piątek, 7 października 2016

Rogate macki wikingów


Dziś w menu dwa dania: ciąg dalszy radosnych przygód słabo ogarniętych pogromc… tfu, przekąsek Cthulhu oraz przygody dzielnego rodu wikingów na Islandii (Sagas of the Icelanders).


MG: Smartfox
Postacie:
Mijau - Guillermo González, meksykański deratyzator, nielegalny imigrant
Parasit - Derek Arslan, radiowiec o arabskich korzeniach
Robson - Edward Paxton, świetny haker, przedstawiciel anglosaskiej większości etnicznej
Tsar - James "Grouse" Murdoch, dziennikarz i miłośnik sportów ekstremalnych pochodzenia anglosaskiego
Żuk - Maxymilian Clearwater, były żołnierz po przejściach, również o korzeniach anglosaskich
MidMad - Catherine Jones, afroamerykańska agentka FBI


Zaraz przed sesją, w trosce o dobre nastawienie do czekającej nas przeprawy z wrogiem, ktoś wkleił taki oto, zupełnie niewinny, link:
Przed MG stanęło nie lada wyzwanie: i jak tu teraz stworzyc klimat zagrozenia i zaszczucia? Jednak udało mu się i wkrótce postacie graczy zostały wciągnięte w wartką akcję w parku. W pewnej chwili wszyscy musieli gdzieś pobiec. Jeden z kolegów nie mógł sobie podarować:
- Chłopaki! Czekajcie na mnie! Jądro mi w ławce utkwiło! - w tej chwili wiedzieliśmy już, co stanie się tematem przewodnim sesji...
Nasz MG ceni sobie pozytywistyczną pracę u podstaw i dba o naszą znajomość literatury przy jednoczesnym nieskrępowanym ataku bydła:
- Wchodzicie na wyspę…- zaczyna się opis, gdy drużyna pod osłoną mroku udaje się do siedziby wroga.
- Gdzie jesteśmy?
- To jądro ciemności…- kwituje z niewinna minką MG.


Dzielny Max atakuje dwóch wrogów naraz. Koledzy sypią dobrymi radami jak z rękawa:
- Atakuję go taserem... - zaczyna Max.
- W jaja!
- I krzesłem go, krzesłem!
Max szybko poradził sobie z wrogami. MG opisuje:
- Max bierze do ręki broń automatyczną, pewnym ruchem ją przeładowuje…
- Tak, to pamięć mięśniowa… - dorzuca Żuk grający Maxa, byłego żołnierza armii amerykańskiej.
-  Właśnie. Sprawdzasz magazynki, płynnym ruchem pakujesz po kulce w tył głowy każdego z nich, pamięć mięśniowa, zupełnie tak, jak w Iraku…- kontynuuje beznamiętnie MG.
- Dopóki korespondenci CNN nie widzą, jest OK! - podsumowuje Max.
MG buduje klimat. Opisuje, że idzie na nas dziwny, niepokojący stwór: mięsisty, odnóża, macki, narośla…
- MIĘSNY JEŻ! - wykrzykuje radośnie Parasit.
Zastanawiamy się, jak by tu wtargnąć do bazy Bardzo Złowrogiej Korporacji.
- Przebierzmy się i zinfiltrujmy bazę!
- Ja przebieram się za Chewiego! - tsar błyskawicznie rzuca pomysłem.
- Z twoim wzrostem to co najwyżej możesz za Ewoka! - podsumowuje jak zawsze bezlitosny MG.
Obezwładniliśmy strażników:
- Szukam, czy nie mają jakichś pałek. - deklaruje Derek Arslan.
- Mają, w spodniach. - odpowiada MG z pokerową miną.
- Biorę jedną! - rzuca Derek, nie spodziewając się podstępu ze strony MG.
- …. Do buzi? - pyta MG, pragnąc doprecyzować.
- Ups…


James wystrzelał wszystkie naboje. Obmacuje Maxa, szukając magazynków do broni:
- Gdzie ten magazynek…
- O, tu… - rzuca Max zalotnie.
- To nie magazynek! … Czy to magazynek, czy cieszysz się że mnie widzisz?
- On ma magazynek… chyba od beretty…
- A może colta?
- Raczej tłumik snajperki!
- Hamulec wylotowy działa! - rozmarza się MG.
Guillermo Gonzalez, meksykanin słusznej postury, czeka na resztę drużyny w łódce zacumowanej przy wyspie, gdy reszta ekipy rozpoczyna walkę ze strażnikami:
- Idę w stronę hałasów. Ściskam w ręku pistolet znaleziony gdzieś w łódce.
MG opisuje:
- Guillermo idzie przez ciemny las… wiewiórki tryskają mu spod nóg...
MG opisuje Guillermo:
- Wasz towarzysz o wyglądzie piłki z wąsem biegnie…
- To się dobrze składa - mówi Gullermo - bo jako kulka nabiorę większego rozpędu!
Wszystkim przed oczami staje wiadoma scena z Indiany Jonesa: Poszukiwacze zaginionej Arki.


Max, czyli po godzinach obrońca sprawiedliwości Red Rage, knebluje Złego Człowieka.
- Ale czym? - pyta MG.
- Skarpetką, no… - tłumaczy Red Rage
- Lewą czy prawą? - docieka MG.
- Środkową… - rzuca Derek.
Robson ma pewne zatrzeżenia do ostatnich wydarzeń pełnych bydła:
- W ogóle nie czuję, że gramy w Zew Cthulhu!
MG marszczy brwi:
- Zapamiętajcie jego słowa… - na graczy pada blady strach.
Kolejny dosadny opis NPC autorstwa MG:
- Facet wygląda jak pizda satanizmu…
- Dżęder dotarł i do tej grupy?! - wzdycha ktoś ze smutkiem.
Wiecie, jak wygląda perwersja drużynowego hackera, Paxtona, wg MG, gdy potrzebujemy wyciągnąć dane z serwerów nowojorskiego portu?
- Rżniesz sieć portową aż miło...
Natknęliśmy się na bardzo podejrzany kontener. Derek, pochodzenia arabskiego, obznajomiony z problematyką imigracyjną, mówi:
- A w tym wielkim kontenerze jest pewnie 100 000 uchodźców, którzy maja być nosicielami robali kontrolujących ludzkie umysły!
Na twarz MG wpełza dziwny uśmieszek:
- Kurde, nie pomyślałem o tym!
- NIE PODPOWIADAJ MG!!! - krzyczą wszyscy gracze chórem.
Catherine, zawsze przepisowo czysta i odprasowana agentka FBI, sprawdza, czym smierdzą drelichy robocze, w które ma się przebrać. MG wyjaśnia:
- Jak to ubrania robocze. Śmierdzą smarem.
Catherine sie krzywi.
- A CZYM MAJĄ SMIERDZIEC? SZACHAMI?! - oburza się Derek.
- Szachami? Nie bardzo - mówi MG. - No, chyba że ktoś zbije konia…
MG odszedł na chwilę, więc od razu na początku akcji gracze zaczynają knuć, zerkając na plan sytuacyjny:
- Słuchajcie, te NPC teraz się przecież nie ruszają i nie reagują, chodźmy, zaglądnijmy do kontenera…
Po chwili MG wraca:
- Jak cię nie było, to zajrzeliśmy do kontenera i już spierdalamy, wiesz?  - tsar zwraca się do MG tonem, jakby własnie oznajmił, że ładną mamy pogodę.
MG jakoś się to nie spodobało… :’(
Uciekamy przed wielkim pająkiem, który wylazł z kontenera. Wszyscy zwiewają w popłochu, jedni towarzysze niosą drugich. MG opisuje, nie przebierając w słowach:
- Nagle dostajesz Jamesem.
Złe stwory uciekły ze swej krainy i chcą przezyć kosztem ludzkości, a pomaga im przejęta przez nie korporacja:
- To ruch pro life! - podsumowuje Robson.
- Raczej pro-insect! - prostuje tsar.
Szukamy kogoś, kto zna sie na mitach Cthulhu. Niestety nie znamy żadnej takiej osoby. MG zaczyna wymyślać NPC, ale wtedy z pomocą przychodzi Robson:
- „HARRY DRESDEN — WIZARD
Lost Items Found. Paranormal Investigations.
Consulting. Advice. Reasonable Rates.
No Love Potions, Endless Purses, Parties or Other Entertainment”
O dziwo, MG podłapuje temat:
- Znaleźliście kogoś. Nazywa się Harry Dresden...

