piątek, 14 października 2016

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego śmiechu

Po dość długiej przerwie wróciliśmy do naszego kosmicznego RPG - Obietnica.

W przygodach biorą udział:
MG: tsar
Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna).
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, żołnierz, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi.


A oto kilka kwiatków z naszej pierwszej rabatki:


Socjalistyczny statek kolonizacyjny w kosmosie. Po udanej misji w nagrodę dowództwo długo i ostro nas przesłuchiwało, a potem zamknęli nas w malutkich celach. Marv, bywalec ciasnych przestrzeni w statkach kosmicznych z lubością trollujący ustrój polityczny, stwierdza z zimną krwią:
- Po 3 miesiacach w celi zglaszam skargę, że jest za duża.


Minęło długich siedem miesięcy od wydarzeń z pierwszej części kampanii. Na jaw wyszły pewne nieprzyjemne fakty, jak na przykład regularne raporty niejakiego Rossariana adresowane do bezpieki, które spowodowały przykre godziny przesłuchań przez służbę bezpieczeństwa. Po miesiącach niewidzenia się, do spotkania graczy dochodzi w górniczej kantynie na asteroidzie Esperi. Rossarian idzie ku stolikowi, który zajmują jego dawni towarzysze. Marv widzi zbliżającego się „kolegę” i stwierdza:
- Ja na powitanie ściągam spodnie i wypinam do niego tyłek, żeby mu nie utrudniać.
- No coś ty! Marv! - odpowiada szczerze zaskoczony Rossarian. - Przecież ja bym was nigdy nie zakapował!


Tanya jest szczególnie zainteresowana apteczką doktora Denvera i stara się przy każdej okazji wydębić od niego jakieś środki „na poprawę nastroju”.
- … no i cieknie mi z nosa ciągle, to może bym wciągnęła coś na to?
Denver poważnie zasępił się nad zdrowiem pacjentki:
- Może bym zamontował ci jakiś filtr?
- Filtr?! - krzyczy zrozpaczona Tanya.
- Mógłbym ci wstawić jakąś błonę.
- Znów będziesz miała błonę. - stwierdza Marv.
- W nosię mam taką błonę! - odpala Tanya.


Rossarian wstawiony niemal do nieprzytomności bimbrem pędzonym przez Marva, wraca do swojej kwatery. Przed włazem do kabiny podbiega do niego jeden z niskich rangą policjantów i chaotycznie informuje, że czeka na niego połączenie ze statku macierzystego. Rossarian, trzymając się framugi, żeby nie upaść, ruga funkcjonariusza.
- To czemu od razu mi o tym nie doniesiono?! - krzyczy Rossarian.
- No ale ja właśnie od razu… - zaczyna policjant.
- Za wolno!
- Ale...
- Zejdź mi z oczu natychmiast, bo czuć od ciebie alkohol!


Rozmowa telefoniczna z pułkownikiem Longanem, szychą w Służbach Bezpieczeństwa, przybiera niebezpieczne tony.
- Ale co się stanie jeśli nie uda nam się wykonać tej niebezpiecznej misji? - zastanawia się na głos Rossarian.
- Niestety nie będę w stanie wam pomóc. - mówi Longan.
- Może skończyć się tak, że do końca życia będę łupał lód gdzieś w pasie asteroidów.
- Jeśli do tego dojdzie, będziemy łupać go razem. - stwierdza z kamiennym spokojem Longan.
- Zawsze chciałem pana pułkownika lepiej poznać… - odpowiada Rossarian żarliwie.


Rossarian kontaktuje się ze swoimi znajomymi, aby zatrudnić ich do swojej ryzykownej misji. Tak się składa, że komunikator Tanyi znajduje się w jej samobieżnym dronie naprawczym. Rossarian już sobie to wyobraża:
- Przychodzi do niej dron i mówi: „Pomóż mi, Tanyo Maru…”
Marv dodaje:
- Help me Tanya Maru, you are my only hope.


Tanya, jak każdy prawdziwy żołnierz, każdą wolną chwilę spędza na ćwiczeniach. Kiedy dron Tanyi zbliża się do niej w sypialniach górników, z głośników słychać głośne sapania oddzielone odliczaniem.
Tanya - 98! 99! 100!
Marv w zamyśleniu:
- Nawet nie wiedziałem, że my tu mamy tylu górników...


W warsztacie Marva Rossarian wykłada sprawę tajemniczej misji do wykonania. A jest ona iście samobójcza. W końcu pada sakramentalne pytanie.
- To jak? Wchodzicie w to?
- Daj mi się chwilę zastanowić - mówi Marv. Po chwili słychać odgłos odkorkowywanej butelki. - Jadę!


Kumotrzy wpadają na pomysł, że dobrym pomysłem byłoby wziąć ze sobą doktora Denvera. Rossarian dzwoni do niego na videotelefon i zastaje go z zakrwawioną maską ochronną na twarzy, w zakrwawionym kitlu i z narzędziem do cięęcia kości w urękawiczonej dłoni. Doktor nie rozumie, dlaczego ma stawić się u Rossariana, ten tłumaczy mu, ale najwyraźniej nie może otrząsnąć się z widoku z ekranu.
- No więc doktorze Mengele... eeee przepraszam. Doktorze Denver. Sprawa jest nie cierpiąca zwłoki. Znaczy przepraszam, nie chciałem powiedzieć zwłoki. No więc... kroi się dobra zabawa. Rozumie pan, co mam na myśli, mówiąc "kroi"?
Denver, jak zwykle zasadniczy, uściśla:
- A to ma związek z moją pracą?
- No w sumie... może być rzeźnia. - precyzuje Rossarian.
- A to zaraz będę. - odpowiada nadal zasadniczo Denver i od razu się rozłącza.


Denver wysłuchał całej historii i tym razem nie rozumie, dlaczego ma brać udział w ratowaniu aurorańskich dyplomatów. Pozostali członkowie ekipy starają się pokazać mu bardziej oczywiste aspekty zadania. Marv wie, jak zachęcić lekarza:
- Ja na przykład po ostatnim takim ratowaniu miałem siedemnaście szwów na plecach.
- A to w takim razie jadę - rzuca od razu Denver. - Mogę zerknąć na te szwy i coś poprawić, jeśli pan chce?


Tanya miała w poprzednim sezonie bliskie spotkania z wielkim wężem, który zeżarł pewnego ważnego NPC, a którego nie zdołała zabić. Koledzy wciąż nie dają jej o tym zapomnieć. Przylatujemy na górniczą asteroidę, która w środku ma duży, przypominający jaskinię otwór:
- Tam na pewno jest kosmiczny czerw! - mówi Tanya.
- A czerw to prawie jak wąż, prawda? - rzuca niewinnie Douglas.
Tanya gniewnie marszczy brwi, ale udaje się jej opanować.


MG opisuje ciężki żywot lekarza:
- Doktor nie ma lekkiej pracy, na asteroidzie góniczej jest dużo różnych urazów…
- Na przykłąd urwana ręka… - dorzuca Marv.
- Najciekawszy przypadek - zdradza Rossarian patrząc wymownie na coraz bardziej wściekłą Tanyę - to uraz do węży!


Rossarian wypomina po raz kolejny jedną z porażek Tanyi, której krótki lont jest już na dopaleniu i nagle dziewczyna wybucha. Rzuca się do tajniaka z rękami, zaczynają się przepychać. Z tyłu zakrada się adiutant Rossariana, niejaki Wowka, z wysoko uniesionym w powietrze krzesłem, gotowy do zadania dziewczynie ciosu. Nagle między nich wskakuje Marv, trąbiąc jakąś ciśnieniową syreną. Wszyscy nagle zatrzymują się, a wściekły Marv wrzeszczy:
- Kurwa! Ludzie! Tu jest maszynownia! Ja tu narkotyki mam!


Doktor Denver ma wiele androgynicznych cech. Rossarian jak zwykle stwierdza filozoficznie, w dodatku wykazując się poetyckim zacięciem:
- Androgyniczny z urody na asteroidzie pełnej górników? W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku!


Tanya lubi przychodzić do lekarza po morfinę i inne środki odurzające. Doktor jest (niestety) służbistą i zawsze bada pacjentów przed wypisaniem recepty.
- Uważaj na Tanyę, ma węża w kieszeni! - ostrzega Rossarian.
- Proszę się rozebrać - mówi zasadniczo dr Denver do Tanyi.
- No przecież się nie wstydzisz - rzuca Rossarian do Tanyi - przed kobietą…
- W sumie… czego się wstydzić między nami dziewczynami. - daje się przekonać Tanya.


Rossarian nie może się powstrzymać, widząc doktora:
- O, dr Denver. Idę się z nią przywitać. Najpiękniejsza dziewczyna na statku! Wybacz, Tanya.


Rossarian tworzy skomplikowany plan, w jaki mógłby porwać wahadłowiec Skiron, jedyną maszynę latającą na całej asteroidzie Esperi. W planie uwzględnione są rozkazy lotu testowego oraz lewe zaświadczenia lekarskie. Rossarian rzuca do Denvera:
- A może nam pan trzepnąć L4?
Marv tymczasem już zdrowo wstawiony z figlarnym uśmiechem na twarzy:
- Ja nie mam L4, ale mam C4.


Rossarian dalej tłumaczy konieczność sfałszowania zaświadczeń lekarskich:
- Takie musi być zalecenie lekarskie, że ma lęk przed ciasnymi pomieszczeniami, żeby go wpuścili do mniejszego hangaru portu! Proszę napisać, że nie może mieć styczności z mazutem, to nie zamkną go w wielkim hangarze.
- Nie no! - protestuje Marv. - Jeśli muszę już coś mieć napisane to wolałbym trypra! Bo mnie potem w ogóle do maszynowni nie wpuszczą!
- Dobrze - dodaje Rossarian ugodowo. - Proszę mu dodatkowo dopisać trypra!


Tanya jest mutantką i u każdej z dłoni ma po trzy palce. Jej robot ma za to trzy manipulatory. Rossarian patrzy na nich i postanawia zaszpanować swoimi zdolnościami matematycznymi:
- Patrzcie, razem mają prawie tyle palców, co jeden człowiek!


Wahadłowiec zbliża się do księżyca docelowego podróży. Marv przy radiu podaje powód prośby o lądowanie:
- No... więc... musimy wylądować... bo mamy uszkodzony silnik!
- Nieeee - załamuje się Rossarian. - Chcesz blefować, że mamy uszkodzony silnik?
Marv, mrugając do Rossariana i wskazując na ciężki klucz francuski:
- Niekoniecznie to blef. Wystarczy, ze dasz mi chwilę z tym w maszynowni.


Marv usiłuje w lokalnym języku tłumaczyć, dlaczego koniecznie musimy właśnie teraz wylądować na księżycu Mot. Niestety początkowo są pewne problemy z przekonaniem kontroli lotów ludu Synthii zamieszkującego księżyc. Po kilku wymianach zdań Marv rzuca:
- Boring conversation anyway...
...po czym postanawia rzucić na umiejętności językowe i przemówić w lokalnej mowie. Rzut udaje mu się śpiewająco:
- Powody naszego lądowania deklamuję wierszem, trzynastozgłoskowcem w języku Synthii.
Niestety wiersz nie zachował się dla potomności ;)

P.S. Specjalne podziękowania dla tsara, który spisał większość kwiatków.

Brak komentarzy: