piątek, 19 maja 2017

Na skrzydłach Rocranon: czekoladki, pół świniaka i MATURY


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.


Drużyna podróżuje po nadmorskich równinach wraz z wojskami, wypatrując groźnego wroga – wypełzających z morskich głębin ryboludzi. Ustawiamy oddziały na mapie, w oczekiwaniu na bitwę. Niestety zabrakło znacznika oddziału ze słoniami. Montcort rysuje jakiś kształt, który podejrzanie wygląda na nazbyt falliczny, i wyjaśnia:
– Tu masz znacznik oddziału słoni… Ej, gdzie on jest, kto go zmazał???...
MG wyjaśnia z marsową miną, że u niego na sesjach na mapach nie rysuje się kutasów.
Montcort niewinnie rzuca z udawanym oburzeniem:
– TO NIE BYŁ KUTAS!!! ...tylko głowa miałem mu resztę domalować…
MG jednak pozostaje niewzruszony i zmienia conieco mapę:

rocranon-bez-kutasow.jpg
Naprawdę!

Jeden z graczy, Żuk (grający Nuadu) staje po stronie MG w sporze. Fox oburza się:
– Żuku, zraniłeś mnie… pomyliłeś sojusze!
– PDki nie mają przyjaciół! – odpowiada z pokerową miną Żuk.

MG pyta graczy:
– To ile tych potworów dzisiaj zabiliście, pamiętacie?
– Ej, ty dajesz XP za potwory? – dopytuje się Montcort z merkantylnym błyskiem w oku.
– Ta, daję… – wzdycha MG.
Montcort rozmarza się i recytuje:
– 295 potworów, a każdy za 100 XP…
Simeon ściąga towarzysza na ziemię:
– Taaa, ale dzielone na wszystkich naszych żołnierzy!
– Ty, Ciebie się już chyba ktoś pytał po czyjej jesteś stronie! – oburza się Montcort.
– Wyłączcie mu dźwięk! – rzuca Nuadu, nie tracąc okazji do podlizania się MG.

MG rozpoczyna nową scenę, w której występuje nowy absztyfikant Mabon:
- Folke zachodzi często… do Mabon.
Keffar dodaje z ulgą w głosie:
- To dobrze, że on zachodzi!

Folke wyrzekł jakiś komplement pod adresem swojej lubej. Mabon spłonęła rumieńcem. Na ten widok Montcort wdaje się w rozważania natury filozoficznej:
- Patrzcie, jak wszystko zależy od kontekstu. „Mabon spłonęła” a „Feste spłonął”... Zupełnie inne wyobrażenie!
Simeon kiwa głową:
- Od razu mi się wyobraziły białe kaptury i płonące krzyże!
Montcort kontynnuje:
- Albo inny przykład: „Mabon się rumieni” a „Feste ma rumień”...

Mabon znów zasiedziała się u lorda do późnego wieczora. Gdy dziewczyna wraca do domu, Simeon, targany zmartwieniami, ruga dziewczynę. Zmęczonej Mabon wymyka się z ust kilka niewłaściwych słów:
- Och, rugaj mnie, rugaj, Simeonie!
Nuadu zaczyna chichotać i dorzuca kolejną fantazję Mabon:
- I mów do mnie po ostrojsku!

Czarnoskóry Feste mówi, że bieli twarz bielidłem i wyjaśnia ze smutkiem:
- W końcu jestem błaznem, prawda?
Montcort udaje oburzenie:
- Ależ Feste, wcale nie jesteś błaznem!
Feste rozchmurza się, słysząc ten komplement. Wtedy Montcort odpowiada bezlitośnie:
- ...Jesteś SKARANIEM BOSKIM!

Rozważamy nad tym, jaki szyk powinien mieć oddział piechoty w podróży i kto z drużyny w jaki sposób będzie podróżował. Może konno? Ale skąd wziąć wystarczająca liczbę koni? Montcort przypomina sobie, że przecież drużyna zdobyła właśnie dwa słonie (ku utrapieniu MG):
- A może pojedziemy słonno?

Ustawiamy poszczególne postaci na mapce taktycznej przed bitwą. Pojawiają się pewne trudności natury technicznej. Keffar wzdycha melancholijnie.
- Keffar, czemu tak smutno wyglądasz?
- Słoń mnie przesunął w losowym kierunku…
- Dwa razy…
- A trzeci raz szybko! - bezlitośni gracze nawiązują do pewnego znanego i wielce nieprzystojnego kawału.

Montcort jest znany z bezlitosnego lżenia czarnoskórego Festego, pokrywającego twarz bielidłem, ze względu na liczne utrapienia, jakich błazen jest przyczyną. Pewnego razu Feste stwierdza:
- Są takie chwile, gdy człowiek, nawet czarnoskóry, zmienia swoje podejście…
Montcort odpowiada z afektowanym zdziwieniem:
- TO TY JESTEŚ CZARNOSKÓRY?!

Plany taktyczne przed bitwą z ryboludźmi. MG wyjaśnia zawiłości rozgrywki i prędkość przemieszczania się jednostek. Montcort rzuca, widząc przeważające siły przeciwnika, pojawiające się na mapie:
- Forsowny marsz, zwany spierdalaniem, przeprowadzimy później.


Zaczynamy kolejną sesję, ale nagle jeden z graczy otrzymuje wiadomość od swojej żony.
– Sorry, zostawiłem światła włączone w samochodzie, muszę zejść na dół i je wyłączyć.
MG przypomina sobie dawne żarty z innych sesji:
– Przestań! Wyślij córkę! A Biedę zostaw na brzegu!
Robson przypomina sobie o drapieżnych ptakach postaci gracza:
– Wyślij Terrora!
Parasit podsumowuje bezlitośnie:
– Żona to jest Terror, a córka to Bieda.


Wracają rozmowy o dalekosiężnych planach drużyny. Jedno z zadań jest przykre i polega na zabiciu kapłanów jednego z bóstw. Montcort mówi, przypominając sobie o kapłanach, którzy bardzo nam podpadli:
– A ci kapłani co ich mamy zarżnąć, to ci sami…?
Simeon wpada mu w słowo:
– Tak! Ci, co kazali pochwę z mieczem...
Montcort rzuca, nie dając mu skończyć:
– To ja jestem za!


Mabon odprawia rytuał, aby zasięgnąć wiedzy swojej przodkini. Wie, że będzie wyczerpujący, a na domiar złego żarłoczna dziewczyna cały dzień wcześniej pościła.
– Będę bardzo głodna i zmęczona! Przygotujcie mi ekwiwalent czekolady. – Mabon prosi kolegów.
Parasit spogląda na drużynowego, czarnoskórego błazna i z uśmiechem na twarzy podpowiada:
– Feste się ciągle po obozie kręci.
MG puszcza oczko:
– Czyżby Mabon miała ochotę na "czekoladkę"?
Po chwili niekontrolowanego rechotu drużyna się uspokaja. Wtedy Montcort dopytuje się, zaciekawiony, z podejrzanym uśmieszkiem:
– Ale to ma smakować jak czekolada, czy ma tylko mieć jej konsystencję?
W tym momencie słychać wydobywający się z ust Mabon jęk obrzydzenia.

Dzielny Keffar walecznie stawiał czoła grupie gnolli, która zaatakowała drużynę na gościńcu. Niestety ciosy wrogów były niepokojąco celne i wojownik stracił wiele punktów życia. Na pomoc przyszła mu Mabon i odegnała widmo śmierci. Po zakończeniu walki dziewczyna podkreśla swoją bezinteresowność:
– Liczę na kwiaty i pudełko czekoladek!
MG uprzedza kolegę:
– Tylko żeby to były prawdziwe czekoladki, a nie te Montcorta...


Mabon wprowadza się w trans i cofa się do czasów dzieciństwa. W transie mała Mabon rozmawia z ojcem, który pyta z błyskiem w oku:
– A co wzięłaś z mojego gabinetu?
– Nic, papo. Tylko miętówkę. – Odpowiada niewinnie dziewczynka.
Nagle z offu słychać głos Keffara, przypominającego sobie o żarłoczności koleżanki:
– A może pół świniaka?

MG nie zgadza się na wymyślny plan jednego z członków drużyny.
Montcort sprzeciwia się:
– Ej! To ja jestem nauczycielem! Ja tu jestem od zabijania kreatywności w graczach!
MG przypomina sobie, że gracz właśnie egzaminuje maturzystów, ma powyżej uszu tematu egzaminów i zabrania nam w ogóle używać słowa "matura". Wyjaśnia więc „litościwie”:
– Wiesz, chciałem cię odciążyć, myślałem że jesteś zmęczony MATURAMI.
Spojrzenie gracza zaostrza się.
Feste korzysta z okazji:
– A jutro też MATURY.
Montcort nie wytrzymuje:
– A spierdalaj, czarnuchu!


Keffar zdejmuje buty i onuce, aby wejść do dziwnego, mistycznego stawu. Po wejściu do wody wojownik zauważa, że coś pływa mu między stopami. Czy to coś groźnego? Potwór z głębin? Montcort próbuje podtrzymać dzielnego kolegę na duchu:
- Może to te rybki, co obskubują stopy?
- Taaak... - odpowiada nieprzekonany Keffar i zerka na MG, który podejrzanie się uśmiecha. - Do kości...

Pozostali bohaterowie drwią sobie z higieny Keffara i prorokują, że zaraz wytruje wszystko, co żyje w stawie. MG opisuje:
– ... i nagle nadeptujesz na coś dziwnego i regularnego, sięgasz dłonią pod wodę i wyjmujesz prosty naszyjnik, wykonany z pospolitych kamieni i rzemienia...
Montcort rzuca:
– Patrzcie! Mieszkańcy stawu zapłacili mu, żeby już wyjął nogi z wody!



2 komentarze:

smartfox pisze...

Ech, po kolei:
1. Sir Burgess - proszę arystokratycznemu buldogowi nie zmieniać imienia!
2. Znacznik słoni to raczej zamierzałem korpus dorysować (nie rączki). Narysowałem już główkę słonia, która, nie wiedzieć czemu, Sławkowi przypominała siurasa. :(

MidMad pisze...

Ad.1: Taaajest, Lordzie Montcort! ;)
Ad.2: Nie wiem, co tam dorysowywaliście, bo cnotliwie zasłaniałam oczka, ale wierzę Ci na słowo ;)