poniedziałek, 18 października 2010

Cała prawda o pewnym golemie...


Nadszedł czas, gdy nawet zgrzybiali, wiekowi oraz omszali (ale tylko od północnej strony!) gracze molestują MG, żeby poprowadził im coś nowego i wspaniałego. Tak oto postanowiliśmy zagrać w Wolsunga.



Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdyby nawet podczas tworzenia postaci i wstępu do sesji nie pojawiły się przeróżne kwiatki i chwaściki.
Poniżej - kilka z nich (te ocenzurowane)...


MG: JaXa de Zoo
Gracze: 3Jane (Masica Akai, zwinna półorczyca), Ianca (niziolska mistrzyni kuchni Alfreda Kuchenbauermann), Szept (Jonathan Livingwood, elf, pisarz powieści grozy), MidMad (elfia archeolog, Lady Lorna Dartmoore)
Miejsce gry: Lyonesse


Podczas, gdy zapoznawaliśmy się ze światem, jego prawidłami, krainami i historią, pojawiło się kilka ważkich pytań na tematy egzystencjalne:
- Mistrzu Gry, a skąd się biorą małe ogrzątka?
- Ogry rozmnażają się z każdym... - zaczął Jaxa obawiając się najgorszego, dlatego szybko zmienił temat i zaczął opowiadać o wolsungowej Transylwanii oraz wampirach (bo co innego może interesować krakowskich eksWoDziarzy...?).
-  A co wyjdzie z połączenia: Nosferatu + Ogr? - zaczęli dociekać gracze.
- Wyobraźcie sobie tego przystojnego, z lekka śliniącego się Draculę...


Gracze wybierają rasy postaci. Jonathan jest elfem, Lady Lorna również.
- Ale fajnie, jesteśmy w większości! Na odmianę będziemy mogli rzucać rasistowskie elfie dowcipy na temat innych ras! - coponiektórzy przypominają sobie dawne, dobre warhammerowe czasy.


Każda z postaci powinna mieć jakiś magiczny gadżet.
- A moja postać będzie miała magiczny minutnik do jajek! - wpada na pomysł Janka.
- Wyobraźcie sobie... smocze jajko na miękko! - rozmarza się któryś z graczy. 
- Gotowałaś już jajko dla królowej?
- Miałam jajko... dla Arcyksięcia Rudolfa! - wyjaśnia Alfreda, weteranka wojen i żywicielka pułków ostriackich.
- Tylko jedno?
- Aaa... to dlatego Ostria odłączyła się od Wotanii... ta kobieca siła perswazji! - Jaxie udaje się odgadnąć zagadkę jajka Arcyksięcia Rudolfa.



Wielce dystyngowana drużyna udaje się w odwiedziny do pewnego lorda. Niektóre z postaci zaczynają zdejmować płaszcze przy wejściu, lecz nigdzie nie widać służby. Nastaje mrożący krew w żyłach moment niepewności.
- Nic się nie przejmuj, jak tylko zdejmiesz płaszcz, na pewno jakiś służący się pojawi. - Jonathan uspokaja Lornę. - Ludzie z nizin tak mają, że biorą płaszcze...
- A oddają chociaż?


Czas na opis postaci - okazuje się, że Lady Lorna obdarzona jest burzą włosów... rudego koloru.
- Aha! - Szept, również grający elfem, szybko się orientuje. - To dlatego, że elfy na jesień zrzucają... eee... zmieniają kolor włosów!
- Ale te rasistowskie kawały miały dotyczyć innych ras...


Gospodarz kameralnego przyjęcia otacza się przepychem i nietuzinkowymi środkami bezpieczeństwa. Wokół domu oraz wewnątrz (!) straż pełnią golemy, w bardzo widocznych miejscach.
- Ciekawe, jak się nazywa ten golem...
- GoLEM? no, jak to jak. GoLem Stanisław!



Ciąg dalszy ani chybi nastąpi...



PS. Grafika oczywiście pochodzi ze strony Wolsunga - można ją zassać jako tapetę.

2 komentarze:

seriouslymike pisze...

Parsknąłem na "GoLema Stanisława" :D

Alannada pisze...

Wpadłam na blog przypadkiem. Jest super, także dodaję go sobie i czekam na nowe kfiatki :)