piątek, 12 maja 2017

Na skrzydłach Rocranon: Lord Biedronka i prawa robotyki Asimova


Kolejne radosne przygody bohaterów mimo woli w świecie Rocranon obfitowały w kwiatki, którymi nie mogliśmy się nie podzielić.


MG: tsar
Postacie:
Błazen Feste (Mijau) - czarnoskóry młodzieniec z zamorskich krain, o pomalowanej bielidłem twarzy i lepkich rączkach. Lubi warzyć różne podejrzane mikstury i płatać figle (szczególnie Montcortowi).
Łowca Keffar zwany Twardzielem (Parasit) - dzielny, muskularny i waleczny Ostrojczyk (aka wiking). Niektórzy zwą go też Brunatnym, ale poza najbliższymi towarzyszami nikt nie wie, skąd wzięło się to mrożące krew w żyłach przezwisko...
Lord Montcort, sokolnik (smartf0x) - świeżo upieczony szlachcic, za plecami zwany pieszczotliwie przez towarzyszy "hrabianką". Dowódca części wojsk, które mają za zadanie bronić Sotham przed atakiem ryboludzi z głębin. Najnowszymi nabytkami podnoszącymi obronność miasta są dwa słonie, Maniek i Dolores, oraz maskotka oddziału - Sir Burgess, dzielny buldog.
Dziki łowca Nuadu (Żuk) - nieustraszony wojownik, który sieje grozę w sercach wrogów, gdy wyciąga swe dwa miecze. W lesie czuje się jak w domu. Lubi wiewiórki, szczególnie gdy nikt nie widzi...
Alchemik Simeon (Robson) - wielce mądry, a na dodatek lekko draśnięty zębem czasu uczony z zamiłowaniem do przeprowadzania eksperymentów z udziałem ognia i wybuchów.
Szamanka Mabon (MidMad) - wstydliwe, młode i niezwykle żarłoczne dziewczę z Paezurii, lubujące się w pląsaniu wśród drzew, oswajaniu zwierzątek i pieczonych kurczakach.



Niejaki Lord Arnljorn, ekscentryczny kolekcjoner, sprzedaje okazyjnie skarby ze swojej kolekcji magicznych przedmiotów. Simeon dworuje sobie z wielkodusznej oferty lorda:
- Lord Biedronka - codziennie niskie ceny!
Montcort dorzuca:
- Wyprzedaż w Lidlu. Szykujcie się na ostrą walkę.


 Trwają gorące rozmowy nad możliwością zakupu magicznych przedmiotów od lorda. Jednak ceny są niemałe. Handlowe geny odzywają się w Mabon:
- Wiecie. Możemy wydać teraz dużo pieniędzy, ale warto pomyśleć, za co jutro kupimy chleb?
Montcort odpowiada z wielką powagą w głosie:
- No a wiecie, że mamy Mabon, więc to nie będzie znów taki mały wydatek.



Opuszczając kolekcjonera, Festemu coś „niechcący" przylepiło się do ręki. Tym czymś była kosztująca małą fortunę kula magicznego widzenia. Feste, czując się coraz bardziej źle ze swoim uczynkiem, przyznaje się do niego drużynie, wzbudzając prawdziwą furię. Łajaniom nie ma końca, ale zaraz po nich przychodzi zastanowienie, jak wybrnąć z nieciekawej sytuacji i co zrobić z magiczną kulą? Nuadu wpada na pomysł:
- Wystrzelmy to cholerstwo za mury miasta, niech sobie szukają!
- No chętnie! - dodaje Montcort. - Ale nie mam takiej wielkiej procy, żeby wystrzelić tego czarnego jełopa!


Przed Gildią Alchemiczną stoi jakiś obcy żołnierz i wyraźnie zagradza do niej drogę bohaterom, czym budzi wściekłość Keffara. Ta rośnie tylko, kiedy wojak pyta, kim są, ale kiedy już „łaskawie zezwala” na wstęp do środka, dzielnego Ostrojczyka trafia szlag.
- No nie! Stoi przed NASZĄ gildią i się rządzi!!!
Simeon uspokajająco strofuje kolegę:
- Keffar, siad!



Lady Helia Pebrook przybyła w odwiedziny do swego syna Haldena (jest to druga postać Robsona, chwilowo na tajemnych naukach u elfów). Tłumacząc powody odwiedzin, nadmienia, że ojciec Haldena został ciężko ranny i rodzina potrzebuje chłopaka aby objął pozycję głowy rodu. Montcort zmartwiony proponuje pomoc:
- A może jesteśmy w stanie pomóc z ranami pani męża?
Keffar szepcze Montcortowi na ucho:
- Pst! Nikt nic nie mówił o małżonku. Wspomniała tylko, że chodzi o ojca Haldena.



Mabon postanawia udać się z Festem do lorda-kolekcjonera i dopilnować, by błazen oddał skradziony przedmiot właścicielowi. Niestety z powodu pewnego nieporozumienia, oboje zostali pochwyceni przez żołnierzy lorda-kolekcjonera za kradzież magicznego przedmiotu. Do gildii przybiega znajomy strażnik miejski Nogli-Cuir z niedobrymi wieściami:
- Jutro z samego rana mają obwiesić waszego przyjaciela!
Keffar bezdusznie stwierdza:
 - Oj tam, od razu przyjaciela…
Montcort na to rzuca z wyrazem zdumienia na twarzy:
- Zaraz, zaraz… rozejrzyjmy się. Nuadu jest, Keffar jest. Jakiego przyjaciela?
- Ale musimy ich wyciągnąć z lochów!
- Mabon musimy wyciągnąć - odpowiada Montcort - bo ona zarządza statkiem, który przynosi niezłe zyski!



Udało się doprowadzić do ugody z kolekcjonerem, ale jednym z jej warunków było to, że Feste ma natychmiast opuścić miasto. Chcąc nie chcąc, Montcort, Keffar i Nuadu zabierają kuglarza ze sobą w podróż do zamku Caer Deray. Feste nie wydaje się jednak do końca rozumieć swoich win, czym doprowadza towarzyszy do szału. Montcort z wyrzutem zwraca się do Keffara:
 - Możesz wziąć na siebie trochę trudu wychowawczego?!
Keffar na to:
- Przecież ja go, kurwa, zabiję!



Keffar dostał oswojone zwierzę, rosomaka. Parasit chce wszystkim pokazać, jak zwierzak będzie wyglądał, i wysyła wszystkim jakiegoś linka:
- Kliknijcie na linka!
- Pierwszego czy drugiego?
- Drugiego - podpowiada Parasit.
- Uważajcie! Pierwszy to osiołek!
Tu następuje kilka minut śmiechu, gdy wszyscy sobie przypominają pewnego legendarnego, acz bardzo hermetycznego i niecenzuralnego linka z osiołkami w roli głównej. Ktoś rzuca ze smutkiem:
- Nasza drużyna chyba nigdy nie będzie miała osiołka…
Nuadu oburza się:
- Przecież mamy osiołka!
- Taaaak? - dziwi się Feste.
- Czarnego… - rzuca ktoś scenicznym szeptem.


 Montcort rozmawia z pewnym lordem. Lord rzecze:
- Będę tylko oczekiwał, żebyś mi pomógł w przyszłości, kiedy o to poproszę.
- Pomogę ci, panie - odpowiada Montcort - Jeśli tylko twoja prośba nie będzie stała w sprzeczności z… - nagle zawiesza głos.
Simeon szeptem podpowiada:
- ...pierwszym i drugim prawem robotyki Asimova?



Kolejna sesja.
MG pojawił się na sesji kilka minut później niż zwykle. W międzyczasie gracze umilali sobie czas trollingiem. Mabon nie traci okazji do bezczelnego podlizywania się celem zdobycia dodatkowych pedeków:
- Bo wiesz MG, Ty bardzo dobrze tresujesz graczy! Próbowałam prowadzić sesję przez 5 minut i dać graczom złoty rydwan, a oni powiedzieli, że nie chcą, bo to nie byłby prawdziwy Rocranon.
Niewzruszony MG odpowiada, nawiązując do legendarnego spotkania z pewnymi istotami, które były niezadowolone, że nie przynieśliśmy odpowiednich rekwizytów do pewnego miecza:
- To oczywiste! To jakby pójść do kapłanów i przynieść pochwę!
Montcort zerka na koleżankę:
- Mabon, do kapłanów z nami nie idziesz!



 Rozmowa o niejakim Folke Artinie, który smali do Mabon cholewki, a którego imienia Mabon nigdy nie może zapamiętać.
- Mam w stosunku do niego dalekosiężne plany! - stwierdza Mabon.
- Znaczy się go zeżreć? - pyta zaciekawiony Keffar.



 Montcort stanął na czele oddziału wojskowego, który właśnie się fortyfikuje. MG mówi:
- Opisz jak chcesz, żeby wyglądał wasz fort.
Montcort zaczyna:
- No więc… Stoi na płaskowyżu, mury wysokie, kamienne, wysokie wieże…
- A może opiszesz jak wygląda w rzeczywistości…? - wzdycha MG.
- Ej, przecież powiedziałeś: „opisz jak chcesz”! - oburza się Montcort.



 Mamy pewne problemy techniczne z warstwami pulpitu do gry na roll20. MG się niecierpliwi:
- No kurdę! Proszę o normalną warstwę!
Keffar intonuje niczym ksiądz w kościele:
- Oooto warstwaaaaa twooojaaa!



Wizyta Mabon u lorda-kolekcjonera po niefortunnych wydarzeniach z kradzieżą jego drogocennej własności. Wszyscy są przekonani, że stary lubieżnik będzie chciał niecnie wykorzystać biedną dziewczynę. Okazuje się jednak, że lord Arnljorn każe otworzyć Mabon jakiś drogocenny, pieczołowicie i bardzo dokładnie zamknięty zwój, być może nawet magiczny. Dziewczyna próbuje, ale niestety nie udaje się jej spełnić życzenia lorda. Sytuacja się zaognia, gdyż niejaki kapitan straży Folke jest nieco o Mabon zazdrosny i niecierpliwi się, oczekując na zewnątrz na dziewczynę, której nieobecność się przedłuża. Smartfox nie wytrzymuje napięcia i puszcza wodze wyobraźni:
Folke czekał na zewnątrz. Jego duszą targała namiętność a myślami – wątpliwości. Nie chciał odejść, ale nie chciał też zaszkodzić swej bogdance. Dlatego czuwał. Nagle otaczającą ciszę przerwał podniesiony głos lorda:
- Mocniej, dziecko, mocniej!!!
Głuche stęknięcia Mabon zakończyły się płaczliwym tonem:
- Próbuję panie, próbuję, ale siedzi zbyt głęboko!!

Folke zawrzał gniewem. Kopniakiem wyłamał drzwi i z dobytym mieczem wpadł do kasztelu. Dwoma cięciami rozłożył strażników. Nim krew trysnęła na podłogę, on gnał już po schodach na piętro. Dopadł drzwi komnaty lorda, zza których dochodziły jęki Mabon. Zawiasy w drzwiach pękły pod uderzeniem barku. Folke ciął z zamachu. Łeb lorda potoczył się po ziemi. Dopiero wtedy ujrzał przerażoną Mabon, która próbowała otworzyć cholerną księgę z ciężkim metalowym zapięciem.



Brak komentarzy: