piątek, 16 czerwca 2017

Na skrzydłach Rocranon: klasyka literatury i daltonizm bojowy


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.



MG zrobił mapkę, szczególnie zwrócił uwagę kolor jej tła.
Mabon stwierdza, robiąc aluzję do jego przydomka, który zdobył w dość wstydliwych okolicznościach:
- Keffarowi się na tej mapie podoba, że wszystko jest w BRUNATNYM kolorze.
Montcort dodaje:
- POSRANE to jakieś.
- Będzie się dobrze maskował... - podsumowuje Nuadu.


 Drużyna spotyka pewnego skrybę, który zadaje bardzo niewygodne pytania. Montcort postanawia odstraszyć wścibskiego urzędnika:
- Młodzieńcze, przydasz nam się w oddziale wojskowym!
- Młodzieńcze! Ja mam 42 lata! - protestuje skryba.
Montcort macha ręką i hojnie dodaje lat jednemu z kolegów:
- A Keffar - ma 70 lat.
- ...z czego 90 w legionach! - precyzuje po trollersku MG.
Skryba patrzy z niedowierzaniem na całkiem młodo wyglądającego Keffara. Towarzysze spieszą z wyjaśnieniem:
- U Ostrojczyków jeden rok liczy się jak trzy, tak szaleją!


Urzędnik nie dał za wygraną i wrócił po jakimś czasie, razem ze wsparciem znaczniejszego lorda. Mabon postanawia zaproponować plan z zatruciem dla gości wina środkiem przeczyszczającym.
Mabon do Montcorta:
- Mam podać to przyprawione wino?
- Coś bardzo złego we mnie mówi mi, że tak - uśmiecha się Montcort.



Mabon bierze udział w sekcji zwłok przyjaciela. Nie może się powstrzymać przed  płaczem. Mistrz Simeon stara się zwrócić jej uwagę.
- Mabon, twoje łzy padają mi tu...
Montcort nuci znaną piosenkę z dawnych lat:
- Twoje łzy lecą mi na koszulę z napisem Simeon Alchemist!


Nuadu i Keffar stawiają czoła zmutowanym wrogom. Do pomieszczenia wpada potwór. Keffar deklaruje:
- Odwracam się i walę z całej siły!
- Ale jego czy Nuadu? - dopytuje się Simeon.
Montcort objaśnia towarzyszom:
- Keffar cierpi na tzw. daltonizm bojowy. Wali, kogo popadnie, nieważne czy wróg, czy przyjaciel.


Atak strasznie wyglądających istot trwa. Walki przenoszą się do domu jednego z mieszczan. Do środka wpadają i potwory, i wojownicy z naszej dzielnej drużyny oraz Feste. Właściciel domu stoi pośrodku izby i zalewa się łzami:
- Poootwooory w moim doooomuuuu…
Feste pociesza go:
- Spokojnie, ja tylko jestem czarny!


Gracze przypominają sobie, jak nazywał się pewien legendarny bohater, którego mityczne czyny mogą pomóc drużynie i dziś. Po sprawdzeniu notatek wiemy teraz z całą pewnością, że nosił on miano Roberta Dyleya, zwanego Deszczowym Dniem. Jednak kreatywność graczy nie zna granic:
- Jak on się nazywał? Deszczowy Krok?
- Nie, Burzowy Rozkrok!
W tym momencie MG uczynił wielki facepalm. Kompletnie nie wiemy, czemu.


Feste kolejny raz gdzieś zaginął. Drużyna trochę się martwi, Montcort boi się, że młodzieniec znowu nawywija jakieś figle, jak ten z kradzieżą artefaktu od pewnego lorda, ale Nuadu go pociesza:
- Wszystko jest w porządku. Nie było pożarów, tumultu, nikt nic nie ukradł, nikogo nie gonili…
- A czy pytaliście lorda Arnljorna, czy nic mu nie zginęło? - pyta się “troskliwie” MG z niewinną minką. Wszyscy łapią się za głowę, przeczuwając największe kłopoty.


Znajomość Mabon i Folkego jest coraz bliższa, coraz więcej też radości sprawia drużynie komentowanie tej zażyłości. Kiedy Mabon przed wyjściem na umówione spotkanie z mężczyzną postanawia powiadomić o tym Simeona, którego traktuje nieco jako swojego opiekuna, budzi to w drużynie zaciekawienie. Keffar jako pierwszy podejmuje temat:
- Idzie przed randką do naszego alchemika?
Montcort na to:
- Ani chybi chce jakieś dekokty.
- Mikstura dzień po? - podsumowuje Nuadu.

Mabon wyszła na romantyczny spacer z Folkem. Montcort się cieszy, pamiętając o żarłoczności koleżanki:
- Dobra nasza! Mabon nie ma, wykorzystajmy to! Simeon, wyciągaj najlepsze żarcie!


Emocjonalna rozmowa między Keffarem i Montcortem o tym, jak wiele wysiłku włożyła drużyna w obronę miasta Sotham. Montcort wspomina:
- ... i walczyliśmy! Ty! Simeon! Mabon!
Nuadu nieco chmurny z powodu pominięcia jego znaczącego wkładu w walki:
- O kolegach to się, kurwa, nie pamięta.


Feste okazuje się kręcić coś na boku i niebezpiecznie ma to coś wspólnego z jakimś wysoko urodzonym młodziakiem. Wszyscy odradzają mu kozaczenia i obawiają się tego, jakie może to mieć konsekwencje, najbardziej Lord Montcort.
- Jak mnie przez ciebie zmuszą do rezygnacji ze szlachectwa, to ci zrobię taką Chatę Wuja Toma, że przejdziesz do klasyki literatury na Argadach!


Paladyn Guiosa swoimi poczynaniami zasłużył na nieufność graniczącą z wrogością ze strony drużyny. Kolejne wieści, które docierają do uszu awanturników po raz kolejny podsycają tę niechęć, ale też pewną złośliwą satysfakcję. Montcort nie przebiera w słowach:
- Ten tępy chuj teraz zacznie wojnę z elfami i wtedy zrozumie, na czym polega przewaga guerilli nad oddziałami pancernymi w lesie!


Drużyna wspomina jedną z ostatnich walk, w której zrobiło się bardzo gorąco wobec przeważającej liczby przeciwników. Montcort stwierdza:
- Wygraliśmy ledwo, bo mieliśmy wąwóz z dobrymi prądami konwekcyjnymi, czyli Keffara i jego dwa topory!


Czas udać się w podróż. Montcort komenderuje:
- No to do roboty. Na słoń! Znaczy… tfu, na koń!

Montcort opisuje taktyki negocjacyjne swojego kolegi, widząc jak ten próbuje zdobyć informacje, płacąc monetą zwaną w tym świecie “kłem”:
- Kluczowy tekst Keffara: chcesz kła czy w kły?


Przed drużyną stoją ciężkie wybory. Różne wątki fabuły ciągną w różne strony i wydaje się, że niektórzy z graczy będą musieli pozostawić swoje obecne postaci na ich posterunku i zagrać kimś innym, aby dalej brać udział w wybranym przez resztę plocie. Montcort wyjaśnia:
- Nie ma sprawy. Zrobię sobie nową postać, ale taką, że nawet Feste mnie będzie nienawidził!
Mabon odpowiada niewinnie:
- Taką grasz teraz, może coś nowego?


Przy wielkiej mapie wojennej w komnacie miejskiego Arsenału stoją znaczniejsi wodzowie i radzą o możliwych scenariuszach rozwoju wojny. Montcort z ciekawością przygląda się rzeźbionym figurom, przedstawiającym stojące w polu oddziały.
- Jaką figurką jest nasz oddział?
- Taki wielki chuj! - rzuca od razu Simeon.
Montcort oburzony krzyczy:
- Ej!!!
- No co?! Taki wielki, że musisz go brać w obie ręce! - szczerzy się alchemik lubieżnie.


Drużyna wyrusza z powrotem w pole. Montcort proponuje, aby funkcję zwiadu objął Feste. Mabon oponuje:
- Czy ty zwariowałeś? A jak trafi go jakaś zabłąkana strzała?!
Montcort, znany ze swej wątpliwej celności, uspokaja koleżankę:
- Ej! Przecież nie będę do niego strzelał!


Sesja się przedłuża, robi się późno, a za niektórymi z nas ciężki tydzień, wyjazdy służbowe i zarwane noce. Nagle do uszu graczy dobiega miarowy odgłos.
- Kto tak chrapie?!
- To Parasit - odpowiada Fox - przeszedł w tryb postojowy.


Brak komentarzy: