piątek, 26 maja 2017

Rippersi, czyli epidemia lawin w wiktoriańskim Londynie

Najcierpliwszy MG świata: Robert
Dramatis personae:
Adrianne (Robert) - urocza, młoda dziewczyna o egzotycznej urodzie, rozmawiająca z duchami kapłanka voodoo.
John "One Shot" Bennet (Jarek) - zadziorny i nie do końca zadbany kowboj, mówiący z nieco dziwnym akcentem o nieco bladym, rozmarzonym obliczu.
Josh Majere (Kacper) - na odmianę kowboj, zmęczony życiem podróżnik, przygotowany na wszystko.
Aurora Elisabeth Clark (MidMad) - dobrze urodzona absolwentka uniwersytetu St. George’a z zamiłowaniem do sekcji zwłok i nienagannych brytyjskich manier.



Sesja rozpoczyna się od przysłowiowego wybuchu wulkanu, zupełnie jak u Hitchcocka. MG oznajmia z pokerową miną:
- Czas zamordować kilku graczy. Wczoraj mi się nie udało, więc dziś muszę sobie odbić. Zginiecie. Wszyscy.
Gracze tradycyjnie udają, że truchleją ze strachu.


Postaci zaczynają się przekomarzać, znów wracając do tematu płci kapłanki voodoo, granej przez Roberta:
- A Adrienne ma penisa!
- WCALE, ŻE NIE MAM!
- Ale członków nam trzeba! - wyjaśnia John, nawiązując do potrzeby powiększenia loży rippersów.
- Wy znowu o penisach? - Aurora łapie się za głowę.
Josh tylko wzdycha:
- Ale chujowa ta rozmowa…


MG nieco się irytuje, że gracze zboczyli (nomen omen) z tematu:
- SCHODZI LAWINA. KONIEC SESJI.
Jak wiadomo, lawiny w samym sercu wiktoriańskiego Londynu są bardzo częstym zjawiskiem, więc groźba zadziałała błyskawicznie.


John jest na stole operacyjnym, Aurora będzie zajmowała się ripeprtechem, by wzmocnić jego ciało. MG oznajmia:
- Pani doktor, proszę przeprowadzić rżnięcie kolegi.
Na twarzy Johna widać przerażenie.
- Nie bój się, John - pociesza go Aurora - będę delikatna, wiem, że to twój pierwszy raz…


Przed akcją Josh uspokaja towarzyszy swoja legendarną odzywką:
- Spokojnie, w razie czego mam dynamit.
- Do otwierania ran? - dodaje niewinnie MG.


MG znów przywołuje graczy do porządku i przypomina im:
- Gramy w horror!
John zwraca się do niego:
- Jak się na ciebie patrzę, to już się boję…
- Ohoho - cieszy się MG -  już wiem, kto pierwszy zginie!

Josh wraca z upojnej nocy z kochanką o wdzięcznym imieniu Helga. Wycieńczony pada na łóżko z dopalającym się papierosem w ręce i zasypia. MG ostrzega:
- Ostrożnie, bo będzie pożar!
- Spokojnie, jaki znowu pożar, przecież mam przy sobie dynamit!


Aurora ma brać udział w bardzo skomplikowanym rytuale demonicznym wśród członków obcej loży i dopytuje się:
- A jakie panowie przedsięwzieli zabezpieczenia? Bo ja nie przygotowałam żadnych.
Towarzyszący jej John oburza się:
- Bez zabezpieczenia?! W twoim wieku?!


Przy obfitej kolacji John uronił łzę, wspominając traumatyczne wydarzenia z przeszłości. Aurora podała mu swą ulubioną jedwabną chusteczkę, by ją otarł. John przygląda się chusteczce, a nawet ją wącha:
- Pachnie przepięknie… lawendą… aloesem… schabowym...


Nadeszła kolejna sesja.
Pogoda nie dopisuje. Na niebie lada chwila będzie widać pioruny. Mid deklaruje zawczasu, bojąc się o wpięty do sieci komputer:
- Słuchajcie, nadciąga burza i chyba będę się musiała wypiąć…
MG prosi ze smutkiem:
- Ale nie wypinaj się na nas…
- No dobra, możesz, byle do kamery! - rzuca zaraz Jarek.

Drużyna miała zaprezentować pewną strategię działania, ale coś jej nie idzie. MG wcale nie ma wobec graczy krwiożerczych planów. Wcale. Ani troszeczkę:
- Mieliście cały tydzień, żeby przemyśleć ten plan. Na tego, kto nie przemyślał, czeka lawina.



Drużyna je kolację. Od jakiegoś czasu od strony Josha ciągle słychać ciamkanie. Nagle odgłosy ustają i Josh podejrzanie wzdycha. Coś żółtego o podejrzanym kształcie pojawia się na kamerce:
- Ooooch, dałem radę… A teraz dopchnę wszystko banankiem!
Na dalsze wydarzenia spuszczamy zasłonę milczenia.

MG tłumaczy Aurorze, że czas zacząć szkolić asystentkę, Glorię, która niedawno pojawiła się w ripperskiej loży drużyny:
- Rozumiesz, jak zginie Twoja postać, to zaczniesz grać Glorią.
John wysnuwa logiczne wnioski:
- Ale nikt z nas oprócz Aurory nie ma jeszcze asystentów… czyli Aurora zginie dziś na sesji!
Właśnie w tej chwili MG wydał z siebie złowrogi śmiech.


MG pokazuje zdjęcie, które ma obrazować wygląd czeluści piekielnych. Cała drużyna przygląda się w skupieniu. Aurora wykrzykuje, zgorszona:
- Ojej, ależ na tym zdjęciu są penisy!
MG wyjaśnia z triumfalnym uśmiechem:
- Cały wieczór je doklejałem, specjalnie dla Ciebie!


Drużyna obmyśla kolejny plan. Chce wrobić pewnego wroga. John jak zawsze wykazuje się błyskotliwym rozumowaniem:
- Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Wiecie, kogo wkopiemy?
Odpowiada mu cisza.
- Pomyślcie, kto nam zalazł za skórę?
- … Mistrz Gry?!


Aż dziw bierze, że żadna z postaci jeszcze nie zginęła, prawda? ;)

Brak komentarzy: