piątek, 28 października 2016

Immobilizer, trzy muszelki i fiku-miku...

… czyli dalsze zmagania dzielnej drużyny w kosmosie.

MG: tsar
Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna).
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, żołnierz, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono.


Na samym początku kolejnej sesji w świecie Obietnicy jak zwykle błyskotliwy Marv wymyśla hasło reklamowe dla naszego krwiożerczego doktora: „Denver Naoomi Apachee - Malowanie krwią, wyrób kaszanek”. Chwytliwe, prawda?

Po wylądowaniu na zamieszkałym przez obcą cywilizację księżycu Mot naprzeciw wahadłowca bohaterów wychodzi komitet powitalny autochtonów. Przybysze opuszczają swój środek transportu, kłócąc się, czy zostawić kogoś w środku. W końcu staje na tym, że wychodzą wszyscy, ku niezadowoleniu oficera floty.
- Zobaczysz! - denerwuje się Tyrvid - Jak zastaniemy po powrocie wahadłowiec na cegłach, to będzie twoja wina!
- Oj tam... - stwierdza Marv ze stoickim spokojem - Włączy się alarm, immobilizer i idziemy!
- A jak nam zwiną kołpaki, to kto je potem odkupi?


Doktor Denver po raz pierwszy spotyka obcą rasę Synthii, jest więc nią zafascynowany z biologicznego punktu widzenia. Z uwagą obserwuje obcych i ich ciała, sposób poruszania, to w jaki sposób kształtuje im się muskulatura, robiąc notatki… Rosarian to spostrzega i szepcze do doktora z przestrachem:
- Nie, nie kroimy obcych!


Spotkanie z ludem Synthii, a dokładniej przedstawicielami kasty Twórców, jak do tej pory zawsze odbywa się w atmosferze serdeczności i wzajemnego szacunku. Strony wymieniają się prezentami. Traf chciał, że Marv wręcza gospodarzom butelkę swojego najlepszego samogonu, przy mocnym sprzeciwie Rossariana. O dziwo alkohol wydaje się smakować miejscowym i chętnie wyciągają kubki do ponownego napełnienia.
Rossarian zdziwiony ale i zniesmaczony rzuca:
- Noooo! To wracamy po perkal i paciorki, bo wodę ognistą już im sprzedaliśmy.
- Nie! - oburza się Tyrvid. - Teraz czas na koce!


Zadanie drużyny polega na prowadzeniu negocjacji, warto więc żeby zajmował się nimi ktoś o odpowiednio wysokich umiejętnościach (manczkin alert!), takich jak dyplomacja. Niestety nikt się nie chce przyznać do posiadania odpowiednich cech na karcie postaci, więc obowiązek rozmów z przedstawicielami Synthii pada na niezbyt z tego zadowolonego Rossariana. Rozmowy dyplomatyczne nie idą najlepiej. Ktoś litościwie sugeruje, żeby Tyrvid sprawdził porządnie swoją kartę postaci. Tyrvid ze zdziwieniem odkrywa, że sugestie innych graczy, iż jego postać jest zdolnym dyplomatą są prawdziwe i mają pokrycie w statystykach na karcie postaci.
- To sam nie wiesz jaką masz postać?! - oburza się Mid.
- No bo ja inaczej robiłem tę postać. - wyjaśnia Parasit - I to się mi tu samo o tak podniosło...
Smartfox umęczony odgrywaniem Rossariana-bida-dyplomaty odpala ciętą ripostę:
- Jedyne, co mi się podnosi jak to słyszę, jest… moje ciśnienie!


Tyrvid bierze się do pracy i postanawia zasugerować obcym, że pewien ich czyn może się nie spodobać naszym władzom. Zastanawia się, jak ubrać to w słowa. Z pomocą (wcale nie złośliwą) przychodzi MG, podpowiadając:
- Jestem żołnierzem. Ale jak ja stąd pojadę z pustymi rękami, wkrótce przyjadą kolejni…


Lud Synthii za tabu uważa życie na księżycu Mot, starając się nie ingerować w żaden sposób we florę i faunę poza swoimi miastami. Marv tymczasem jest ogromnie zawiedziony, gdyż nie dostał od ludu Synthii spodziewanego poczęstunku, który stanowił jego przysmak. Postanawia więc oddać się pasywnej agresywności i mamrocze, paląc papierosa:
- Ciekawe co by było, gdybym wyrzucił kiepa do dżungli…
Rossarian w tej chwili ma kolejny przebłysk swojej „życzliwości” w kierunku Tanyi, nadal nie dając jej zapomnieć o pewnym wstydliwym incydencie. Wypomina jej, że niegdyś na tym księżycu stoczyła przegrany pojedynek z gigantycznym wężem i w walce tej straciła towarzysza, którego stwór pożarł.

- To ja już rozumiem, czemu Tanyi tak bardzo nie poszło z wężem! Ona działała zgodnie z zasadami Synthii i chciała go ochronić! W sumie można by jako przewagę w rokowaniach z Synthii wykorzystać tą walkę! W sumie w ogóle go nie tknęła!
- To prawda! - dorzuca Marv. - Nawet nakarmiła go swoim towarzyszem!

Tanya denerwuje się na Rossariana i rysuje kolejne mentalne kreski przy jego imieniu, w myślach ostrząc nóż typu Rambo. Marv stwierdza:
- Te kreski wyglądają tak, o. - I rysuje szubienicę. Z kresek. Tanya się rozpromienia.


Używając do gry systemu Roll20.net, Rossarian postanawia „szepnąć coś do ucha” Marvowi. Niestety missclick powoduje, że rzuca kością. Wynik wynosi 8. Marv śmieje się z przyjaciela:
- No to ja mu odpowiadam szepcząc: 9!

Drużyna sprzecza się o sposób prowadzenia negocjacji z ludem Synthii. Doktor proponuje:
- A może po prostu powiedzieć im prawdę?
- Prawdę?! - oburza się Rossarian - Jaką ty prawdę chcesz im powiedzieć?!
- Właśnie! - dodaje Marv - Bo mamy ich kilka.


Kolejna scena, w której drużyna działa niekoniecznie zgodnie z intencjami totalitarnych władz. Tanya, wiedząc kto w drużynie jest kapusiem, przygląda się Rossarianowi:
- Chcę zobaczyć, czy Rossarian to wszystko notuje mentalnie.
Tyrvid rozwiewa jej złudzenia:
- Rossarian nie notuje, ma 4 mikrofony w dupie!
- Aa jak znowu coś dostanie się do przełożonych - grozi Marv - to w dupie będzie miał i piąty…o taki:


Rozmowa z Adonem Baaloo, wysłannikiem kasty Cenzorów ludu Synthii, nie jest pozbawiona kurtuazji. Obcy stara się mówić językiem ludzi, choć nie jest jeszcze w nim w pełni biegły. Rossarian podejmuje się wytłumaczenia statusu prowadzonej przez niego misji:
- ...no i właśnie jesteśmy tu po części nieoficjalnie...
- Co znaczy słowo „nieoficjalnie”? - dopytuje się Adon.
- Nie wszystkie nasze władze wiedzą - wyjaśnia Rossarian - że tu jesteśmy... i takie tam fiku-miku... nie, proszę, nie pytaj, co znaczy fiku-miku!


Adon nadal ma problem z niektórymi słowami. Tym razem w długim wywodzie Rossariana nie zrozumiał słowa „czynnik”. Usłużny doktor Denver spieszy z pomocą, wyrzucając z siebie beznamiętnym głosem sentencję z szybkością karabinu maszynowego.
- Czynnik. Coś, co wpływa na jakąś sytuację. Przyczyna wywołująca określone zjawisko lub skutek.
Po tych słowach zapada grobowa cisza.

W eleganckim apartamencie bohaterowie podejmują mieszkańca planety o imieniu M'Vorte, z którym już wcześniej wiązały ich pewne układy. Gracze orientują się, że pomieszczenie jest na podsłuchu. Marv postanawia sprawdzić, gdzie zamontowano podsłuch. W tym czasie Tanya nie posiadająca za grosz umiejętności społecznych usiłuje rozmawiać z M’Vortem, nudząc go strasznie. Obcy umiera z nudów i niemal wykrzykuje z radością, gdy do stolika wracają Marv z Rossarianem. Ten drugi podsumowuje:
- Tanya to doświadczona pani psychoterapeutka... specjalność: taktyka małych oddziałów.

Ponieważ próba unieszkodliwienia podsłuchu Marvowi się nie powiodła, postanowił zaprosić gościa do łazienki, gdzie szum wody skutecznie zagłuszyłby ich rozmowę. Aby ukryć swój motyw, tłumaczy że nie potrafi rozeznać się w lokalnych urządzeniach sanitarnych i prosi o pomoc. M'Vorte pełen dobrej woli wchodzi nic nie podejrzewając do łazienki i zaczyna tłumaczyć:
- A te trzy muszelki służą do...

Bohaterowie postanawiają zagrać z M'Vortem w otwarte karty i wyjaśnić mu zagrożenie, jakie czyha na jego lud. Marv zaczyna tłumaczyć powagę sytuacji, a za głowę łapie się Rossarian:
- Przecież on to zaraz wszystko powie swoim!
- Tak! - A ty powiesz swoim! - reaguje Tanya, nie mogąca wciąż wybaczyć, że Rossarian kapował na towarzyszy z wyprawy w niedalekiej przeszłości.

M’Vorte się tłumaczy, że przez działania drużyny podczas poprzedniej wizyty na tym księżycu spadł 30 poziomów w hierarchii społecznej, a teraz kroi się powtórka z rozrywki. Gracze nie wykazują ani grama empatii:
- Teraz to on będzie dżunglę zamiatał z kiepów!
- Albo zostanie windziarzem…

Drużyna odwiedza uwięzionych przed lud Synthii pobratymców, którzy w misji dyplomatycznej przebywali na księżycu Mot. Wszyscy podejrzani są o dokonanie morderstwa. W trakcie czytania listy więźniów okazuje się, że najemnik-zabijaka podał się za technika przy ambasadzie. Drużyna przechodzi wzdłuż cel, widząc m.in. atletyczną, umięśnioną kobietę, wyciskającą pompki w celi:
- W takim razie ona na pewno jest sekretarką! - rzuca Rossarian.

Doktor niezbyt dobrze włada językiem Synthii. Rossarian mu wyjaśnia, żeby lepiej nie próbował wdawać się w rozmowy z lokalsami:
- Mówisz coś w języku Synthii, chcesz powiedzieć „Proszę mnie zaprowadzić na miejsce zbrodni”, a wychodzi „Chuj ci w dupę!”
- Nie rozumiem twojej analnej sugestii! - rzuca doktor głosem wypranym z wszelkich uczuć.

Tyrvid, którego nie było na poprzedniej sesji, musi szybko nadrabiać zaległości i trochę odstaje od reszty drużyny, kręcąc nieco nosem na podejmowane przez nich decyzje.
- Sam nie wiem, mogłem się więcej odzywać, ale to może wszystko wina tego, że jestem dziś jakiś taki nie w sosie.
MG podsumowuje gracza:
- Ty już drugą z kolei sesję jesteś jakiś nie w sosie.

Po sesji przyszedł czas na rozwój postaci. Tanya pyta:
- Czy mogę sobie kupić nową umiejętność?
- Po twojej przygodzie z wężem? - rzuca Rossarian - Strzelanie sobie kup!
- Chyba ze specjalizacją „w Rossariana” - rzuca zimno Tanya.

Na drugi dzień po sesji dwie anonimowe graczki rozmawiają ze sobą. Niestety autokorekta postanawia stworzyć kolejny kwiatek:
- Jak udała się sesja?

- Było fajnie, porno skończyliśmy! … Znaczy. Późno. Tak! Późno!

Brak komentarzy: