czwartek, 31 maja 2018

Obietnica: czy leci z nami kapitan?


MG: tsar
Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! Kto jest ideałem?
Marv (Ungrim) - inżynier, mechanik, biznesmen (alkohol i narkotyki, wytwarzanie i sprzedaż detaliczna). Zna każdego szefa magazynów (legalnych i nielegalnych) w promieniu pięciu pokładów statku-matki. Ma partnera (biznesowego!) Waltera-chemika, który gotuje najlepszą metę na statku.
Rossarian (smartfox) - oficer bezpieki, menda ale wszystkich o tym uczciwie uprzedza. Uprawia artystyczne pisarstworaportów na kogo popadnie. Hobby: strzelanie w potylicę. Towarzyszy mu niepełnosprytny adiutant, Wowka, który ciągle pakuje się w tarapaty.
Tanya (MidMad) - belterka, górnik, mutantka, kosmiczny marine, pilot mimo woli, żadnej pracy się nie boi. Ma za to awersję do węży i kiepskie rzuty.
Tyrvid (Parasit) - odprasowany w kantkę oficer floty, arystokrata posiadający własnego ordynansa-robota, nawigator extraordinaire. Wad nie stwierdzono, oprócz apodyktycznej mamusi.


W ostatnim sezonie Obietnicy dzielni śmiałkowie wśród gwiazd stawiali czoła wielu niebezpieczeństwom: opuszczonym statkom Obcych, oficerom bezpieki, gniewowi MG i, co najgorsze, własnej niekompetencji...

Trwa odprawa przed lotem eksploracyjnym do nowego systemu gwiezdnego, w niedużej salce, z niewielkimi krzesłami z pulpitami jak w amerykańskiej szkole. Komodor Decker po krótkiej tyradzie zadaje pytanie: - Są jakieś pytania? - Marv! - szepcze mało sprytna Tanya wciśnięta niewygodnie w za małe dla niej krzesełko - Mamy jakieś pytania? - Nie, o nic nie pytaj komodora! - szybko odpowiada Marv.
- Czemu? - dziwi się Tanya.
- ... bo jeszcze odpowie!


Podczas odprawy pada pytanie o (nad)używanie broni pokładowej w trakcie trwania misji.
- Wasza siła bojowa nie jest szczególnie wielka - odpowiada komodor - macie standardowe wyposażenie.
- Co to znaczy "standardowe wyposażenie"? - wyrywa się niby niewinnie kapitanowi Tyrvidowi.
- No a jak uzbrojony jest statek? - komodor przewierca spojrzeniem kapitana.
Gracz odgrywający Tyrvida w panice zaczyna przeglądać notatki.
- Dzia-ło-fu-zyj-ne. - słychać teatralny szept, podpowiadającego z sąsiedniej ławki Marva



Odprawa zakończona, dobrze umięśniona Tanya wstaje energicznie do postawy zasadniczej, niestety maleńkie krzesełko, w które musiała się wcisnąć, nieszczególnie na to pozwala. Słychać trzask i oto Tanya stoi z oderwanym pulpitem w rękach. Rossarian patrzy na nią, po czym z rozrzewnieniem spogląda na komodora, tłumacząc koleżankę:
- Ach, kruszynka nasza…



Załoga lata statkiem poniekąd zwiadowczym. I właśnie dlatego przed kolejną misją postanowiła przeszmuglować na pokład kilka zupełnie niewinnych głowic atomowych. W końcu Marv ma kumpla, a jego kumpel zna gościa, który ma kolegę, którego bardzo dobrze zna Rossarian i ten wisi mu przysługę... a kilka bezpańskich, zapomnianych atomówek wala się gdzieś w magazynach i porasta kurzem... Rossarian dyskutuje z Marvem, ilu członków drużyny dopuścić do sekretu. W końcu Bezpieka czuwa - a kto wie o tym lepiej niż kapuś Rossarian? Rozmowa zwraca się ku Tyrvidowi, który, choć kapitan, zawsze dowiaduje się o wszystkich "nieoficjalnych" akcjach na końcu.
- To co, powiemy kapitanowi?
- Komu? - dziwi się Marv.
- No, Tyrvidowi. Kapitanowi Tyrvidowi. No wiesz, nasz kapitan, lata statkiem…




Poprzednia misja zwiadowcza zakończyła się (jak wiele innych oczywiście) porażką. Załoga wylądowała na leczeniu ambulatoryjnym. Niestety szczegóły wydarzeń mogą poznać jedynie osoby z odpowiednim poziomem dostępu do informacji niejawnej. W wypadku załogi to kapitanowie Tyrvid i Rossarian. Zostają chwilę dłużej z komodorem w sali odpraw, a po wyjściu z niej od razu stają się celem pytań ciekawskiej Tanyi.
- Kapitanie Tyrvid poooowiedz, no powiedz.
- Nie mogę - odpowiada poważnie Tyrvid - Niektórzy tu kapują - patrzy znacząco w stronę Rossariana.
Rossarian robi niewinną minkę zbitego psa.



Rossarian dzieli się tajnym sekretem ze swoim kumplem, Marvem. Poprzednia załoga statku wróciła z misji w nienajlepszym stanie.
- I komodor mówił, że biodegradacja ciała - szepcze zaaferowany Rossarian.
- Eeee - bagatelizuje Marv. - My tyle pijemy i patrz, nie jesteśmy zbiodegradowani.



Aby otrzymać pozwolenie na lot, załoga pozoruje problemy z silnikiem i promieniowaniem na pokładzie, żeby zamaskować obecność malutkich i niewinnych głowic atomowych. Na ubranego w kombinezon antyradiacyjny, odgrywającego swoją rolę przed załogą techniczną hangaru Rossariana wpada zasadniczy i myślący wprost doktor Denver, gotowy do ratowania załogi przed śmiertelnym promieniowaniem. Denverowi oczywiście nikt o akcji pozoracyjnej nie powiedział z obawy przed protestami ze strony regulaminowego doktorka. Rossarian czym prędzej zamyka się z doktorem w ambulatorium, aby ten nie spalił ich akcji. Tym czasem Tyrvid dziwi się zaistniałą sytuacją:
- To było potrzebne - tłumaczy kapitanowi Rossarian - taki Wamp... ekhem, Maskarada. Przepraszam, ale nie mieliśmy czasu Pana poinformować… znowu.



Oprócz obiecanych pieniędzy, oficer, który sprzedaje załodze głowice jądrowe, otrzymuje dwie butelki słynnej Marvowej gorzały.
- A macie ogórki? - pyta przyjaźnie oficera Marv.
- Niestety, nie mamy - zasmucił się marynarz.
- No i dobrze, bo nie można razem stosować - mówi Marv, wskazując na butelki. - Wchodzą w reakcję.



Załoga postanawia pozostawić w wyrzutni pociski klastrowe, a atomówki załadować w chwili prawdziwej potrzeby. Sprawdzają system ładowania i stwierdzają, że w najgorszym wypadku zmiana uzbrojenia zajmie 15 minut.
- Wiecie, można przyspieszyć ten proces. Zamiast wysięgników automatycznych ręcznych, zamiast wózka załadunkowego, samodzielnie przenieść rakietę - tłumaczy MG.
- Ja pomogę! Ja pomogę! - wyrywa się Tanya, prężąc muskuły.
- Weź, wyobraź sobie - zwraca się Marv do Rossariana, budując przed nim wizję (i robiąc aluzję do pechowych rzutów koleżanki) - ...Tanyę biegnącą po pokładzie z atomówką w rękach.
Po plecach wszystkich przechodzi chłód rodem z otwartej przestrzeni kosmicznej.


Drużyna wchodzi do opuszczonego obcego statku, ogląda jego wnętrze, kajuty, prysznice…
- Sprawdźcie, czy mają mydło w płynie, czy w kostkach!
- Ciekawie, jak się tu bawią. Czy mydło leży na podłodze?
- Na pewno leży, ci tutaj to swojskie chłopaki, lubią się bawić tak jak my!



Marv znalazł ładownię pełną skrzyń. Tanya pyta:
- Marv, zaglądniesz do tych skrzyń, prawda?
Marv kiwa głową, a Rossarian dorzuca z prychnięciem:
- A czy niedźwiadki srają w lesie?



Tyłki drużynie z więzienia ratuje jakiś wysoki oficer powołujący się na niejakiego komodora Deckera. Po pewnym czasie wyratowuje wszystkich z tarapatów. Tanya jak zwykle nie łapie zawiłości sytuacji:
- Czy my znamy jakiegoś komodora?!
- Tak… - wzdycha cierpliwie Marv - C-64.


Rossarian układa się z komodorem. Okazuje się, że kapitan będzie teraz pod jego rozkazami. Wspominając swoje podboje miłosne (córka poprzedniego dowódcy, skończyło się katastrofą), rzuca bez namysłu:
- Panie komodorze, a ma pan córkę?
Reszta drużyny robi synchronicznego facepalma.



Tyrvid spotyka rodziców-arystokratów na rodzinnym obiedzie i nagraną mu przez apodyktyczną mamusię wybrankę. MG pyta, jaki Tyrvid ma do niej stosunek:
- No, nie będę narzekał…
- Uuuu, dziewczyna w każdym porcie, co, Tyrvid?
- O ile nie ma jakichś mutacji… - dorzuca zapobiegawczo Tyrvid.
- Mutacja: wybranka mamusi. - ucina bezlitośnie Fox.



Drużyna przygotowuje się do dalekiej misji. Rossarian zaciera ręce, myśląc o rozrywce, jaką zapewni drużynie:
- Filmy z sexem Synthii mam, oridżinal! - przypomina o obcej niebieskoskórej rasie, którą kiedyś napotkała drużyna.
- Jaki oridżinal - protestuje Marv - to fejk, widziałem gościa na ulicy co od tygodnia niebieskiej farby z gęby zetrzeć nie może! Poza tym Synthii nie uprawiają sexu, rozmnażają się przez triopączkowanie! - robi aluzję do trójpodziału synthiańskiego społeczeństwa - Twórca tworzy, cenzor patrzy...
Denver nie wytrzymuje:
- O to jak u Tyrvida w domu! - wspomina niedawny niefortunny obiad rodzinny kolegi.


Do Rossariana przymila się pani oficer 50+. Rossarian, jak zwykle wstydliwy młodzieniec, stara się ją trzymać na dystans. MG wyjaśnia:
- Rozumiesz, ona się cieszy, że ktoś pała takim zapałem…
- Ja się właśnie boję, że ona mnie za pałę…



Wszyscy udają się na spoczynek. nocną wachtę spędza w kokpicie drużynowy sierota, Wowka, adiutant kapitana Rossariana (NPC). Znając jego niski IQ i głupie pomysły, drużyna boi się go zostawić samego, żeby czegoś nie popsuł. Jednocześnie powinien wiedzieć, jaki przycisk wolno mu nacisnąć w razie awarii. Ktoś w końcu wpada na pomysł:
- Ponaklejajmy mu żółte karteczki na wszystkie przyciski!
- Taaa… z napisem „NIE DOTYKAĆ, NIE DOTYKAĆ, NIE DOTYKAĆ”!



Drużyna eksploruje nowy układ słoneczny. Rozkazy mówią, że chodzi tylko o skan układu, ale wszyscy są ciekawscy i chcą rozprostować nogi na jakiejś nowej planecie. Trzeba jakoś wyrolować doktora-służbistę i namówić go do bliższego zbadania planety, choć to nie do końca mieści się w parametrach misji. Zaczyna Rossarian:
- Mamy kłopoty z żywnością...
- Przecież mamy jej jeszcze dużo - oponuje pan doktor.
Rossarian wzdycha i robi minę kota ze Shreka:
- Ale skończyły się nam pomidorki.. Te małe, okrągłe, koktajlowe, nooo...
- Mnie przekonałeś! - oblizuje się Tanya.


Brak komentarzy:

Obietnica: czy leci z nami kapitan?

MG: tsar Dr Denver (Żuk) - lekarz, prawdziwy pasjonat swojej pracy, poważny człowiek i zasadniczy obywatel, nieco aspołeczny, ale hej! ...