* * *   

A teraz czas na kilka kwiatuszków z klimatycznych sesji systemu Sagas of the Icelanders, gdzie zadaniem graczy wcielających się w członków islandzkiego rodu jest… przeżycie kolejnego roku w surowym islandzkim klimacie. Ośmioletni Helgi, synek nadobnej Halldis, pomaga ojczymowi, Birkirowi, opiekować się owcami. Jednego bardzo mroźnego dnia okazuje się, że kilka z nich padło, a inne chorują. Helgi biegnie do zagrody owiec i zaczyna się do jednej z nich przytulać, nie chcąc, by zdechła. Dwie anonimowe graczki skrycie wypuszczają tabun bydła:

- Przytulanie owiec, tak to się teraz nazywa…?
- Dobrze, że jest taki mały… jeszcze nie sięga...
- Chyba, że owca leży... cholera.
- Beeeee!
- No wiesz, trzeba ją rozgrzac... a moze Helgi ma zydelek?
- W sumie co to szkodzi?
- Oj szkodzi szkodzi, owca się w międzyczasie wychłodzi...

Matrona rodu, leciwa Gudrun, staje do konfrontacji z podejrzanie wyglądającymi i uzbrojonymi po zęby najemnymi wojami. Chce ich przekonać, by wyjawili swe zamiary. Niestety rzut się nie udaje:
- Babcia mało rzuca... starość nie radość!
- A za młodu, oj, to się rzucało! (...w ramiona wojów, jak mąż nie patrzył!)


I tak oto okazało się, że babcia ma słabość do dzielnych wojowników. Z tej okazji powstaje pierwsze na świecie islandzkie haiku:
- Woje Mirmiła! / Babcia im miła!


Czas na bardzo dramatyczną, uczuciową scenę. Ottar, brat Birkira, zakłada na ramiona złoty łańcuch swojej dawnej kochance, Haldis, licząc na ponowne rozpalenie jej uczuć. Niesamowity nastrój podkreślają odpowiednie okoliczności przyrody. Padają niezwykle romantyczne słowa. MG mówi do Haldis:
- Czujesz ciężar tego łańcucha na szyi… Zaraz ci powiem, ile on jest wart… - MG liczy na to, że Haldis się skusi, ponieważ jej rodzina ma teraz duże problemy finansowe.
- A co mnie to obchodzi?! To taki romantyczny moment…- oburza się Haldis, zupełnie tracąc głowę dla dawnego kochanka.
- Dobra. - odpowiada MG. - Łańcuch warty jest w chuj.
- Jakie to romantyczne… - wzdycha Ottar.



Okazuje się, że mamy mało owiec, bo nam padły.
- Trzeba je będzie kupić albo rozmnożyć…- rozmyśla Birkir. - Czy jest ruch na rozmnażanie owiec? - dopytuje się o zawiłości mechaniki.
- Tak. Tak samo, jak na poczęcie dziecka. Jak rzucisz za mało, owce rodzą się chore lub zmutowane.
- Owce, dzieci, jeden pies...