sobota, 29 kwietnia 2017

Macki Made in China, czyli bierzemy na warsztat Age of Cthulhu 1: Death in Luxor

Niezwykle hojny i bardzo wyrozumiały MG, który wcale nie chce pozabijać postaci graczy: tsar
Dramatis personae:
Max Adrien (smartfox) - były bokser, kiepski zawodnik, ale obecnie całkiem zdolny prywatny detektyw. Lat 28.
Malcolm Brunheim III (Robson) - profesor Uniwersytetu Chicagowskiego, archeolog. Duże mniemanie o własnej osobie. Lat 44.
Danielle Forrester (MidMad) - była studentka, obecnie pracownica naukowa Uniwersytetu Chicagowskiego. Przebojowa, pełna życia osóbka. Lat 26.
Arnold Hayes (Żuk) - najemnik. Człowiek, który świat poznawał przez pryzmat wojen, w których brał udział. Lat 29.

Zatęskniliśmy za mackami, więc postanowiliśmy zagrać w Age of Cthulhu 1: Death in Luxor od Goodman Games na mechanice CoC 7.0. Starożytny Egipt, wykopaliska, rok 1926. Czego chcieć więcej - poza tym, by nasze postacie przeżyły? ;)

Gracze przygotowują się do sesji.
- Wiecie, co jest fajne w graniu w Cthulhu w latach 20.? - pyta niewinnie smartfox i po chwili dodaje - możesz być rasistą bez gniewu MG!
MG wzdycha, słysząc ten docinek, i dodaje ze smutkiem:
- … i niestety NPC też muszą być…



Rok 1926. Po wylądowaniu na lotnisku w Luksorze następuje kontrola bagażowa. Postacie prezentują zawartość walizek. Okazuje się, że pan Hayes, najemnik, jest uzbrojony po zęby, a jego arsenał spokojnie wystarczy dla kilku osób. Celnik kręci głową i robi srogą minę.
- WZIĄŁEŚ TYLE BRONI?! - zdumiewa się błyskotliwie, jak na detektywa przystało, pan Adrian.
- No… tak… - przyznaje zmieszany Hayes.
- SUPER! - wykrzykuje uradowany Adrian - TO NAM POŻYCZYSZ!!!
I tylko celnik nie wyglądał na zachwyconego…

Drużyna dociera do siedziby amerykańskiej misji archeologicznej w Luksorze - Chicago House. Okazuje się, że działy się tam straszne rzeczy, wszędzie pełno krwi i przerażających scen. Okazało się nawet, że bestialsko odrąbano komuś palce i ułożono z nich napis na gzymsie kominka. Powiało grozą.
- Co tam jest napisane?! - Graczy w tym momencie przejmuje trwoga i obrzydzenie.
- TU BYŁEM, TONY HALIK.

Czas zrobić kilka fotografii miejsca zbrodni. Do sprawy zabierają się pan Adrian i pan profesor Brunheim. Niestety nie jest to takie łatwe, nasz MG, mimo że dobrotliwy i zawsze bardzo wyrozumiały, jak nigdy piętrzy trudności i zasypuje graczy gradem pytań:
- A wzięliście lampę błyskową?
- A statyw?
- A światłomierz?
W końcu Robson nie wytrzymuje i dorzuca tonem pewnych bardzo dobrze znanych kapłanów Thileopessii, których drużyna spotkała onegdaj podczas gry w fantastycznym świecie Rocranon, a którzy zupełnie przypadkowo w ten sam sposób gnębili graczy, utrudniając im zadanie:
- A pooochweeeeeę do mieeeecza maaaacieeee?



Drużyna przebywa w hotelu, odświeżając się po trudach minionego dnia, ale trzeba wyjść na miasto i załatwić parę spraw. Pan Adrian deklaruje po dokonaniu wieczornych ablucji, obejmujących m.in. kąpiel:
- Ubieram szelki z kaburą i wychodzę.
- SAME?!
- No nie, narzucam jeszcze jakąś marynarkę!
Niestety klimat grozy jakoś zelżał na kilka minut po tym, jak wszyscy wyobrazili sobie strój kolegi.


Członkowie drużyny wysiadają z taksówki i widzą imponującą rekonstrukcję staroegipskiego grobowca. Stateczny, starszy dżentelmen, profesor Brunheim, jest pod wrażeniem:
- Mają rozmach, skurwysyny!
Na kilka chwil zapada niezręczna cisza.
- Dziękujemy, panie profesorze, za fachową uwagę - rzuca pan Adrien.

Postacie trafiają do jakiejś podejrzanej speluny. MG pokazuje plan sytuacyjny knajpy. Wszystko wskazuje na to, że zanosi się na strzelaninę. Danielle, jak na damę przystało, asekuracyjnie ustawia się w dobrze osłoniętym zakamarku.
- Spoko, tu mnie nie trafią, a poza tym mam blisko do drzwi…
- Famous last words!

Pijana ekssympatia pana Adriena, Rose (NPC), nie chce wyjść ze spelunki, a czas nagli. Czeka na swojego aktualnego ukochanego.
- Nigdzie nie wyjdę bez Roberta! - mówi Rose.
Pan Adrien bardzo długo ją przekonuje, ale nic to nie daje. W końcu smartfox wzdycha i zwraca się do MG:
- To jaka jest tu mechanika ogłuszania?

Wywiązuje się walka pomiędzy jakimiś zabijakami uzbrojonymi w noże i maczety a dzielnymi bohaterami. Drużyna szybko sobie z nimi radzi. Pada kilka trupów. Pan Adrien podsumowuje ze stoickim spokojem:
- Sami są sobie winni. Przyszli na strzelaninę z nożami.

Drużyna znalazła przy Rose przedziwny posążek. MG opisuje:
- Oglądacie mroczny posążek [przedstawiający oczywiście Wielkiego Przedwiecznego], zaglądacie na spód i widzicie inskrypcję…
Wszyscy gracze chórem:
- MADE IN CHINA!

Po zakończeniu pierwszej sesji Robson, grający leciwym panem profesorem, postanawia rozwinąć kilka umiejętności, których używała postać w trakcie sesji:
- Sprawdzę, czy mi coś nie wzrosło - i zaczyna turlać. Niestety rzuty są niepomyślne i wartości skilli pozostają bez zmian. Pan profesor wzdycha i podsumowuje ze smutkiem:
- Starość nie radość. W tym wieku już nic nie wzrasta.

Kolejna sesja. Pan Hayes przebiera się wieczorem w strój jak na safari i puka do drzwi pokoju zajmowanego przez pana Adriena. Towarzysz mierzy go wzrokiem:
- Dlaczego ubrałeś się jak Lawrence z Arabii na zdobycie Jerozolimy?

Po strzelaninie panowie dyskutują między sobą na temat niecodziennych umiejętności panny Danielle:
- Widział pan jak Danielle strzelała i rozwaliła łeb temu Arabowi? Potem chyba nawet się uśmiechnęła i oblizała! Żądna krwi! - mówi pan Adrien, detektyw.
- Sugeruje pan jakiś wampiryzm?
- Nie, już nie wierzę w groszowe opowieści, wie pan, jakieś wilkołaki, potwory, takie z mackami… takich rzeczy nie ma!
Mina MG w tej chwili była bezcenna.

Postacie skradają się wieczorem po terenie wykopalisk, gdzie znajdują się podejrzane postacie. Ktoś atakuje pana Arnolda Hayesa. Pan Adrien chce iść na pomoc:
- To ja w międzyczasie mu przyłożę!
MG prosi o doprecyzowanie, niewinnie się uśmiechając:
- Ale Arnoldowi czy Egipcjaninowi?

Śledztwo trwa. Burza mózgów. Co robić dalej? Każdy ma inne pomysły, drużyna po kolei je omawia.
- No i możemy wrócić do Chicago House… [siedziby amerykańskiej misji archeologicznej w Luksorze]
- Albo w ogóle wrócić do Chicago!
- Dobra! Wracamy do Chicago. Koniec przygody.
MG zrobił mentalnego facepalma.


Oczywiście to nie koniec perypetii dzielnych śmiałków w Luksorze - postanowiliśmy jednak zostać na miejscu. Ciąg dalszy - tutaj.


Brak komentarzy: