwiły, śmierdzi tu jak w smoczym odbycie.
- Tak czy siak, jesteśmy w dupie.
Po chwili Wude dodaje:
- Już nie jesteśmy w dupie, tylko w okrężnicy.
- Kolonoskopia!

Przed kolejną sesją MG niby mimochodem napomyka, że czeka na nas więcej ogrów. Zupełnym mimochodem również udostępnia nam nawet trochę ich statsów. Gracze usiłują robić dobrą minę do złej gry, ale Mijau przybiera błazeńską manierę hebanowoskórego Feste i oświadcza z rozbrajającą szczerością:
- Czarno to widzę!

Okazuje się, że Parasit nie może być na sesji, a jego postać, Keffar, to nasz jedyny o-mało-co tank drużynowy. Przed sesją kombinujemy:
- Robson, graj Keffarem!
- Mogę se pograć Keffarem? - Robson, dyżurny animator enpeców, pyta MG z błaganiem w głosie i miną kota ze Shreka - No daaaaj się karnąć Keffarem!!!
Gdybyście mieli wątpliwości, MG oczywiście nie dał.

Mijau wyraża troskę po nieobecności na dwóch sesjach.
- A czy ktoś się Festem karnął jak mnie nie było?
- No co ty, czarnym i do tego błaznem? - oburza się hrabinka Montcort.
- JECHAŁBYM JAK DZIKI! - zaprzecza zachwycony Nuadu.

Nadszedł czas na tropienie śladów w lesie. Feste niestety nie nadaje się do tej roboty:
- Nie jestem łowcą. Jestem z miasta.
- To widać… - podśpiewuje w tle Nuadu.

Montcort znany jest z tego, że jego strzały nie trafiają do celu albo się łamią, przez co pojawiła się teoria, że struga je z sera. Otrzymał nawet ksywkę "Hrabia Mozzarelli". Podczas nocnej warty dzielny łucznik słyszy skradanie i widzi jakąś sylwetkę, więc zaczyna się lekko niepokoić i naciąga cięciwę. MG jednak wyjaśnia:
- Uspokaja cię zapach dymu z ogniska...
- Uspokaja mnie raczej… Zapach mozzarelli!

MG opisuje spotkanie chętnej Bruny z nieśmiałym Montcortem, który broni się przed nią i jej miłością rękami i nogami. Wszyscy gracze (poza Foxem, dziwnym trafem, którego mina jest coraz bardziej kwaśna) chichrają się bez opamiętania… W pewnym momencie Mijau nie wytrzymuje i wciela się w rolę MG w chwili, gdy Bruna przysiada się bliżej Montcorta:
- Dłoń Bruny sunie w dół…
Mina struchlałego Montcorta - bezcenna!



Chcieliśmy wzbudzić płomień miłości między Montcortem a Bruną, więc podrzuciliśmy druzynowej zabijaczce bukiecik kwiatuszków i napisany przez Festego wierszyk miłosny. Oto poezje Festego:

"K" literkę sam postawię
"O" literkę tobie zostawię
"C" literka też może być bez tego
"H" nie może żyć
Później postawię "A" i "M"
Na końcu piękny wyraz "CIĘ"

Jesteś latem mym i wiosną,
Roześmianą wciąż radością,
To Ty zimą i jesienią
Jesteś kwiatem i zielenią,
Tyś mym źródłem i strumieniem,
W Tobie gaszę me pragnienie,
Z Tobą wszystkie chwile dzielę
Świątek, piątek i niedzielę.
Składam dzisiaj w Twoje ręce
Życie moje i... me serce!


Wściekły Montcort nie pozostaje mu dłużny:

Tobie poślę w dupę strzałę,
Z trzewi wyrwę flaki całe.
I rozrzucę je po rucie,
Ty błazeński, czarny... Feste.


Feste zaraz odpowiada:
Mocne słowa, jak na gołowąsa,
co ze swojej kuśki tylko wciąż obtrzasa.
Wolisz swoją silną dłoń,
niż wilgotną ciepłą toń.
Montcort, Montcort, siusiaku.

Montcort nie wytrzymał napięcia i sięgnął po ciętą ripostę:
Feste, Feste Ty chuju!
To chyba było jakieś haiku?


Gracze zastanawiają się, jak upamiętnić ten pojedynek na rymy:
- Jeszcze trochę i wydamy tomik wierszy: “Na rocranońskim wybrzeżu”.
- A może książkę “Życie seksualne dzikich”?
- Hej, ja jestem dziki, nie Montcort! - oburza się (dzikus) Nuadu. Po czym dodaje uczonym tonem, powołując się na tytuł szlachecki towarzysza:
- Napiszmy lepiej dysertację “życie seksualnie na dworze”.



c.d.n.

Brak komentarzy: