sobota, 4 lutego 2017

Wewnętrzny Wróg #3 - pudel bojowy, perły malarstwa bretońskiego i krasnoludzka konferencja naukowa

Ponieważ jakimś cudem dzielnej drużynie udało się przeżyć ostatnie mrożące krew w żyłach wydarzenia, gracze z radością przystąpili do wypędzania kolejnych tabunów bydła z zagrody.

Dzielny MG: Smartfox
Nieustraszeni gracze:
Agnar Ognistobrody (Robson) - krasnolud o chorobliwie bladej cerze, wojownik podziemny. Podróżuje po Imperium w poszukiwaniu córki, która wykazywała chorobliwe zainteresowanie rozkopywaniem grobów i uciekła z domu. Drużyna ma nadzieję, że nekrofilia nie jest u nich rodzinna.
Bruno Gottfried Rolfson (Ungrim) - diablo sprytny człowiek, chuderlawy skryba z darem wymowy i podejrzanie haczykowatym nosem, który zdecydowanie powinien zmienić profesję przynajmniej na szarlatana. Niestety wyrzucił swoje kultowe sandały do rzeki, przez co reszta drużyny straciła wiele okazji do żartów.
Eduard (Mijau) - młody halfling o złotym serduchu i głowie nie od parady, z nadwagą i brzęczącą kiesą. Często grozi mu niebezpieczeństwo utraty cnoty, ale póki co, udaje mu się ją zachować, ku zmartwieniu niektórych dam.
Erhardt (Żuk) - człowiek, ogromnie chutliwy, szpetny jak noc eks-szczurołap z zabitej dechami dziury zwanej Wurfel. Towarzyszy mu czujny, krwiożerczy (ale słodki) terier, wabiący się Johan Rutger. Obu głównie tylko wursty w głowach.
Sigrid Ranulfsdottir (MidMad) - potężna kobieta krasnoludzka o rubensowskich kształtach, białowłosa zabójczyni trolli. Ma słabość do dzielnych krasnoludzkich wojowników. W torebuni nosi warchlaczka o wdzięcznym imieniu Ludwig von Klangerhoffen. Jest przekonana, że wyrośnie z niego kiedyś groźny knur bojowy, o ile wcześniej nie zeżreją go jej towarzysze.
Vragni Grumdisson (Parasit) - zabójczo przystojny krasnolud z Zufbaru o krzaczastych brwiach, obecnie strażnik miejski, w bojach stracił rękę, ale nie ducha walki. Sigrid pała do niego (źle) skrywanym afektem. Przeważnie w środy wieczorem.



Sesja zaczęła się nietypowo. Po kilku próbach zagnania przedsesyjnego bydła do zagrody, MG zaczyna w końcu swój opis:
- Siedzicie w… zajeździe! - skonsternowani gracze truchleją, nie wiedząc, co robić. Niczym nie zrażony MG kontynuuje:
- Ty, Eduard, będziesz miał inne wprowadzenie niż inni. Stoisz w karczmie! Ciężko o miejsca siedzące.
- Może usiądź na kolankach u Sigrid? Są takie… miękkie!
- Żebym ja na tobie nie usiadła!
- Ty uważaj -  ostrzega Eduarda Bruno - bo jak Vragni usiadł, to potem miał już tylko jedną rękę!
- Nie - prostuje sprawę MG - on do pierwszego wspólnego noclegu miał rękę, tylko ona mu się położyła na tej ręce i wdała się martwica. Musiał odciąć!


Sigrid opowiada z zachwytem o chwili, w której jej warchlak Ludwiczek wyrośnie na potężnego knura bojowego, będzie miał wielkie kły, całą mase mięśni, gęstą szczecinę i siodło.
- I będę na nim jeździła! - dodaje krasnoludka.
- Ty, a kiedy Erhardt będzie jeździł na tym swoim pudlu? - zastanawia się niewinnie Bruno.
- To jest TERRIER!!! - oburza się Erhardt.

Erhard znowu wyrywa jakąś babę siedzącą przy sąsiednim stoliku w karczmie, mrugając do niej. Jejmość jest brzydka, gruba, z pokaźnym wąsem i zalotnym pieprzykiem w kształcie serduszka na policzku. Szpetny szczurołap niczym się nie zraża, dopija piwo, wstaje i odchodzi, mówiąc:
- Dobra, panowie, czas na mnie. Kto wybrzydza, ten nie rucha!
- Wiecie, dlaczego on tak rucha wszystko co popadnie? - mówi Bruno, odprowadzając Erhardta wzrokiem. - Założę się, że ma odporność na choroby!
Erhardt na to z radością:
- No a jak! - i truchta za swoją wybranką na pięterko na szybki numerek.


Postać krasnoluda Agnara odgrywa Robson, pracownik naukowy na uczelni. Nasz miły i opanowany zazwyczaj kolega znany jest z tego, że niezwykle rzadko, tylko w jednym przypadku, wychodzi z niego straszliwa bestia o plugawym języku. MG z tęsknotą wspomina ostatnie takie wydarzenie przy okazji opisu walki, podczas której Agnar dosłownie zmiażdżył rękę przeciwnika jednym ciosem (krytyk):
- Wasz kolega Agnar zademonstrował swoją ogromną siłę podczas walki, a wcale na takiego nie wyglądał. W końcu on zawsze mówi ładnie, układnie… no, chyba że ma konferencję naukową!


Ktoś zaczyna zabijać skrytobójczo podejrzanych typów, którzy nas śledzą. Strzały padają niebezpiecznie blisko członków naszej drużyny. Dzielni poszukiwacze przygód, nie myśląc wiele, biorą nogi za pas.
- Chłopaki! - krzyczy Bruno do kolegów biegnących z przodu - dobra nowina! Przeżyjemy jeszcze jeden dzień, bo MG już wyświetlił mapkę portu, do którego mamy dobiec!


Rozmowa o napotkanych żołnierzach i jednostkach wojskowych:
- W czasie wojny formowane są z nich pułki kawaleryjskie…
- A w czasie pokoju to pewnie blokady koniom na kopyta zakładają!


Znany ze swej nieokiełznanej chuci Erhardt wchodzi do karczmy, widzi siedzących przy stole dorodnych wojskowych, a że drużyna ma trochę za uszami, chce zrobić jak najlepsze wrażenie na wojakach:
- Karczmarzu! Piwa dla naszych dzielnych obrońców!
Jego towarzysze wykrzykują zdumieni:
- Czy jemu znowu się chce ruchać?!

Wchodzimy do kolejnej karczmy. Pojawia się Hilda, żona karczmarza. Co robi Erhardt?
- To ja do niej mrugam!
Jego towarzysze wykonują mentalny facepalm.


Malarz bretoński, niejaki Francois Boucher, specjalista od aktów, obraża Sigrid, poponując jej pozowanie. Zdenerwowana krasnoludka podtyka mu topór pod nos. Bruno próbuje załagodzić sytuację.
- Już ani słowa, nie denerwuj Sigrid, zobacz jak jej się włos jeży na warchlaku!


Podczas rozmowy z pewnym NPC w gospodzie okazuje się, że ktoś może czyhać na życie drużyny oraz mieć niecne zamiary wobec barki rzecznej, którą przypłynęli, oraz jej bogu ducha winnej załogi. Bruno próbuje szybko zakończyć rozmowę, by móc szybko wrócić na barkę:
- To, tego, my już musimy iść, bo na barce zostawiliśmy... jajka na ogniu, już na pewno są twarde!
- Bruno! - dorzuca rozczarowany Erhard, który miał nadzieję na spotkanie kolejnej kobiety lekkich obyczajów w tej gospodzie - Bo moje jajka też już są twarde!
Na szczęście towarzyszom udało się wyciągnąć Erhardta z gospody na czas.


Koniec sesji. Finałowa walka. MG włącza mapkę taktyczną i opisuje:
- Tutaj znajdują się podpalacze, a tu łowca czarown… I ZNOWU KTOŚ TU KUTASA NARYSOWAŁ!
Gracze odpowiadają zgodnym chórem:
- TO NIE JA!!!

Oczywiście wszyscy byli zupełnie niewinni, więc MG zrezygnowany po zakończeniu sesji pożegnał się ze wszystkimi i udał się na zasłużony spoczynek, pozostawiając mapkę sytuacyjną do dyspozycji graczy. Z wdzięczności za wspaniałą sesję, gracze postanowili ją ociupinkę urozmaicić.

Wczesny modernizm staroświatowy. Klasyka.




Kolejna sesja rozpoczyna się od walki. Agnarowi wyrywa się z piersi okrzyk bojowy, zamierza się toporem w przeciwnika, wyprowadza uderzenie… i niestety pechowo ledwie przebija zbroję wroga. Krasnolud jest zdumiony, więc Erhard tłumaczy:
- Poślizgnąłeś się na skórce od banana. Tego banana, który on miał wcześniej w kąciku ust?
- Co mu wypadł, jak mnie zobaczył, nie? - dodaje z nadzieją Agnar, mając nadzieję, że jednak wywarł na przeciwniku jakiekolwiek wrażenie.
Bruno w tle zaczyna nucić melodię do tradycyjnej pieśni bretońskiej “Weź go do buzi…”.



Drużyna dzieli się łupem. Vragni dostał nowe odzienie i chce komuś oddać swoją zużytą kurtkę. Bruno stwierdza z niesmakiem:
- Po krasnoludzie? A co ja z niej zrobię, kołyskę dla kota?!


Drużyna płynie barką rzeczną. Podczas podróży napotkała olbrzymiego smoczego żółwia, który jednak o dziwo nie wydaje się agresywny.
- A jak byśmy go tak udomowili? - zastanawiają się pomysłowi gracze.
- Ja mam tresowanie! Rzucam mu kiełbasę i wołam: „Kici, kici, jaszczureczko!”
Okazuje się, że potwór lubi mięso i zaczyna płynąć za łodzią. Gracze zastanawiają się, co by mu jeszcze rzucić.
- Mamy tu gdzieś świnkę? - pyta całkowicie niewinnie Bruno.
- Mamy warchlaczka! - odkrzykuje Erhardt, jakby nagle przypominając sobie o Ludwiczku, pupilu Sigrid, krasnoludki o obfitych kształtach.
- W zasadzie to mamy nawet dwie świnki… - dodaje Agnar w zamyśleniu.



Drużyna podziwia rokokowe dzieła pewnego znanego malarza, bretończyka Bouchera, któremu nieco zaleźli za skórę. Tematem najnowszego dzieła są pulchne, golutkie aniołki z twarzami członków drużyny. Jurny Erhard taksuje obraz wprawnym okiem i rzecze z pełną powagą:
- A ja bym tu jeszcze takiego kutasika walnął…
Bruno jak na rozkaz ściąga spodnie i prezentuje własne przyrodzenie:
- Taki może być?
- Idźcie stąd, dajcie mi pracować! - mruczy zirytowany malarz (MG).
- A ja wyjmuję swojego! - rozochocił się jak zwykle Erhardt.
Oczywiście gracze postanowili dalej dręczyć malarza, więc ten w ramach zemsty domalował aniołkom o połowę mniejsze przyrodzenie. Ciężki jest los koneserów sztuki w Starym Świecie!


Barka dopływa do przystani w wiosce. Wioska wygląda na pierwszy rzut oka na opustoszałą. Bruno stwierdza:
- Pewnie usłyszeli, że Erhardt przyjeżdża i dupcył będzie!



c.d.n.

Brak komentarzy: